04 Października 2015

Polityka
DSC1116.jpg
autor: Agnieszka Burzyńska

Manewry ludowców

  • Bury-PSL.jpg Przewodniczący Klubu Parlamentarnego PSL Jan Bury, podczas Krajowej Konwencji Programowo-Wyborczej PSL. Ludowcy zatwierdzili listy wyborcze; Jan Bury będzie jedynką w Rzeszowie. PAP/Radek Pietruszka

Cel PSL to atak na Prawo i Sprawiedliwość w końcówce kampanii. Ludowcy są przekonani, że akcja „straszenia” PiS-em, podobna do tej z kampanii samorządowej, pomoże w odzyskaniu wyborców.

 

 

Oficjalnie sytuacja jest pod kontrolą. Nieoficjalnie w szeregach PSL panuje jednak spora nerwowość. Przeważają nastroje niepewności.  – Przed dotychczasowymi wyborami wszyscy mówili, że się nie dostaniemy do Sejmu, a my byliśmy spokojni. Mimo różnych sondaży. Teraz sytuacja wygląda inaczej. PiS jest zbyt silny, odbiera nam za dużo wyborców na wsi. I jeszcze na dodatek mają numerek jeden w „książeczce” – mówi jeden z moich rozmówców.

 

Bury? A kto nie ustawia konkursów?

Politycy zastanawiają również, jakie znaczenie dla wyniku wyborów będzie miała sprawa Jana Burego. Ostatecznie jednak niemal wszyscy działacze centralni próbują przekonywać, że niewielkie. – Jeśli ktoś ciągle jest czołgany, a Janek zdecydowanie jest, i nie ma z tego żadnego konkretu, to ludzie to zauważą. Liczymy na tak zwaną odwróconą sympatię – tłumaczy polityk Stronnictwa. – A wniosek prokuratury o odebranie Buremu immunitetu nie jest konkretny? – pytam. – Niby jest, ale kto nie ustawia konkursów? To zawsze jest kwestia polityczna – brzmi usprawiedliwienie. – Na poziomie dyrektorów departamentów? – dopytuję. – Z tym rzeczywiście jest pewien kłopot, ale wyolbrzymiony – słyszę w odpowiedzi.  Działacze wolą się więc skupić na ekspansji PiS. W partii panuje przekonanie, że bardzo dobry wynik z wyborów samorządowych to wcale nie efekt „książeczki”, tylko efekt skutecznego ataku na  polityczną konkurencję. 

 

 

Wojna z ewentualnym koalicjantem nie jest najlepszym pomysłem

– Trzeba powtórzyć manewr z 2014 roku. Wyborcy na wsi najbardziej boją się niestabilności i wojny – przekonuje sztabowiec i przypomina ulotkę „PiS = wojna” zilustrowaną wybuchem bomby atomowej. Teraz też mają być ulotki. Ludowcy, odkąd szefem jest Janusz Piechociński, zrezygnowali z drogiej kampanii. Nie ma kosztownych billboardów ani spotów, w które inwestowano za czasów Waldemara Pawlaka. W skuteczność straszenia PiS-em wierzą jednak przede wszystkim politycy z centralnego szczebla. Działacze terenowi są sceptyczni. – W naszym przypadku ludzie nie głosują na logo partii, a na konkretnego człowieka. Liczy się nazwisko i  aktywność kandydata w okręgu. Centrala żyje we własnym świecie, ale zawsze tak było –- ocenia lokalny polityk i dodaje, że wojna z ewentualnym koalicjantem nie jest najlepszym pomysłem.  Tyle że PiS nie pali się do zawierania sojuszu z ludowcami. – Jeśli nie będziemy mieli samodzielnej większości to najpierw będziemy się starali wyciągnąć ludzi Korwina i Kukiza, oczywiście jeśli się dostaną i oczywiście bez liderów. Układ z PSL jest przedostatnim wyborem, bo po pierwsze hamuje naszą ekspansję na wsi,  a po drugie nie bardzo wiadomo, jak mielibyśmy wytłumaczyć Burego – mówi jeden z polityków Prawa i Sprawiedliwości. Po chwili dodaje jednak, że dogadanie się z ludowcami ma również kuszącą stronę, czyli odwrócenie koalicji w sejmikach wojewódzkich. W tej chwili w sejmikach niemal niepodzielnie rządzi PO i PSL. Koalicyjna zmiana na szczeblu centralnym pozwoliłaby na przejęcie władzy na tym poziomie i – co za tym idzie – przejęcie kontroli nad podziałem unijnych funduszy i obsadzaniem tysięcy stanowisk.

 

 

Nie słychać o powyborczych rozliczeniach

Co ciekawe, po raz pierwszy od zmiany prezesa w PSL, w partii nie słychać o powyborczych rozliczeniach. Ludowców zniechęca nieudany letni pucz, którego patronem był Waldemar Pawlak. Spiskowcy chcieli wynieść do władzy Władysława Kosiniaka-Kamysza, ale akcja skończyła się triumfem Piechocińskiego. – Jeśli znajdzie się ktoś, kto będzie chciał odebrać władzę Piechocińskiemu, to Waldek go wesprze, ale sam Pawlak na pewno nie rzuci rękawicy Januszowi – mówi współpracownik byłego premiera. Czy młody Kosiniak-Kamysz zdecyduje się na taki ruch? Jego zwolennicy twierdzą, że bez stuprocentowej pewności na powodzenie takiej akcji drugi raz nie zaryzykuje porażki.

Tagi: PSL, PiS, kampania, wybory, jan bury, janusz piechociński, władza, waldemar pawlak

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone