14 Lipca 2015

Polityka
DSC1116.jpg
autor: Agnieszka Burzyńska

Jak Tusk walczył z dopalaczami

  • 141221MIS127.jpg Foto: Michał Stachowiak / NEWSPIX.PL

W styczniu 2009 roku Donald Tusk postanowił zająć się dopalaczami. Zamawia raport na ten temat, zmienia ustawę. Podejmuje brutalną walkę ze sprzedawcami uzależnienia. I co? – I dziś nadal mamy problem.

 

Styczeń 2009. Ówczesny szef Kancelarii Premiera odbiera pilny telefon od swojego szefa. Donald Tusk dzwoni z Dolomitów, gdzie spędza narciarski urlop z rodziną. W krótkiej rozmowie domaga się raportu na temat… dopalaczy. Wśród jego współpracowników zapada kompletna konsternacja. Wszak Polska, ministrowie i urzędnicy zmagają się właśnie z kryzysem gazowym, a o dopalaczach mało kto jeszcze słyszał.

 

– Pomyśleliśmy, że jest na nartach z córką, która naopowiadała mu o problemach młodych ludzi. Ale kazał, to zrobiliśmy – opowiada jeden z byłych współpracowników Tuska. Do akcji zaangażowana zostaje Policja, skarbówka, Ministerstwo Zdrowia itd.… Służby kilka razy wkraczają do sklepów, skarbówka ma nękać ich właścicieli, a Ministerstwo Zdrowia ma znowelizować ustawę.

 

Donald Tusk podejmuje wyzwanie

 

W maju w życie wchodzi pierwsza zmiana prawa, która ma poprawić sytuację. Później sam resort zdrowia przyzna, że nowelizacja nic nie dała. Wtedy jednak zadanie potraktowało się jako wykonane, a problem dopalaczy uznało za rozwiązany. Premier stracił zainteresowanie tematem. Aż do jesieni 2010 roku, kiedy ma miejsce fala zatruć tymi substancjami.

 

Kancelaria zareagowała wtedy w klasyczny, sprawdzony sposób. – Jest kłopot, to należy go przekuć w sukces. Donald niczym szeryf wyjdzie i pokaże, jak jest twardy – mówi jeden z parlamentarzystów PO. Szef rządu grzmi podczas konferencji prasowej: „Nie będzie litości dla tych, którzy życie młodych, obiecujących ludzi chcą zamienić w piekło uzależnienia. Tę kwestię rozstrzygniemy w trybie błyskawicznym, w sposób zdecydowany, żeby nie powiedzieć brutalny”.

 

Chwilę potem służby przypuszczają zmasowany atak na sklepy z dopalaczami. Premier triumfuje: „Praktycznie wszystkie sklepy zostały zamknięte i zaplombowane. Nie damy tym ludziom oddechu”.  Problem jednak nie znika. Handel przenosi się do internetu. Ministerstwo Zdrowia co prawda uzupełnia na bieżąco listę zakazanych substancji, ale zawsze jest krok za producentami dopalaczy.

 

A problem jak bumerang…

 

Problem powrócił z przytupem kilka dni temu. – Nie przyszło wam do głowy, że walka z wytwórcami, handlarzami dopalaczami jest jak walka z hakerami? Że oni zawsze będą przed wami, że problem wróci? – pytam jednego z byłych urzędników Kancelarii Premiera. – Oczywiście, że tak. Zakładaliśmy jednak, że w takiej sytuacji jak dziś wyjdzie Tusk i zaprezentuje jeszcze twardszą postawę. Zapowie walkę na śmierć i życie. Klasycznie – przyznaje z rozbrajającą szczerością.

 

Dziś Tuska nie ma. Na placu boju została Ewa Kopacz, która jako minister zdrowia, podobnie jak jej ówczesny szef, odtrąbiła ów „sukces na pokaz” już 5 lat temu. Najwyraźniej zapominając, że takie pokazówki mszczą się prędzej czy później.

Tagi: dopalacze, tusk, nowelizacja, ustawa, kopacz

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone