07 Listopada 2015

Polityka
DSC1116.jpg
autor: Agnieszka Burzyńska

SLD w poszukiwaniu lidera i pomysłu. Powyborcze rozliczenia

  • sld-nowacka-miller-jonski-palikot.jpg Warszawa, 25.10.2015. Liderka Zjedenoczonej Lewicy Barbara Nowacka, przewodniczący SLD Leszek Miller, rzecznik prasowy SLD Dariusz Joński, lider Twojego Ruchu Janusz Palikot podczas wieczoru wyborczego Zjednoczonej Lewicy. PAP/Leszek Szymański

– Kandydat na następcę Leszka Millera? Dobrego zdecydowanie brak – mówi były już poseł Sojuszu. Rozmawiamy o sobotniej Radzie Krajowej SLD, która rozpoczyna procedurę przyśpieszonego wyboru nowego przewodniczącego. Mamy go poznać 5 grudnia. Wewnątrz partii mówi się o tym, że chęć walki sygnalizują: Jerzy Wenderlich, Włodzimierz Czarzasty, Dariusz Joński, Krzysztof Gawkowski i Marek Balt.

 

 

– Słabo? Nie słabo. Jest… bardzo, bardzo słabo. Kandydatury to jedno, brak pomysłu na to co dalej to jeszcze większy kłopot. Musimy odpowiedzieć, czy SLD ma iść dalej samodzielnie, czy w jakiejś szerszej formule. Pierwsze jest ryzykowne bo elektorat sojuszu – co tu dużo mówić – wymiera. Drugie trudne, bo porozumienie na lewicy jakoś nie za dobrze wychodzi – opisuje inny były parlamentarzysta. Partia jest raczej zgodna w jednym punkcie: Miller powinien już skończyć. – Za dużo błędów. Polityczny wyjadacz stracił instynkt – podsumowuje mój rozmówca.  

 

Pojawia się pomysł na sojusz z Januszem Palikotem

 

Pierwsze ostrzeżenie to wybory do Europarlamentu w 2014 roku. Zaledwie 9,5 procent w zderzeniu z zapowiedzianymi co najmniej 12–13%.  Po tej porażce władze SLD zaczynają myśleć o wyborach samorządowych. Wiedzą, że aby liczyć się w terenie, muszą poprawić wynik. Pojawia się pomysł na sojusz z Januszem Palikotem. Ten ostatni nie jest jeszcze tak słaby jak rok później. Projekt bojkotują jednak baronowie SLD. Partia Leszka Millera zalicza kolejną porażkę, a już wielkimi krokami zbliżają się wybory prezydenckie. Szef Sojuszu wstępnie dogaduje się z Ryszardem Kaliszem. To on ma powalczyć o fotel głowy państwa. Tyle że na taką kandydaturę nie zgadza się rada SLD.

 

 Przekroczyliśmy pewien próg śmieszności

 

– Przeżuwali kandydaturę Ryśka i przeżuwali, po czym wypluli – opisuje były poseł SLD. Zaczynają się poszukiwania alternatywy. Miller odbywa rozmowy między innymi z Małgorzatą Szmajdzińską, Katarzyną Piekarską czy Wojciechem Olejniczakiem. – Te rozmowy najczęściej kończyły się stwierdzeniem: „Leszku ja bym się zgodził/zgodziła, ale to nie ma sensu, i tak wygra Komorowski. Za pięć lat możesz na mnie liczyć” – śmieją się moi rozmówcy.

– Doszliśmy do momentu, kiedy rozpatrywana była kandydatura Krzyśka Gawkowskiego. Przekroczyliśmy pewien próg śmieszności. Nie ma chętnych? To weźmy kogokolwiek – opowiada były poseł. Wtedy w gabinecie Leszka Millera pojawia się Leszek Aleksandrzak, parlamentarzysta Sojuszu. – A może byśmy wzięli tą małą, która u nas pracowała? – rzuca. Małą, czyli Magdalenę Ogórek. Propozycja trafia w nastrój szefa SLD, bo ten uważa akurat, że najlepsza byłaby młoda kobieta. Jednak zarówno kampania Ogórek, jak i jej wynik wyborczy to katastrofa. Zwiastująca porażkę w najważniejszych dla partii wyborach parlamentarnych.

 

Oczekiwania wobec Basi były ogromne

 

Ostatnią deską ratunku ma być lewicowe zjednoczenie, której twarzą ma być Barbara Nowacka. - Baśka radziła sobie bardzo dobrze. O ile wspólne występy Millera z Palikotem pogrążały nas, o tyle ona ciągnęła w górę. Niestety, do debaty. Oczekiwania wobec Basi były ogromne, wobec Zandberga żadne. Co tu dużo mówić, wygrał i dobił nas – przyznaje mój rozmówca.

Niefortunny jest również finał kampanii. Piątek. Tuż przed ciszą wyborczą. Liderka lewicy pojawia się w Słupsku, aby ogrzać się w świetle popularnego Roberta Biedronia. Pech chce, że w tym samym dniu na konto zadłużonego Słupska wpływają obiecane przez Ewę Kopacz dotacje. Biedroń rozpoczyna konferencję z Barbarą Nowacką od długich podziękowań dla szefowej rządu, które kończy stwierdzeniem: „Drodzy państwo, Ewa dotrzymuje słowa”.

 

– Prawie nikt nie wyobrażał sobie Sejmu bez lewicy, ale daliśmy radę. Dokonaliśmy rzeczy prawie niemożliwej – podsumowuje były poseł i dodaje: – Co teraz będę robił? Nie mam pojęcia. Trzeba się zastanowić, jak przetrwać poza parlamentem 4 lata, i wyciągnąć konsekwencje z tej katastrofy. 

Tagi: SLD, przewodniczący, wybór, leszek miller, rozliczenia, sejm, agnieszka burzyńska

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone