16 Lipca 2015

Polityka
DSC1116.jpg
autor: Agnieszka Burzyńska

Pat w Platformie Obywatelskiej

  • DSC0295.JPG Grzegorz Schetyna. Foto: Olga Wasilewska

Bohaterzy afery podsłuchowej znajdą się na listach wyborczych Platformy Obywatelskiej. Ewa Kopacz nie może pozwolić sobie na wyeliminowanie bywalców „Sowy i Przyjaciół” oraz „Amber Roomu”.

 

– Sytuacja jest patowa – tak o układaniu list wyborczych w Platformie Obywatelskiej mówi współpracownik Ewy Kopacz. Chodzi o kandydowanie polityków nagranych w dwóch warszawskich restauracjach. – Z jednej strony, wizerunkowej, lepiej byłoby ich wszystkich wysłać na długi urlop, ale z drugiej strony nie można tego zrobić – dodaje mój rozmówca.

 

Dlaczego nie można? Odpowiedź jest bardzo prosta. Bo wyrzuceni ostatnio z rządu ministrowie i wiceministrowie nie są zwykłymi posłami. Włodzimierz Karpiński, Andrzej Biernat, Stanisław Gawłowski czy Tomasz Tomczykiewicz to wpływowi w partii szefowie regionów. I to właśnie ci baronowie zapewniają Ewie Kopacz partyjne zaplecze.

 

Nie robią tego z miłości. Sami chcą przetrwać. – Jeśli Ewa ich skreśli, to skreśli również siebie. Przyjdzie Grzesiek (Grzegorz Schetyna) i ją zje. To byłby dla niego prezent. Zresztą on i jego ludzie na razie po cichu, ale za chwilę głośno będą lansować tezę, że skompromitowani taśmami koledzy nie powinni kandydować.

 

– I kto to mówi? Falenta Dolnośląskiej Platformy – denerwuje się polityk PO, nawiązując do afery taśmowej przed wewnętrznymi wyborami w Karpaczu. Posłowie PO żartują przy okazji, że ostatnia rekonstrukcja rządu była rzezią na własnych ludziach, po której w radzie ministrów została partyjna młodzież  i „schetynowcy”. Trzeba jeszcze przypomnieć, że wcześniej z rządu wyleciał Cezary Grabarczyk, jeden z wiceprzewodniczących Platformy i jednocześnie poplecznik Kopacz.

 

– Nawet potężny Tusk w takiej sytuacji nie pozwoliłby sobie na niewpisanie ich na listy czy odebranie  pewnych, biorących miejsc na tych listach. A Ewa potężna nie jest. Na jedno tylko może sobie pozwolić. Na to, aby polityczny singiel, czyli Radek (Radosław Sikorski), nie znalazł się w Sejmie. Po nim nikt nie będzie płakał – komentuje sytuację polityk Platformy.

 

Polityczne układanki

 

Według naszych informacji jedynkę w Bydgoszczy dostanie najprawdopodobniej Teresa Piotrowska. Posłowie PO przewidują, że w takiej sytuacji Sikorski obrazi się i nie będzie kandydował albo zdecyduje się na Senat. – Jego lordowska mość startująca z drugiego miejsca? Ego Radka by tego nie udźwignęło – śmieje się mój rozmówca.

 

Trudny bój o listy zapowiada się również na Dolnym Śląsku. Współpracownicy Grzegorza Schetyny  wszelkimi siłami próbują dołączyć do konsumentów ośmiorniczek głównego rywala szefa MSZ, czyli Jacka Protasiewicza. Niemiecka prokuratura nie wszczęła co prawda śledztwa w sprawie incydentu na lotnisku we Frankfurcie,  sprawa zakończyła się ugodą, ale przeciwnicy Protasiewicza po cichu sugerują, że może on być obciążeniem dla wizerunku PO i lepszym liderem listy we Wrocławiu byłby Schetyna. Wszystko wskazuje jednak na to, że szef MSZ wystartuje z tradycyjnego, swojego okręgu czyli z Legnicy.

 

I co dalej?

 

Najcięższy bój czeka jednak polityków PO po wyborach parlamentarnych. Niemal wszyscy są pewni, że Grzegorz Schetyna rzuci rękawicę Ewie Kopacz. I to niezależnie od wyniku wyborów do Sejmu i Senatu. W partii trwa poszukiwanie osoby, która mogłaby się zmierzyć z rosnącym w siłę „Schetem”. – Ewa może tego nie udźwignąć. Trzaskowski (Rafał Trzaskowski) jest za słaby politycznie. Inni młodzi tym bardziej. Grzesiek ich nosem wciągnie. Zostaje Tomek Siemoniak. Pytanie, czy byłby gotowy zdecydować się na taką rzeźnię – to słowa coraz częściej powtarzane przez rosnącą z dnia na dzień grupę polityków PO.

 

– A jeśli Ewie Kopacz udałoby się jednak cudem wygrać wybory parlamentarne. To nie daje jej immunitetu? – dopytuję.  – Gdyby wygrała, byłaby w stanie stworzyć rząd i stanąć na jego czele. To i owszem.  Ale nawet zwycięstwo bez utworzenia koalicji rządzącej nie zapewni jej  immunitetu – brzmi odpowiedź. Choć dziś brzmi to nierealnie, w skrajnym wariancie (gdyby w sejmie nie znalazły się PSL i SLD) jedynym możliwym koalicjantem PO mógłby być ruch Kukiza. On sam jednak powiedział ostatnio w wywiadzie, że jedynym partnerem w Platformie byłby dla niego… Grzegorz Schetyna.

Tagi: listy wyborcze, PO, podsłuchani politycy, ewa kopacz, grzegorz schetyna

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone