28 Sierpnia 2015

Polityka
MiA.jpg
autor: Agnieszka Burzyńska, Michał Majewski

Krzysztof Kwiatkowski. Upadek prymusa

  • Bury-Kwiatkowski.jpg Warszawa, 22.12.2011. Poseł PO Krzysztof Kwiatkowski (L) i poseł PSL Jan Bury (P) podczas posiedzenia Sejmu. PAP/Bartłomiej Zborowski
  • pap201308270F5.jpg Warszawa, 27.08.2013. Nowy prezes Najwyższej Izby Kontroli Krzysztof Kwiatkowski (L) odebrał nominację z rąk marszałek Sejmu Ewy Kopacz (P). PAP/Paweł Supernak

Nieposzlakowana opinia, kompetencje, pracowitość i ambicje. Krzysztof Kwiatkowski był nadzieją Platformy. Był. Do czwartku. 

 

 

Mówi chętnie, dużo i „na okrągło”. W urzędniczym stylu, nawet gdy opowiada o prywatnych sprawach. Cytat dosłowny: „Jestem w domu w Łodzi. Około godziny ósmej mój młodszy syn, z radością przyjmujący do wiadomości powrót taty, budzi mnie mówiąc, że oczekuje rozpoczęcia w trybie natychmiastowym zabawy z nim”. Może ten styl wynikał z tego, że Kwiatkowski zawsze był bardziej urzędnikiem niż politykiem. Lecz urzędnikiem bardzo kochającym politykę. Po cichu lubił politykować i rozgrywać.

Sejm. Końcówka 2013 roku. Zaczepia nas jeden z polityków Platformy, którego boleśnie opisaliśmy. 

– Nawet nie będę pytał, kto was na te informacje naprowadził, bo rzecz jest oczywista!

– Ale jak to? 

– Oczywiście, że Krzysiek. On opowiada o kimś dziennikarzom, a potem dzwoni do tej osoby i prawi komplementy. No i przed waszym tekstem zadzwonił do mnie i wychwalał jak nigdy!

 

Dewastujący podsłuch

 

Po tym, co stało się w czwartek, Kwiatkowskiemu trudno będzie kontynuować polityczno-urzędniczą karierę. Zarzuty, które chce mu postawić prokuratura, oraz cytaty z podsłuchanych rozmów są dewastujące. Tym bardziej że chodzi o szefa Najwyższej Izby Kontroli, byłego ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego. Kwiatkowski, wedle śledczych, ustawiał konkursy na stanowiska w NIK. Prokurator Leszek Goławski cytował wypowiedź polityka z podsłuchanej rozmowy. Mówił, że Kwiatkowski w następujący sposób instruował protegowanego, starającego się o posadę w Izbie: „Zadam takie pytanie, że to prawda, kandyduje pan, każdemu zadam po kolei, czy ta delegatura, co by pan w niej zmienił, zmienił w funkcjonowaniu całej NIK. Masz tam moja prezentację, więc sobie wybierzesz, dobrze będzie wyglądało”. Wygląda źle. Na ustawianie konkursu. 

 

Ja? Będę ministrem!

 

Cała ta sytuacja może zniszczyć dobrze zapowiadającą się karierę szefa NIK. Kwiatkowski ma bardzo dobre CV. NZS, prawnik, sprawny samorządowiec, za młodu asystent premiera, wiceminister sprawiedliwości, potem szef tego resortu, w końcu szef NIK. Część dziennikarzy i kolegów z polityki widziała go w przyszłości na najwyższych stanowiskach, zarówno w partii, jak i w państwie. Wróżono mu karierę premiera, nawet prezydenta czy przyszłego lidera Platformy. Co zresztą bardzo irytowało Donalda Tuska, który nie przepadał za tym, żeby zbyt dobrze mówiono o jego podwładnych. Zwłaszcza gdy sugerowano, że mogą być jego konkurentami, następcami. Kwiatkowski za dobre recenzje zapłacił „odstawką” przy rządowym rozdaniu przed blisko czterema laty.

Strasburg, jesień 2011. Europosłowie PO dopytują obecnego tam Kwiatkowskiego, co dalej, czy pozostanie ministrem sprawiedliwości we właśnie rozpoczętej kadencji? Wtedy właśnie Tusk formował w Warszawie swój autorski gabinet. Odpowiedzi Kwiatkowskiego nie pozostawiają żadnych wątpliwości. Czuje się ministrem sprawiedliwości i jest pewny siebie. Po kilku dniach okazuje się, że dla łódzkiego polityka miejsca w rządzie nie ma. Został ledwie szefem sejmowej komisji. 

 

Wbrew przekazom dnia

 

Kwiatkowski nigdy nie był na pierwszej linii partyjnych wojen. Potrafił pójść w poprzek słynnych przekazów dnia, czyli partyjnych instrukcji. Na przykład na początku 2012 roku mówił, że komisja Jerzego Millera popełniła błąd, przypisując niektóre wypowiedzi z kokpitu Tupolewa generałowi Błasikowi. Apelował o to, by przeprosić za to rodzinę wojskowego. To nie były popularne zachowania w Platformie.

Ambicje Kwiatkowskiego nie kończyły się oczywiście na byciu szefem komisji kodyfikacyjnej w Sejmie. Szybko zaczął zakulisowy bój o stanowisko szefa NIK. I dopiął swego. 

 

Prztyczki dla kolegów

 

W gmachu przy Filtrowej poczuł się, jak ryba w wodzie. Po pierwsze, nie musiał wisieć na klamce u Tuska, po drugie, ta funkcja odpowiadała jego urzędniczej naturze. 

Wielu polityków słyszało od niego: „Możesz do mnie podjechać o 21 albo 22 do biura?”. Gdy przyjeżdżali, okazywało się, że w całym gmachu są ochroniarze, sekretarka, kierowca i Kwiatkowski. 

Dawało mu satysfakcję, że może wymierzać prztyczki ekipie rządzącej. Kontrole, które akceptował, były nieraz kłopotliwe dla ministrów.

Teraz kłopotliwa jest sytuacja samego Kwiatkowskiego. Trudno sobie wyobrazić, by szef takiej instytucji stawał pod prokuratorskimi zarzutami. Dla wszystkich jest chyba jasne, że będzie musiał odejść, oczyścić się. Czy wróci? Jest to możliwe, ale to kwestia na lata, a nie na tygodnie czy miesiące. 

Tagi: krzysztof kwiatkowski, PO, NIK, zarzuty, polityka

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone