07 Października 2015

Polityka
DSC1116.jpg
autor: Agnieszka Burzyńska

Kukiz. Pan chaos

  • Kukiz.jpg Katowice, 06.10.2015. Paweł Kukiz, podczas Konwencji Wyborczej Województwa Śląskiego KWW Kukiz'15. PAP/Andrzej Grygiel

Za sukcesem Kukiza i porażką Komorowskiego stoi duet Tusk–Protasiewicz. Za roztrwonieniem potencjału Kukiza stoi sam Kukiz, zmienność jego nastrojów, słabość otoczenia. Działalność Kukiza nie ma nic wspólnego z obywatelskością, transparentnością i „oddolnością”. To patologia – mówi Marcin Palade, autor książki o Pawle Kukizie pt „Król chaosu”. Przy okazji dodaje, że listami z podpisami wszystkich komitetów, a zwłaszcza tych małych i średnich, powinna się zainteresować Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

 

 

Agnieszka Burzyńska: Król chaosu, ładnie tak o kumplu pisać?

 

Marcin Palade: Na pewno o osobie, którą znałem od lat, chociaż z całą pewnością nie mogę się zaliczyć do osób bliskich Kukizowi. Przez kilka tygodni próbowałem ze znajomymi pomóc mu w tym projekcie. Miałem się zajmować pomocą w budowie struktur, a potem poważnym problemem, przed którym musiał stanąć mając kiepskie struktury i brak czasu, czyli zbieraniem podpisów.

 

A dlaczego zgłosiłeś się do pomocy?

 

– Od lat uczestniczę w start-upach, różnych politycznych projektach. Brałem udział w 2014, 2011 czy 2010 roku. Teraz dodatkowym motywem było to, że tak jak wiele osób z mojej generacji, czyli czterdziestolatków, którzy wchodzili w trzecią RP jako osoby dorosłe, uznałem, że potrzebna jest jakaś zmiana. Coś mocniejszego, co spowoduje, że ten duopol, który obserwujemy od 10 lat, będzie miał jakąś alternatywę. Coś, co zmusi dwie największe partie do tego, żeby przestały się zajmować same sobą, a zaczęły zajmować się problemami Polaków.

 

Skąd się wziął Paweł Kukiz, kto go stworzył?

 

– Politycznie Kukiza stworzyła grupa dolnośląska Bezpartyjni Samorządowcy oraz stowarzyszenie JOW, które potem aktywnie działało w ramach akcji Zmieleni.pl. To był rok 2012, 2013, kiedy akcja wystartowała, kiedy wzmocniło się środowisko JOW-owskie. To był także czas, kiedy Bezpartyjni Samorządowcy na Dolnym Śląsku rozstali się z prezydentem Rafałem Dutkiewiczem i postanowili pójść samodzielnie w wyborach. Kukiz bardzo im odpowiadał i zaproponowali mu prosty deal: „My ci dajemy pieniądze na kampanię, bierzemy cię jako lokomotywę i zysk jest dla obu stron. Ty jesteś naszym radnym i ciągniesz naszą listę. Nie musisz się martwić o kampanię, bo wszystko jest w naszych rękach”.

 

Kukiz jednak nie bardzo chce wystartować. W tym czasie nie jest człowiekiem, który ma tak zwane parcie na władzę. Kategorycznie odmawia starcia z Rafałem Dutkiewiczem w wyborach na prezydenta Wrocławia. Nie chce jedynki na liście, bo boi się porażki. Ostatecznie daje się namówić na start, ale z ostatniego miejsca na liście. Dlaczego?

 

– Jak patrzymy na to, co mówi Kukiz w ostatnich tygodniach czy miesiącach, to jest zupełnie coś innego niż ten Paweł Kukiz, którego znamy z 2012 czy 2013 roku. W roku 2011, 2012 był mocno potłuczony po tym, jak flirty z Platformą Obywatelską nic mu nie dały. On się zraził bardzo do Platformy, ale jednocześnie nie określił się politycznie, no, może poza jego uczestnictwem w inicjatywach typu marsz niepodległości. To był przeskok od centrowej Platformy do takich bardzo prawicowych środowisk narodowych. Dopiero potem, pod wpływem ludzi ze stowarzyszenia JOW, Zmielonych.pl., Bezpartyjnych Samorządowców znów się bardziej przesunął do takiego centrum obywatelskiego i wystartował w wyborach samorządowych.

 

Bezpartyjni Samorządowcy potrzebowali przede wszystkim nowej twarzy po tym, jak Dutkiewicz przeszedł na stronę Tuska. Czyli można powiedzieć, że Kukiza politycznie stworzyła Platforma Obywatelska?

 

– Z całą pewnością, gdyby nie to, że Donald Tusk wraz z Jackiem Protasiewiczem przyciągnęli Rafała Dutkiewicza do PO, wyniki wyborów prezydenckich w 2015 roku mogłyby wyglądać zupełnie inaczej. Gdyby Dutkiewicz pozostał ze swoim komitetem, to niepotrzebna byłaby lokomotywa w postaci Pawła Kukiza. Jedynką w wyborach samorządowych byłby Dutkiewicz, prezydent miasta. Natomiast Dutkiewicz poszedł do Platformy, zrobiła się luka, w tę lukę wszedł Paweł Kukiz. To była dla niego trampolina. Został radnym sejmiku wojewódzkiego, rozpoczęło się jego zaangażowanie w Zmielonych.pl i to był wstęp do dalszej kariery w wyborach prezydenckich. Można powiedzie, że Donald Tusk z Jackiem Protasiewiczem załatwili przegraną Komorowskiemu

 

Kukiz początkowo kategorycznie odmawia startu w wyborach na prezydenta RP. Twierdzi, że nie ma żadnych szans, że wygra Komorowski, a reszta dostanie po 1%. W końcu ulega. W wyborach prezydenckich dostaje ponad 20 procent. Wszyscy orzekają: „oto czarny koń wyborów parlamentarnych w 2015 roku”. Ostatnie sondaże pokazują jednak, że ów czarny koń oscyluje na granicy progu wyborczego. Co się stało przez te ostatnie miesiące?

 

– W ostatnich miesiącach dzieją się rzeczy trudne do zrozumienia dla tych, którzy dali mu podwójny sukces. Bez środowiska JOW-owskiego i bez Zmielonych.pl z jednej strony, a z drugiej bez Bezpartyjnych Samorządowców nie byłoby sukcesu Kukiza jako radnego sejmiku wojewódzkiego, a potem przede wszystkim nie byłoby sukcesu prezydenckiego. I oto okazuje się, że kilkanaście dni po sukcesie, 10 maja, Paweł Kukiz dokonuje gwałtownego zwrotu. Dwa filary, które dały mu sukces, nagle okazują się niepotrzebne w całej tej konstrukcji.

 

Czyli pozbywa się ludzi?

 

– Pozbywa się ludzi, którzy pracowali bardzo mocno na jego sukces. Bez których ten sukces byłby nie do osiągnięcia. W książce opisuję takie zdarzenie ze środka kampanii, kiedy był problem z podpisami. Kukiz zdecydował, żeby postawić na środowisko radykalne, związane miedzy innymi z Adamem Słomką, z Januszem Sanockim. Chciał, aby te środowiska pomogły mu pozbierać podpisy. I okazało się, że zbieranie podpisów przez te środowiska skończyło się aferą i niewieloma zebranymi głosami. Po odsunięciu tych ludzi wszystko wróciło w stare, sprawdzone koleiny współpracy Bezpartyjnych Samorządowców, JOW-owców i Zmielonych.pl. Podpisy zostały zebrane bez problemów.

 

Wyrzuca tych sprawdzonych w boju, sprawnych organizatorów… Może ma jakieś powody? Bezpartyjni Samorządowcy z Dolnego Śląska to nie jest armia aniołów.

 

– Ale miał sprawną ekipę, która zrobiła mu kampanię w wyborach na Dolnym Śląsku, potem ta sama ekipa zrobiła kampanię prezydencką i w ciągu kilkunastu dni po zwycięstwie mamy sytuację, że Kukiz mówi: „Nie, oni są umoczeni, niepotrzebni”. To nie jest dobra droga. Pozostaje zagadką, czy to była wyłącznie koncepcja Pawła Kukiza, żeby na zasadzie zderzaków Lecha Wałęsy odsunąć tych, którzy do tej pory dawali mu sukces, i postawić na innych. Czy też były inne środowiska, inni ludzie, którzy byli zainteresowani, żeby tych sprawdzonych odstawić, żeby na ich miejsce pojawili się nowi.

 

A według ciebie, który scenariusz?

 

– Moim zdaniem scenariusz, który zawiera i jeden, i drugi czynnik. Na pewno coś się wydarzyło w głowie Pawła Kukiza. Ten wielki sukces, który odniósł w wyborach, spowodował, że on stał się inny.

 

Poczuł się królem?

 

– Tak mówią jego najbliżsi współpracownicy. Sam byłem świadkiem zwrotów: „ja tu jestem królem”, „ja tu jestem wodzem”, „ja tu będę decydował”. To jest zupełnie inny Paweł Kukiz niż ten z kampanii samorządowej czy nawet prezydenckiej. Ktoś też musiał powiedzieć Kukizowi: „to nie jest dla ciebie odpowiednie towarzystwo, my ci gwarantujemy, że z nami będzie lepiej”. Czas zweryfikował to po 3 miesiącach. To ci, którzy podpowiadali Kukizowi: „strukturę bez struktur, program bez programu, chodź, Paweł, razem z nami”, spowodowali spadek ponad 20-procentowego poparcia do 5 procent.

 

Skąd są ci nowi ludzie?

 

– Nowi i starzy zarazem. Część to osoby odsunięte przez Kukiza, podczas kampanii prezydenckiej, po aferze z podpisami. Wrócili do łask. Tu mam na myśli przede wszystkim Janusza Sanockiego. Ale są też nowe środowiska, które on wciąga. Ku zdziwieniu dawnych współpracowników są to środowiska, które w wyborach prezydenckich miały własnych kandydatów na prezydenta i były konkurencją dla Kukiza.

 

Cechą dobrego przywódcy jest dobieranie sprawnego otoczenia w myśl zasady „twoi ludzie świadczą o tobie”. Kukiz ma takie zdolności?

 

– Problemem Pawła Kukiza jest zmienność. Zmiana zdania, koncepcji. Nagła. Pojawiająca się z dnia na dzień. Coś, co wydaje się wytyczone jako drogowskaz, nagle okazuje się czymś nieaktualnym po 24 godzinach. Bo po prostu tak jest. Jest inna koncepcja, która będzie teraz realizowana. I to w sytuacji, kiedy jest to nowy twór na scenie politycznej, jest niewiele czasu do wyborów parlamentarnych. To jest najgorszy wariant, który wybrał Paweł Kukiz.

 

Jakiś przykład?

 

– Choćby sytuacja, kiedy Kukiz wyznacza role dla rzeczników sprawy w poszczególnych regionach. Raz są to rzecznicy, raz pełnomocnicy. Nazewnictwo zmienia się co 24 godziny. Gdy zostaje podjęta decyzja, iż owi rzecznicy/pełnomocnicy mają być powołani, nagle okazuje się, że oprócz nich mają być też jakieś zespoły, które odbierają kompetencje rzecznikom/pełnomocnikom. Ci, którzy mieli pilnować, nie mają nic do powiedzenia.

 

A skąd ludzie w regionach dowiadują się o tym, że właśnie zmieniły się reguły gry?

 

– Takim biuletynem partyjnym były i są do tej pory wpisy Pawła na Facebooku. Nie ma czegoś takiego jak kanał komunikacji pomiędzy centralą a regionami. Nie udało się go wykształcić przez 3 miesiące, mimo że w kampanii prezydenckiej wszystko bardzo dobrze funkcjonowało.

 

Może to dobrze, że nie udało się wykształcić tego kanału. Dzięki temu ludzie w regionach mogą działać oddolnie. Przecież o „oddolność” najbardziej chodzi Kukizowi. Pisze o tym na Facebooku przez cały czas.

 

– To jest główny powód, dla którego postanowiłem usiąść i szybko spisać to co widziałem, wiedziałem i słyszałem, co inni widzieli, czym chcieli się ze mną podzieli. Ta oddolność okazała się wyłącznie postem na Facebooku. W zdecydowanej większości regionów mieliśmy do czynienia z czymś, co nie miało nic wspólnego z oddolnością, z obywatelskością, z transparentnością. Przykład układania list, przesłuchań kandydatów pokazuje, że mamy do czynienia z co najmniej taką patologią, jaką obserwujemy w dużych partiach politycznych. Powiedziałem „co najmniej”, bo ja nie wyobrażam sobie sytuacji, aby Jarosław Kaczyński, Ewa Kopacz czy Janusz Piechociński w ciągu dwóch tygodni powywracali listy do góry nogami. A tak się stało z Pawłem Kukizem. On dokonał rotacji pięćdziesięciu procent jedynek, dwójek i trójek.

 

Może te jedynki, dwójki i trójki były po prostu słabe?

 

– To dlaczego Kukiz je zaproponował 27 sierpnia? Listy zostały ułożone, zatwierdzone przez Pawła Kukiza i odczytane 27 sierpnia. I nagle 1 września już jest pierwsze wywrócenie, a między 1 września a 15 września są kolejne zmiany.

 

Wódz decyduje. Co w tym dziwnego?

 

– Gdyby chodziło o zmiany jedynki na dwójkę to ok., ale mieliśmy sytuacje, kiedy jedynki, dwójki i trójki w ogóle wylatywały z list. Czyli ktoś przez tygodnie przesłuchiwał tych ludzi w komisjach regionalnych, uznawał, że są w porządku. A potem jakaś grupa naciskała, że jedynka nie jest dobra i centrala stwierdzała: „wyrzucamy ją z listy”. Gdzie tu oddolność, obywatelskość i transparentność?

 

Na końcu książki opisujesz zbieranie podpisów sugerując, ze powinna się tym zainteresować Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego bądź inne służby. Zaniepokoił mnie ten fragment… O co chodzi?

 

– Śledząc dokonania małych i średnich komitetów, które nie mają struktur i nagle zgłaszają się z podpisami do PKW i rejestrują listy ogólnopolskie, to jest coś, co powinno być przedmiotem analizy samej PKW. Ale PKW oczywiście zrzuca z siebie problem, twierdzi, że to jest kwestia ewentualnego dochodzenia w prokuraturze. A problem jest znacznie poważniejszy. Nie jest tajemnicą, że na rynku funkcjonują bazy z podpisami z poprzednich lat. Kwestionariusze z podpisami zostały skserowane i wykorzystuje się dane takie jak: PESEL, adresy, imiona i nazwiska. Być może jest tak, że część komitetów idzie na łatwiznę i rejestrują się na zasadzie przepisania podpisów z poprzednich wyborów. Słynne przepisywanie „na szybę”. Z jednej strony na szybę nakłada się stary kwestionariusz z podpisami, a na niego nakłada się nowy, na cienkim papierze, dzięki któremu można bardzo dokładnie przepisać po charakterze pisma: imię, nazwisko, PESEL, a szczególnie podpis osoby, która wcześniej go złożyła. Rok, dwa czy pięć lat wstecz.

 

Kukiz też miałby tak zrobić?

 

– Ja dostałem sygnał od byłych współpracowników Kukiza, którzy organizują się w komitet JOW Bezpartyjni, że dostali ofertę od jednego środowiska, które chciało takie podpisy udostępni. Pojawiły się plotki, że te same osoby zgłaszały się do komitetu Kukiza. Twierdziły, że dysponują podpisami z ubiegłych lat. Czy tak było? To już zadanie dla Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

 

A powiadomienie ABW?

 

– To powinna być rzecz naturalna, że skoro piszę o tym w książce, ABW powinna się tym zainteresować i wyrywkowo prześwietlić wszystkie listy. Być może jest tak, że partie i komitety przekonane o tym, że nikt się tym nie zainteresuje, zrobiły to w sposób wyjątkowo bezczelny, czyli nawet nie rotowały tych nazwisk. Możemy mieć taką sytuację, że na przykład układ 10 nazwisk z roku 2011 jest dokładnie odzwierciedlony w podpisach z 2015.

 

Tagi: paweł kukiz, marcin palade, książka, JOW, listy, podpisy

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone