25 Czerwca 2015

Polityka
DSC1116.jpg
autor: Agnieszka Burzyńska

Taktyka Kaczyńskiego: wszystko dla skuteczności

  • KAczynski2.JPG Jarosław Kaczyński dla dobra partii usuwa się w cień (fot. O.Wasilewska)

Jarosław Kaczyński zadecydował, że nie będzie premierem. Czy dzięki Beacie Szydło partia lepiej zrealizuje swoje cele?

 

Co będzie robił Jarosław Kaczyński, jeśli Beata Szydło zostanie premierem? – Żebyśmy my tylko takie problemy mieli. Będzie szefem partii, czyli bardzo dużego przedsiębiorstwa – jeden z najważniejszych polityków Prawa i Sprawiedliwości patrzy na mnie ze zdziwieniem. – Nie chce być premierem? – dopytuję. – Oczywiście, że chciał, ale uznał, że tak będzie lepiej. W imię skuteczności – brzmi odpowiedź.

 

Skuteczność to słowo klucz w tej kampanii PiS. Skoro z badań wyszło, że Beata Szydło poszerza krąg wyborców – a tak wyszło – to prezes nie miał żadnych wątpliwości co do tego, kto powinien stanąć na czele rządu. – Beata jest bardziej „obła”. Nie da się do niej przykleić ani Blidy, ani Ziobry, ani Macierewicza. Gdyby szefem PO był Tusk, to oczywiście taki manewr nie byłby możliwy. Ale jest Kopacz – podsumowuje mój rozmówca.

 

Dopytuję, czy prezes i kierownictwo partii nie obawiają się oskarżeń o kierowanie rządem z tylnego siedzenia. – To nie ma żadnego znaczenia. To już wszystko było. Przeżyliśmy porównania do Marcinkiewicza czy Krzaklewskiego. Żaden problem. Stworzyć rząd, naprawiać gospodarkę to będą realne problemy – współpracownik prezesa twierdzi, że nie wyobraża sobie, aby ów rząd mógł być stworzony po linii partyjnej.

 

Bez „zderzaków”

 

Ma być raczej profesorski. Żeby nie popełnić jednego z głównych błędów Donalda Tuska, który w 2011 roku powołał dość osobliwy gabinet „zderzaków”. – To było ze strony Tuska lekceważące i niepoważne. U nas ma być inaczej, na poważnie i fachowo. W końcu, w którym klubie sejmowym jest najwięcej profesorów? W PiS-ie, ale to przyszłość – opowiada inny polityk. Wracamy więc do teraźniejszości. Pytam kto jest najbliżej ucha prezesa. – Nie ma takich. Jeśli ktoś tak twierdzi, to się po prostu przechwala. Jeśli Jarosław chce pogadać o partii, to wzywa Joachima Brudzińskiego, jeśli o klubie, to Mariusza Błaszczaka, jeśli chce pogawędzić o starych czasach, to wpada do niego Adam Lipiński itd.... – brzmi odpowiedź.


Wracamy do tematu skuteczności. – Nazywali nas eunuchami prezesa, wyśmiewali Macierewicza. A tymczasem kto miał rację? Kaczyński i my. Po 2010 roku sytuacja była bardzo trudna. Trzeba było utrzymać ten ogień, utrzymać ludzi razem, tak aby PiS się nie rozpadł – współpracownik prezesa zaczyna swoją opowieść. Do tego, aby partia się nie rozpadła, potrzebne było paliwo. Katastrofa smoleńska od tego czasu skutecznie spajała środowisko. Zdarzały się przypadki odejść, ale niemal wszyscy politycy, którzy opuścili szeregi PiS-u, wrócili. – I teraz robią tak – mój rozmówca składa ręce naśladując proszącego psiaka.

 

PiS a sprawa Tuska

 

– A co z Donaldem Tuskiem? – pytam na koniec. Za dwa lata kończy mu się pierwsza część kadencji na stanowisku przewodniczącego Rady Europejskiej. Teoretycznie nowy rząd mógłby nie chcieć rekomendować go na kolejne dwa i pół roku. – Umówiliśmy się, że będziemy promować wszystkich Polaków na arenie międzynarodowej. Nie chcemy robić awantury za granicą... – polityk zawiesza głos. – Choć, oczywiście, z tego królowania Tuska powinno coś wynikać – dopowiada po chwili. – A nie wynika? – dopytuję. Odpowiedź nie pada.

Tagi: jarosław kaczyński, beata szydło, PiS, kampania, wybory, premier

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone