09 Października 2015

Polityka
DSC1116.jpg
autor: Agnieszka Burzyńska

POdSKOKi, czyli szukanie przyczyny klęski wyborczej

  • Ewa-Kopacz-PO.jpg Błonie, 02.10.2015. Premier Ewa Kopacz (L) przeskakuje przez fontannę podczas wizyty w Błoniu, 2 bm. Premier w ramach objazdu po Polsce wyruszyła dzisiaj w trasę vanami po województwie mazowieckim. PAP/Jacek Turczyk

– Odpuściliśmy Prawu i Sprawiedliwości największą aferę, nie umieliśmy jej wytłumaczyć i sondaże wyglądają tak jak wyglądają, czyli źle – tłumaczą sytuację politycy Platformy Obywatelskiej, opowiadając o kulisach tego, co działo się w rządzie w związku ze Spółdzielczymi Kasami Oszczędnościowo-Kredytowymi.

 

 

Politycy Platformy Obywatelskiej szukają wytłumaczenia ewentualnej przegranej wojny z Prawem i Sprawiedliwością. W wielu rozmowach podkreślają, że zlekceważyli sprawę SKOK-ów. – Popełniliśmy błąd. Trzeba było słuchać doradców, którzy podpowiadali, abyśmy zostawili SKOK-i w spokoju. Ludzie straciliby swoje oszczędności i wyszliby na ulicę. PiS-owi nie udałoby się z tego wybronić, a my nie stalibyśmy dziś na przegranej pozycji. Gdyby ktoś miał do nas pretensje, moglibyśmy powtarzać: „My chcieliśmy objąć SKOK-i nadzorem KNF, ale PiS nie chciał – opowiada polityk PO, jeden z doradców Donalda Tuska. Po czym przypomina gorące dyskusje, które toczyły się za zamkniętymi drzwiami przez dwie kadencje rządów PO–PSL. – Scenariusz był taki: kiedy ludzie wychodzą protestować na ulicę, rząd obiecuje im wypłatę połowy oszczędności.  Byłoby taniej, a efekt byłby widoczny – podsumowuje.

 

– Przestraszyliśmy się, że ludzie tego nie zrozumieją, że wpadną w panikę i zaczną wypłacać pieniądze z banków. Zwłaszcza spółdzielczych, bo nie rozróżniają tych instytucji. To groziło załamaniem całego systemu. Pamiętam te narady, czy ujawnić pierwszy audyt zrobiony przez KNF na przełomie 2012 i 2013 roku – mówi z kolei współpracownik ówczesnego ministra finansów Jacka Rostowskiego.

 

Początek 2013 roku. Komisja Nadzoru Finansowego kończy kontrolę w SKOK-ach. Tego samego dnia, w którym powstaje audyt, dokument trafia do jednego z dzienników. Gazeta chce go opublikować. Po interwencji i prośbach polityków rezygnuje z tego zamiaru. – Wyniki audytu pokazywały wszystko, co już wiemy. Wiadomo było, że niektóre SKOK-i są w fatalnej sytuacji i muszą upaść. A to oznaczałoby, że nie wypłacą ludziom pieniędzy. Wizja gazetowych tytułów w rodzaju: „stracicie oszczędności życia” robiła wrażenie  – przyznaje jeden z posłów PO.  Dziennikarze z innych redakcji co chwilę dopytują o wyniki audytu. Zarówno Ministerstwo Finansów, jak i KNF milczą. – To my zadbaliśmy o to, aby w razie bankructwa takiego SKOK-u Wołomin, ludzie odzyskali pieniądze. Ale tego ludzie nie wiedzą, bo skoro odzyskali, to nie ma sprawy. Nic nie stracili. A kolegom z PiS udało się odwrócić narrację, że SKOK Wołomin to WSI i Komorowski. Fatalnie rozegraliśmy tą sprawę. Nie umieliśmy tego wytłumaczyć. Krysia Skowrońska (posłanka PO zajmująca się sprawą SKOK-ów) mówiła, że ma całą dokumentację „zbrodni” kolegów z PiS i skarżyła się, że dziennikarze nie podchwytują tematu. Gdy jednak dziennikarze zwracali się do niej, odsyłała ich do treści posiedzenia komisji sejmowej. I wyszło jak zawsze – kończy.

Tagi: SKOK, PO, afera, KNF, oszczędności, upadek

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone