14 Czerwca 2015

Polityka
SLiMM.jpg
autor: Sylwester Latkowski, Michał Majewski

Nocne spotkanie z rzecznikiem Narodowego Banku Polskiego

  • NBP.jpg Warszawa, 19.01.2011. Prezes Narodowego Banku Polskiego Marek Belka (2P) , Marcin Kaszuba rzecznik NBP (L) profesor Andrzej Kaźmierczak (2L) oraz profesor Jan Winiecki (P) podczas konferencji prasowej, po posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej w Warszawie.

17 czerwca, wtorek po południu. W redakcji „Wprost” panowało poirytowanie zarzutami o manipulację taśmą Belka–Sienkiewicz. Latkowski postanowił to przeciąć i napisał na Facebooku i Twitterze, że w środę zostanie zaprezentowane całe nagranie. Nie spodziewano się, że wywoła to burzę. Nie przeczuwano tego, co wkrótce miało nastąpić. 

Dziennikarze powoli opuszczali redakcję. Latkowski udał się na spotkanie ze swoim informatorem, który zaproponował restaurację Nei Fiori. „Chyba czas już tu założyć swoje biuro” — pomyślał. 
W czasie spotkania otrzymał SMS-a od rzecznika Narodowego Banku Polskiego. Była 21.24. 
Marcin Kaszuba: 
„Czy możemy pogadać, np. jutro rano przy śniadaniu? Lub dostosuję się do możliwości”. 
Sylwester Latkowski: „Rozumiem, że w związku z informacją o publikacji nagrania?”. 
       
Marcin Kaszuba: 
„Też, znam Marka Belkę od ponad dekady, po prostu mu wierzę, ale ponieważ mam najlepsze wrażenie i wierzę, że nasza rozmowa była szczera, dlatego chciałem jak człowiek porozmawiać”. 
Sylwester Latkowski: „Mogę dzisiaj się spotkać”. Marcin Kaszuba: „Gdzie i o której?”. Sylwester Latkowski: „22.45. Mam tu spotkanie i muszę je skończyć. W tej restauracji”. Latkowski załączył mapkę z położeniem restauracji. Marcin Kaszuba: „Będę, dziękuję”. 
Pojawił się punktualnie. Przywitali się, podając sobie ręce. Sylwester Latkowski od razu przeszedł do rzeczy. Był zmęczony i chciał już znaleźć się w domu, położyć w łóżku i usnąć. 
— No to kawę na ławę. Chodzi o jutrzejszą publikację? 
Do stolika podszedł kelner. Marcin Kaszuba postanowił to wykorzystać i zrobić unik. Zapytał: 
— Czego się napijemy? — Mogę piwo, ale małe — odpowiedział Latkowski. — Ma pan Pilsnera? Kelner zaprzeczył. — To może tego Kasztelana, dwa razy. Duże. Dla pana było 
małe, tak? 
— Tak, ja małe — potwierdził Latkowski i zaczął mówić: — Nie zamierzałem w całości publikować żadnej z taśm. Tylko to, co najważniejsze. Na przykład taśma z Nowakiem. Stenogramy były okrojone z jego prywatności. 
— Z prywatności? 
— Tak, z prywatności Nowaka. Przeczytałem oświadczenie, jakie NBP wydał... Słowa wyrwane z kontekstu... 
— No tak, tak... Nie wiedziałem, że to tak zostanie uwypuklone. — Kaszuba naiwnie uważał, iż Latkowski uwierzy w to, że taki spec jak on nie ma świadomości doboru słów, konstruowania przekazu, który podchwycą media. 
— Dzisiaj mieliśmy kolejny atak. Giertycha. Znowu zarzuty manipulacji 
— Manipulacja... Chodziło o to, że jeżeli się wyrwie z kontekstu — Kaszuba próbował tłumaczyć się z wydanego przez siebie komunikatu. 
— Ale to nie było wyrwane z kontekstu. To była długa rozmowa na ten temat. 
— Jak przesłuchałem to, co dostałem... I za to dziękuję bar- dzo, bo mogłem wyrobić sobie własne zdanie. Przez cztery lata uczestniczę w życiu Belki. Towarzyszę mu w spotkaniach, piszę oficjalne komunikaty. Wszystko przechodzi przez moje ręce. Jestem ekonomistą. Oni rozmawiają o trudnych rzeczach, które bardzo trudno wytłumaczyć. Bo jak widzę, że nawet „Rzeczpospolita” i redaktor Paweł Jabłoński tego nie rozumie, z którym do tej pory wydawało mi się, że jak rozmawialiśmy, to wszystko było jasne. Operacje otwartego rynku. Tam pada stwierdzenie o wykupie obligacji Skarbu Państwa na rynku wtórnym. Tej operacji dokonał Sławomir Skrzypek w 2008 r., poparcia udzielał mu rząd Platformy. Belka tego nie zrobił. Dlaczego tego nie zro- bił? Bo się kraj wywracał. Oni rozmawiają o scenariuszu, w któ- rym się znajdują rynki finansowe. To jest naprawdę rozmowa dwóch stroskanych ojczyzną gości. 
— Żeby PiS nie doszedł do władzy i tak dalej, no kurczę?! — Latkowski nie wytrzymał i upił piwa ze szklanki. — A później jeszcze brną w klimaty... 
— Dobra, zgadzam się z tym. Pan minister Sienkiewicz nie zna się na ekonomii. To wynika z tej rozmowy. Belka robi mu wykład, na czym to polega. A on zadaje pytania świadczące o tym, że nie całkiem rozumie niektóre aspekty. Bo to jest trudne do zrozumienia. Banki centralne dziś w niektórych pań- stwach stały się naprawdę ośrodkami władzy. Bo najwięcej od nich zależy, kiedy się ratuje kraj z nieprawdopodobnego bałaganu. Przed bankructwem kraj trzeba ratować, a nie zasłaniać się przepisami prawa, co robią urzędnicy. Urzędnicy w tym kraju zasłaniają się, obijają sobie tyłek blachą. On też o tym mówi. To, że okradamy państwo... 
— Dobra, ale fragment o załatwieniu Jakubasa, tłustego misia. Prokurator powinien się tym zająć. 
— Myśmy zgłosili inicjatywę uchwalenia ustawy o zaokrągleniu płatności końcowej. To miało zlikwidować popyt na monety 1, 2, 5 gr, za które Narodowy Bank Polski rok w rok musi płacić 41 mln zł, żeby wprowadzić to do obiegu. Bo do tego zobowiązuje nas ustawa. Polacy te groszówki, tak jak ja, tak jak pan redaktor, trzymają gdzieś po szufladach, tak? Wszędzie, nawet w Rosji, te kopiejki leżały na ulicy, a koszt był ogromny, więc je zlikwidowano. W prawie każdym kraju na świecie. W Polsce nie udało się tego zrobić. To była minireforma. Znaczy, we wszystkich inicjatywach, któreśmy posyłali do ministra Rostowskiego, choć oficjalnie, a też nieoficjalnie, była współpraca. Belka przyjechał tu po wielu latach spędzonych w IMF-ie i w Genewie. On się naobserwował, naprawdę, ja wspominałem, ja byłem w tej Genewie. Ja przyjechałem, jak on, on ratował ten świat tak naprawdę, przedstawiał pakiety pomocowe dla Grecji i dla tych wszystkich państw, które upadały. On o tym decydował, on stawiał twarde warunki: musicie zrobić reformy, musicie zrobić to, musicie zrobić tamto, żeby wyjść na prostą. A tu, powiedział, też chcę to zrobić. I się odbijał. On wie, co trzeba zrobić, bo do niego przyjeżdżają wielcy tego świata. Przypomnę ostatnie spotkanie z wicekanclerzem Niemiec. Wszyscy pytają go o zdanie. Dlaczego? Dlatego, że przeżyliśmy transformację ustrojową. Kryzys dla nas to jest, jak nas wywożą kibitkami do Rosji, a nie jak trzeba się z hammera przesiąść do nissana micry. 
— Ale kawa na ławę. Co pan naprawdę chce uzyskać? 
— Ja nic nie chcę uzyskać. Chciałem się spotkać, bo myślałem... Niech ludzie posłuchają tego sami i wyciągną wnioski. Wtedy się skończy, że tak powiem, interpretacja. Znam media. Zrobiła się z tego jakaś nagonka. Ktoś trzęsie tą łódką, tak? Marek Belka niby jest twardy, tak? Z tej rozmowy wynika, że twardo chce stawiać warunki? Ja tego człowieka znam, nie tylko na gruncie tego, że jest moim szefem, bo był czas, kiedy nie był moim szefem, a utrzymywałem relacje, tak? Jeździłem do niego, jak mieszkał za granicą. Nie ukrywam, że jestem zafascynowany. Ja nie tylko mu wierzę, ale przede wszystkim w niego wierzę. Że to jest facet, który ma na tyle poukładane w głowie. Polski nie ma w G20, ale on jeździ na G20. Nie mamy takiego drugiego gościa, który jest w stanie podnosić wiarygodność tego kraju. I wiem, co mówię. 
Kaszuba wiedział, że nic nie uzyska. Właściwie przyszedł się dowiedzieć, czy jest coś więcej na taśmie. 
— Znaczy, dalej będzie spektakl w mediach — powiedział Kaszuba. — Mam bardzo dużą trudność przetłumaczenia tego wszystkiego. Przeciętny Kowalski, a nie, Kowalski to nie jest przeciętny. Nowak jest przeciętny, by the way. Nowak jest bardziej przeciętny niż Kowalski, bo jest więcej Nowaków. Żeby to zrozumiał Nowak, jeżeli nie rozumieją tego niektórzy ekonomiści, to jest duża trudność. Bo owszem, oni rozmawiają o sytuacji, w której jeszcze nie jesteśmy, obyśmy się nigdy jako państwo nie znaleźli. Nikt nigdy nie finansował deficytu. Nigdy nikt nie żądał za to wprowadzenia do ustawy narzędzi, które pozwolą na finansowanie, nie na finansowanie, na skup obligacji, bo my już dzisiaj mamy do tego prawo, możemy to zrobić legalnie. Oczywiście, chwytając się prawą ręką za lewe ucho, bo takie w Polsce jest ułomne prawo. Jeśli spojrzymy na wszystkie ustawy finansowe, to żadna na przykład nie przewiduje w swojej nomenklaturze kantoru internetowego. Bo my nie nadążamy. Ustawa się drukuje i kiedy zostanie wydrukowana, to już ma 18 nowelizacji. 
Skończyli pić piwo. Obsługa restauracji zaczęła sprzątanie. Zapłacili i opuścili lokal. 
— Rozmawiałem z dziennikarzami, mówią: a co by było, gdyby nas nagrali, kiedy mówimy o tych kwestiach? — powiedział Kaszuba. — Czasami zachowujemy się jak szewc. Każdy z nas czasami jest szewcem. No niestety, ten język polski schamiał. W ogóle wszystko spsiało. 
Zaczęli iść ulicą. 
— Belka to jest wrażliwy facet. Pod maską silnego gościa. On to strasznie przeżył. Ja to muszę powiedzieć, tak? Może nie powinienem mówić. I jeżeli on będzie musiał przez to przechodzić jeszcze dalej, to boję się, że powie: ja nie muszę tego robić i rezygnuję. Belka był tam po raz pierwszy. 
— Wiem o tym. 
— I ostatni. Ja nie mam pretensji o to, że wyście to zrobili, bo wyście tak naprawdę mieli jaja, żeby to wydrukować. 
Długo chodzili uliczkami Mokotowa. Przeszli na ty. W pewnym momencie Kaszuba zaproponował Latkowskiemu, by ten spotkał się z Belką. 
— Załatwię wam spotkanie. Musicie koniecznie porozma- wiać ze sobą, poznać się. 
— Chętnie. 
Latkowski zauważył, że nie spacerują sami ciemnymi, opustoszałymi uliczkami. Za nimi podążał czarny mercedes. Za kierownicą siedział BOR-owiec. „Komu po spotkaniu Kaszuba zda relację?” — zastanawiał się. 

 

Do spotkania Latkowskiego z prezesem NBP nie doszło. Marcin Kaszub już nie zadzwonił.

 

 

Fragment książki Sylwestra Latkowskiego i Michała Majewskiego „Afera Podsłuchowa. Taśmy Wprost.”. Wydawnictwo Zysk i S-ka (2014).

 

Tagi: NBP, taśmy Wprost, Latkowski, Majewski, afera podsłuchowa, Belka, Sienkiewicz

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone