04 Grudnia 2015

Polityka
DSC1116.jpg
autor: Agnieszka Burzyńska

Sejmowy chaos

  • sejm-piotrowicz-pis.jpg Warszawa, 01.12.2015. Przewodniczący komisji poseł PiS Stanisław Piotrowicz (2L), jego zastępcy: Andrzej Matusiewicz (L) z PiS i Wojciech Wilk (2P) z PO oraz członek komisji poseł PiS Marek Ast (P) podczas głosowania nad rekomendacjami dla poszczególnych kandydatów w trakcie posiedzenia sejmowej komisji sprawiedliwości i praw człowieka. PAP/Paweł Supernak

33 posłów Prawa i Sprawiedliwości objęło posady w Kancelarii Premiera i w ministerstwach. To rodzi poważne komplikacje w sprawnym zorganizowaniu sejmowego życia. 

 


Środa 25 listopada. Posłowie snują się po Sejmie w oczekiwaniu na głosowania. Te po raz kolejny zostały przesunięte. Ze względu na obawę o brak większości na sali. Nie wszyscy parlamentarzyści partii rządzącej dotarli na Wiejską, a Prawo i Sprawiedliwość dysponuje niewielką przewagą głosów. Liczba szabel równa się 232. W przypadku oddelegowania do ministerialnych obowiązków aż 33 osób łatwo o przegraną  batalię.

 

– Najpierw głosowania miały być o 11, potem o 11.30, potem po 12, a w końcu stanęło na godzinie 16.00. Dobrze, że książkę wziąłem, bo co tu robić. Nic nie można zaplanować – narzeka Paweł Olszewski z PO. Nie jest osamotniony. Na organizacyjny bałagan skarżą się zarówno posłowie z opozycji, jak i z PiS. Zwłaszcza ministrowie i wiceministrowie, którzy zamiast pracować w resortach, karnie stawiają się w sejmowych kuluarach oczekując na rozwój wydarzeń. Ów rozwój wydarzeń jest z kolei nieprzewidywalny. Harmonogram prac wysokiej izby zmienia się jak w kalejdoskopie.  – Trzeba być czujnym. To komplikuje pracę, ale może z biegiem czasu będzie lepiej – mówi jeden z ministrów. Inny dodaje: – Dla nas najwygodniejsze byłby nocne głosowania, ale wtedy opozycja będzie krzyczeć, że wprowadzany zmiany pod osłoną nocy. 
Przekładane głosowania, poszukiwanie większości to jednak nie jedyna komplikacja. 

 

Sejmowa palarnia. Do pomieszczenia wpada jeden z posłów PiS. 
– Co robisz w Sejmie o tej porze? – pyta go kolega z opozycji.
– Mam komisję. Wlepili mi w tej kadencji aż trzy komisje. I to te największe i najtrudniejsze. Wyobrażasz sobie? – poseł w pośpiechu pali papierosa.
– Jak to trzy komisje? Zajadą cię, chłopie. 
– Państwo poselstwo poszło w ministry i wiceministry, a my mamy po trzy komisje. Paranoja – odpowiada poseł i wybiega.

 

Według naszych obliczeń aż 53 parlamentarzystów PiS zasiada w trzech komisjach. Normą są dwie. Najczęściej jedna duża, druga mniejsza. Niektórzy postanowili pracować ponad normę z własnej woli, innych „zmusiła sytuacja”.

 

– Jeden poseł oddelegowany do resortu to dwa wakaty w komisjach. A głosowania trzeba wygrywać. Co ciekawe, na trzy komisje zdecydowało się wielu sejmowych świeżaków. Nie wiedzą, co ich czeka. To ogrom spraw, masa papierów, na dodatek często pokrywające się terminy. Jeśli chce się traktować to na poważnie, to tak się nie da – mój rozmówca nie kryje irytacji. Inny dodaje, że spodziewa się kolejnych ministerialnych nominacji. – Z jednej strony są ambicje naszych kolegów. To prawda. Ale z drugiej jest szara rzeczywistość. Niełatwo znaleźć fachowców na rynku za 6–7 tysięcy złotych. Posłowie mogą nadrobić finansowe braki z diety poselskiej. Bieńkowska trochę racji miała – podsumowuje.

Tagi: posłowie, sejm, pis, rząd

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone