07 Września 2016

Polityka
autor: Teresa Kozerska

Stypa na GPW

  • GPW-25-lecie.jpg

Obroty na GPW systematycznie spadają od kilku lat. Niewątpliwie wpływ na to miało uderzenie w otwarte fundusze emerytalne jakiego dokonał rząd Donalda Tuska. W lutym 2016 roku osiągnęły wartość 13,8 mld złotych i były o 7,9 procenta niższe niż w analogicznym okresie roku poprzedniego. Jeszcze gorzej wygląda kiedy spojrzymy na wartość obrotu akcjami, która wyniosła 14,1 mld złotych co jest już spadkiem o 12,3 procenta w stosunku do lutego 2015 roku. Indeksy WIG lecą na łeb od 2 kwartału 2015 i końca spadków nie widać. Warszawska Giełda przegrywa w tej chwili nawet konkurencję za sprawą płynności nawet z turecką giełdą w Stambule. Oczywiście osoby skupione wokół nowego zarządu Giełdy widzą to jednowymiarowo. Na rocznicowej konferencji  upatrywano problemów w bardziej przyjaznym gdzie indziej systemie podatkowym, który nie daje długoterminowym inwestorom ulg podatkowych. Dostrzegają wyższe niż gdzie indziej opłaty transakcyjne. To widzą, jednak nie widzą belki we własnym oku. Czyli tak naprawdę braku wizji i planu dla Giełdy Papierów Wartościowych.

 

Pani Prezes Zaleska obejmując tę funkcję obiecywała w przeciągu kilku tygodni, że przedstawi taki program i plan co z tą lekko zaśniedziałą perłą w koronie polskiej gospodarki robić. Nie doczekaliśmy się tej wizji do tej pory. Pusty śmiech wzbudziło w kuluarach przedstawienie w czym GPW i ludzie z nią związani upatrują szans.

 

Szansa numer 1. Plan na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, czyli jak z mglistych obietnic i fantazji wicepremiera Morawieckiego uszczknąć coś dla siebie. Szansą ma być wpisanie GPW jako źródła do pozyskania kapitału dla rozwoju polskiej gospodarki. Ale jak nikt tak naprawdę nie wie.

Szansa numer 2. Szerokie zaplecze potencjalnych emitentów. Czyli wszyscy widzą, że jest dużo dużych firm, które nie są na giełdzie. I tu kiepska wiadomość … wcale im nie śpieszno. Z różnych powodów.

Szansa numer 3. Wielomiliardowe oszczędności Polaków, na które ostrzą sobie zęby chyba wszyscy, problem w tym, że żeby te oszczędności chciały wejść na giełdę to musi być wykreowany entuzjazm i zyski. Jak? Na to nie ma chyba nikt pomysłu.

 

To co padło jako propozycja przypomina stare prymitywne metody z lat 90-tych. Przeszkodą dla giełdy jest struktura własność. Czyli GPW powinna się stać albo państwowa, albo w pełni prywatna. Do ponownego rozwoju giełdy mają się dołożyć wszyscy obywatele by zyski mogli schować inwestorzy. Czyli. Ulgi podatkowe i mniejsze opłaty. Dodatkowo mówi się o dbaniu o regulacje, wzmocnienie zaplecza analitycznego i promocji spółek technologicznych, ale to chyba głównie by wpisać się w mityczny już plan Morawieckiego. Na 25-lecie dostaliśmy stypę i pożegnanie kilku osób. Oby to nie było pożegnanie GPW. O sukcesach GPW i zainteresowaniu jakim się cieszyła GPW jeszcze kilka lat możemy pomarzyć. Na arenie międzynarodowej najczęściej słychać nazwę GPW w kontekście miejsca pracy poprzedniego prezesa Sobolewskiego, który rozkręca właśnie giełdę w Rumunii i idzie mu całkiem nieźle.

 

A przecież miało to być nowe otwarcie.

Nowa Pani Prezes prof. Małgorzata Zaleska miała być nieprawdopodobnie skutecznym managerem. Szefowanie GPW objęła niespodziewanie i dodajmy, że jest autorskim pomysłem i projektem ministra Skarbu Państwa Dawida Jackiewicza. Wybór prezes Zaleskiej był ogromną niespodzianką. Ale to nie ona miała być pierwotnie szykowana na to stanowisko i nie był nim Stanisław Kluza obecnie p.o. Prezesa Banku Ochrony Środowiska. Jak się dowiedzieliśmy, pierwotnie na GPW miał iść, niejaki Marcin Petrykowski, o którym już kiedyś pisaliśmy w Gazecie Finansowej. Dla tych, którzy nie wiedzą kto to jest. Petrykowski był szefem „Standard & Poor”, który doprowadził do białej gorączki Jarosława Kaczyńskiego obniżając rating Polski na początku roku. Ale to było później, ciężko powiedzieć czy w wyniku zawiedzionych nadziei. W każdym bądź razie w chwili kiedy dziwnym trafem na tzw. „giełdzie” pojawił się Kluza wiadomym było, że Petrykowski nie ma szans i byłoby nie do obrony przez Jackiewicza gdyby go powołał. Dlatego nagle zdecydowano się na Małgorzatę Zaleską, która była wygodnym kandydatem podobnie jak Petrykowski ze środowiska Marka Belki. Najwyraźniej Dawid Jackiewicz dogadał się z byłym Prezesem NBP tylko po to aby ograć Jarosława Kaczyńskiego i postawić go przed faktem dokonanym wysuwając kandydaturę Pani Profesor Zaleskiej. Co z grubsza się udało, przy czym sama Pani Prezes Zaleska nie czuje się zbyt pewnie w tej nowej roli co znajduje odzwierciedlenie w kondycji giełdy.

 

Profesor Zaleska jak wspominają jej znajomi ze studiów już po 3 roku nawiązała bliskie relacje z prof. Władysławem Leopoldem Jaworskim. Jest on byłym doradcą Gomułki i każdego kolejnego I sekretarza. Jaworski zawsze marzył o prezesurze NBP, obiecywali mu ale zawsze przegrywał. Nawet w 1989 kiedy mu obiecywał Rakowski wtedy również został wystawiony do wiatru podobnie jak u Wałęsy, kiedy Falandysz wskazał Hannę Gronkiewicz Waltz, ale na SGH miał wielkie wpływy.

 

Inną ważną postacią w rozwoju kariery naukowej prezes Zaleskiej jest Jerzy Nowakowski, który w kolegium analiz ekonomicznych SGH uczył matematyki. Był najbardziej lubianym dydaktykiem. Uczył pod egzaminy, więc miał dobre wyniki dydaktyczne. Nie miał jednak wielkiego dorobku naukowego, osoby ze środowiska Solidarności nie ufały mu, na tyle mocno, że w połowie lat 90-tych w zasadzie „wymuszono” na nim odejście za pomocą typowego „kopniaka w górę”. Odszedł do katedry Władysława Leopolda Jaworskiego. Tam poznał Zaleską. To Nowakowski miał zachęcać Zaleską do jak najszybszego przewodu doktorskiego oraz habilitacji. Miał też motywować ją przez całą jej karierę naukową. To on wyszedł z inicjatywą aby Zaleska podjęła pracę w PAN.

 

Sam Nowakowski kariery oszałamiającej nie zrobił. Był doradcą w rządzie Leszka Millera, ale frakcja millerowska mu nie ufała, bo był blisko związany z ludźmi Kwaśniewskiego: Liberadzkim, Chojną-Duch, Bryxem, Oleksym, Dukaczewskim no i samym Markiem Belką. Ale jest jedna rzecz z której jest bardzo znany. To Jerzy Nowakowski nostryfikował dyplom byłego prezesa NBP Sławomira Skrzypka, kiedy ten był jeszcze w NFOŚ. Była z tego później wielka awantura, bowiem podniosły się głosy iż dyplom ukończenia jakiegoś „kursu” w USA nie może być podstawą uznania go za dyplom magisterski. Skończyło się to wszystko sprawą w sądzie jaką wytoczył profesorowi Winieckiemu prezes Skrzypek. Wygrał go pośmiertnie (zginął w Smoleńsku) jednak uzasadnienie sądu brzmiało, iż sąd nie czuje się na siłach by polemizować w tym względzie z autonomiczną uczelnią. Zaleska w tym czasie robiła swoje dyplomy.

 

Kiedy Skrzypek zostaje prezesem NBP, zgłosił się do niego Nowakowski. Gorąco popierał kandydaturę Małgorzaty Zaleskiej na prezesa BFG. Tam Pani Profesor miała współpracować z ludźmi lewicy, którzy skutecznie „wycinali” sympatyków Prawa i Sprawiedliwości. Sławomir Skrzypek miał „dziwną” słabość i nigdy jawnie nie zaprotestował w tej sprawie. Po zmianie rządu Małgorzata Zaleska odchodzi z BFG zastępuje ją Pruski. Skrzypek zgłasza ją na członka zarządu NBP i funkcję pełni całą kadencję.

 

W między czasie Małgorzata Zaleska rozpoczyna dywersyfikację swoich kontaktów i powiązań. Poznaje się blisko z byłym ministrem finansów w rządzie PiS Cezarym Mechem, który wprowadza ją w środowisko SKOK-ów, z których rekomendacji wchodzi w skład redakcji „Gazety Bankowej” (właśnie otrzymała nagrodę tej gazety). Prowadzi publicystykę, która nie znajduje uznania u wszystkich specjalistów. Jednak to w połączeniu z „martyrologią” Sławomira Skrzypka pozwala jej funkcjonować w środowisku PiS i nikt nie zadaje sobie pytań, skąd Pani Zaleska się wzięła i skąd ją „wytrzasnął” pierwszy „szeryf RP” Dawid Jackiewicz.

 

Wszystko wskazuje na inspirację i „ugadanie” się ze środowiskiem Marka Belki, który za czasów swojej prezesury w NBP uczynił z niego przechowalnię dla starych sprawdzonych towarzyszy. Na korytarzach, a może lepiej na listach płac w NBP znajdziemy niejednego zasłużonego działacza SLD Martyniuka, Olejniczaka, Kaszubę i innych. Jednak nic nie trwa wiecznie, więc Marek Belka już po wyborach zaczął szukać przystani dla swoich ludzi. Wybór padł na GPW. Chwilę po nominacji Zaleskiej na Prezesa GPW, rzecznikiem tej instytucji został Marcin Kaszuba, były rzecznik Marka Belki za czasów rządu SLD jak i jego prezesury w NBP. Podobno do desantu na GPW szykują się inni „towarzysze” z NBP. Wszystko to nie wróży najlepiej GPW. Chyba, że z chwilą kiedy Marek Belka skończył swoją misję w NBP znajdzie więcej czasu i zasili intelektem ten team. Wtedy może znowu nastaną lepsze czasy, choć bardziej prawdopodobnym się staje, że będzie po prostu kolejną przechowalnią dla skompromitowanych ludzi lewicy tak jak przez kilka poprzednich lat był NBP. Nie wiadomo czy również o to chodzi w „dobrej zmianie”. Można się zapytać Dawida Jackiewicza.

Tagi: gpw, małgorzata zaleska, marek belka, nbp, bfg, pan, dawid jackiewicz

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone