26 Stycznia 2016

Polityka
DSC1116.jpg
autor: Agnieszka Burzyńska

Grzegorz "no mercy"

  • grzegorz-schetyna-platforma-po.jpg Warszawa, 26.01.2016. Nowy przewodniczący PO Grzegorz Schetyna, podczas spotkania polityków partii w Warszawie. PAP/Radek Pietruszka

Warszawa. Hotel Gromada. Godzina 14.00. Pierwsze, co się rzuca w oczy, to hotelowy parking. Jest pełny, ale brakuje dziesiątek rządowych limuzyn i funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu. Przed wejściem stoi tylko jedno BMW, którym do połowy lutego ma prawo jeździć była premier Ewa Kopacz, i jedna Skoda, użytkowana przez szefa klubu parlamentarnego PO. Tyle.

 

 

– Pozmieniało się – rzuca krótko jeden z działaczy. Po twarzach wchodzących polityków widać, kto jest zadowolony z wyboru nowego przewodniczącego, a kto niekoniecznie. Przy drzwiach ostra dyskusja na temat frekwencji. – 8 tysięcy głosów to katastrofa. Słaby mandat dla Grzegorza – stwierdza jeden z uczestników rozmowy. – Ale poprzednio też tylko połowa głosowała – odpiera argument drugi działacz. – Coś się zatem stało – brzmi odpowiedź. Co się stało? – Tyle że tym razem głosowali tylko ci, którzy płacą składki. A ci, którzy płacą składki, nie unikają głosowania.

 

Poprzednio, przy wybieraniu Tuska, uprawionych do głosowania było 40 tysięcy działaczy, czy płacili składki, czy nie. Oddało głosy tylko około 20 tysięcy, czyli połowa. Teraz głosować mogli tylko ci, którzy opłacili składki. Czyli 17 tysięcy.

 

Po kilku minutach pojawia się diagnoza. – Te głosy mógł wziąć Siemoniak. Mógł nawet zrobić zbliżony wynik do Schetyny. A kto wie, może i lepszy. Siemoniak nic nie zyskał, nie stanął na ubitej ziemi, czyli przegrał bez walki – dywagacje muszą się na tym skończyć, bo na sali zaczyna się właściwa impreza. Po Hannie Gronkiewicz-Waltz na mównicy pojawia się Ewa Kopacz. – Pozwolę sobie, jeśli mogę, dać ci, Grzegorz, jedną radę: nie oglądaj się za siebie. Nie spoglądaj w przeszłość – mówi była przewodnicząca. Sala reaguje gromkim śmiechem. – Ewa będzie druga, pierwszy będzie Jacek – komentuje działacz stojący obok mnie. – A właśnie. Gdzie jest Jacek? – pyta jego sąsiadka. Chodzi o nieobecnego Jacka Protasiewicza, który w Karpaczu odebrał Schetynie funkcję szefa regionu dolnośląskiego. – Karpacz zostanie pomszczony, nie ma żadnych wątpliwości. To było dla Grzegorza wielkie upokorzenie – potwierdzają moi rozmówcy. Co ciekawe, ci, którzy jeszcze niedawno rozmawiając o Schetynie mówili o nim Schet, dziś wolą Grzegorz albo przewodniczący.

 

Wreszcie ogłoszenie wyników i wyczekiwane przemówienie nowego szefa. Oceniane przez polityków PO różnie, od entuzjazmu do całkowitego jego braku. Ci, którzy chwalą, wskazują na fragmenty dotyczące osiągnięć Platformy. Stwierdzają, że w końcu nikt nie każe im przepraszać za osiem lat rządów. Ci, którzy są sceptyczni, podsumowują przemówienie słowami: – Takie grześkowe i chaotyczne. „Grześkowe” to aluzja do tego, że Schetyna nie jest mistrzem publicznych wystąpień. Pada zresztą kilka porównań do Donalda Tuska, który dla wielu działaczy PO wciąż jest nadzieją. – Wróci i zrobi porządek – mówi jeden z nich. Z moich informacji wynika, że nowy przewodniczący PO najbardziej obawia się właśnie powrotu Tuska z Brukseli. – Jeśli notowania będą spadać, a na horyzoncie pojawi się wizja powrotu Tuska, partia może się od Grześka odwrócić. Schetyna wie o tym i pewnie zrobi wszystko, aby taki scenariusz uniemożliwić, ale jego sytuacja jest trudna. Te osiem tysięcy głosów na 17 tysięcy uprawnionych to nie jest mistrzostwo świata – podsumowuje mój rozmówca.

Tagi: platforma, po, grzegorz schetyna, wybory, przewodniczący, agnieszka burzyńska

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone