18 Września 2015

Polityka
MiA.jpg
autor: Agnieszka Burzyńska, Michał Majewski

Alfabet afery podsłuchowej

  • ABW-Latkowski-laptop-afera-podsluchowa.jpg Warszawa, 18.06.2014. Funkcjonariusze ABW próbują siłą odebrać Sylwestrowi Latkowskiemu (C) komputer w siedzibie redakcji

Prokuratura zamknęła główny wątek w śledztwie w sprawie afery taśmowej i wysłała akt oskarżenia do sądu. Przedstawiamy nasz osobisty przewodnik po sprawie, która rozpoczęła się od naszych publikacji.

 

 

A. „Amber Room”

Wydawało się, że to najbezpieczniejsze miejsce z możliwych. Tak przynajmniej oceniali biznesmeni i politycy spotykający się w restauracji znajdującej się w Pałacyku Sobańskich. W „Amber Roomie” nagrywał sommelier Konrad L. Dotychczas pory z tego miejsca opublikowane zostało tylko jedno nagranie, rozmowy Radka Sikorskiego z Janem Vincentem Rostowskim, choć wiadomo, że zarejestrowano tam więcej spotkań. W porównaniu z „Sową & Przyjaciółmi” „Amber” miał gorsze warunki do otrzymania dobrej jakości nagrań. Pewną przeszkodą jest fakt, że pomieszczenie jest większe, gra głośna muzyka i na dodatek słychać przelewającą się w fontannie wodę.

 

B. Bieńkowska

Kto w Polsce jest gotów pracować za 6 tysięcy złotych? Odpowiedź Elżbiety Bieńkowskiej: „Albo złodziej albo idiota… To jest niemożliwe, żeby ktoś za tyle pracował” – to fragment rozmowy ówczesnej minister infrastruktury i rozwoju z szefem CBA Pawłem Wojtunikiem. Fragment ten dotyczył co prawda zarobków wiceministrów, ale opinia publiczna okazała się być bezlitosna. Bieńkowska to osoba, której reputacja zdecydowanie ucierpiała w wyniku publikacji nagranych rozmów. Wizerunek kobiety, która twardą ręką rządziła kierowanym przez siebie resortem, starł się z infantylizmem godnym rozchichotanej i rozplotkowanej nastolatki. – Ela często powtarzała „ale jaja” podczas nagranej rozmowy z Krzyśkiem Kwiatkowskim o NIK, ja powtarzałem „ale jaja”, jak czytałem, co ona opowiadała w tych knajpach. No, jaja – mówi jeden z byłych współpracowników Bieńkowskiej.

 

C. CBA 

Rola tej służby w całej sprawie nie jest całkiem jasna. Były sygnały, że Biuro wcześniej wiedziało o procederze nagrywania w warszawskich restauracjach. Pojawiały się hipotezy, że CBA korzystało z tego typu materiałów, by mieć wiedzę o posunięciach polityków i biznesmenów. Na początku tego roku pojawiała się informacja, że Biuro w ramach „operacji specjalnej” zdobyło 11 nagrań z warszawskich restauracji. Gdy prokuratura chciała je odtajnić, Biuro zaczęło gwałtownie protestować. Podniosły się głosy, że cała ta „specjalna operacja” jest wymysłem, by zalegalizować istnienie nagrań, które CBA od dawna miało w szafie. Przeciw tej teorii  świadczy fakt, że szef Biura, Paweł Wojtunik, sam został nagrany i jego rozmowa wyszła na jaw. Nagranie nie stawiało Wojtunika w dobrym świetle. U „Sowy & Przyjaciół” Wojtunik zdradzał wicepremier Bieńkowskiej kulisy pracy Biura i był w dość familiarnych relacjach z politykiem, któremu powinien patrzeć na ręce. 

 

D. Dyplomacja

„Cała ambasada na Kubie dwoi się i troi, żeby zdobyć najlepsze cygara dla Tuska” – opowiada Radosław Sikorski Janowi Vincentowi Rostowskiemu podczas  spotkania w „Amber Room”. Szef MSZ żali się swojemu gościowi, że dyplomaci z Hawany musieli wysyłać zakupione ekskluzywne produkty pocztą dyplomatyczną. Najgorsze według ministra spraw zagranicznych jest jednak to, że cały trud pracowników kubańskiej placówki poszedł na marne, bo, jak się okazało, Tusk kubańskich cygar akurat nie lubił. To pierwsze informacje pokazujące nam, jak Radosław Sikorski traktował powierzoną sobie dyplomację. A traktował ją jak prywatny folwark. Potwierdzeniem tej tezy jest nagrana w „Sowie i Przyjaciołach” rozmowa pomiędzy minister infrastruktury i rozwoju Elżbietą Bieńkowską a szefem CBA Pawłem Wojtunikiem. Z ich dialogu wynika, że Radosław Sikorski wskazywał firmy, które miały dostawać państwowe kontrakty, oraz utrudniał kontrole służbom specjalnym, które interesowały się przetargami w MSZ.

 

E. Ewakuacja

– Tusk chce walczyć. Mimo tych taśm, chce być premierem w Polsce. Nie chce nigdzie wyjechać. Niestety – skarżył się jeszcze w lipcu 2014 roku jeden z dyplomatów. Po Warszawie zaczęły właśnie krążyć informacje na temat treści nagranych rozmów Pawła Grasia z Janem Kulczykiem i Elżbiety Bieńkowskiej z Pawłem Wojtunikiem. – To może cały projekt (projektem politycy PO nazywają partię) wysadzić w powietrze – prorokował jeden z polityków PO. Miesiąc później stało się jasne, że Tusk wkrótce opuści Warszawę. – Kogo zabierze ze sobą? Na pewno Grasia i raczej Bieńkowską. Grasia – bo jest jego najbliższym współpracownikiem, a Bieńkowską głównie po to, aby oczyścić pole Ewie Kopacz. Znaczenie ma jednak również fakt, że owa dwójka została nagrana, a nagrania mogą być bardzo kłopotliwe – odpowiadał jeden ze współpracowników Tuska w sierpniu 2014 roku. 

 

F. Falenta

„Nazywam się Marek Falenta i jestem niewinny” – blog o tej nazwie założył biznesmen, który jest głównym oskarżonym w aferze taśmowej. Prokuratura uważa, że Falenta był inspiratorem i zleceniodawcą nagrań. Wedle śledczych chodzić miało o zemstę za to, że rząd Platformy psuł mu interesy. Falenta broni się, że tak nie było. I stawia tezę, że śledczy, by szybko zamknąć sprawę, naprowadzili na ten trop kelnera Łukasza N., który nagrywał spotkania polityków i biznesmenów. Falenta i jego prawnicy będą starali się w sądzie podważyć wiarygodność kelnera z restauracji „Sowa & Przyjaciele”.   

 

G. Grube misie

Początkowo celem nagrywania były „grube misie”, czyli bogaci biznesmeni. „Najpierw miał to być biznes. Na początku miały być tylko biznesowe nagrania, ale jak on (Marek Falenta – red.) powiedział, iż po nagraniach zauważył, że u mnie bardziej spotyka się polityka, a u Konrada biznes, to dla niego wszystkie informacje są przydatne” – to fragment zeznań Łukasza N. w prokuraturze. Nagrania miały być potrzebne po to, aby mocodawca kelnerów miał wiedzę, co się dzieje u konkurencji. Jakie ruchy zamierzają wykonać biznesmeni, co z kolei miało pozwolić na zarobienie gigantycznych pieniędzy.  Okazuje się jednak, że nie tylko kelnerzy polowali na „grube misie”. W rozmowie Bartłomieja Sienkiewicza z Markiem Belką sporo było o tym, jak utrzeć nosa „tłustym misiom”. Padł nawet  konkretny przykład „tłustego misia”. Robił za niego Zbigniew Jakubas, większościowy akcjonariusz Mennicy Polskiej. Przy okazji afery taśmowej do słownika politycznego weszło jeszcze jedno określenie: „duży miś”. „Dużym misiem” według nagranych polityków miał zostać Donald Tusk po przeprowadzce do Brukseli i opuszczeniu „tego całego syfu”, jakim jest polska polityka.

 

H. Histeria

W trakcie ostatniego roku średnio kilka razy w miesiącu pojawiała się informacja, że za chwilę wypłyną kolejne nagrania. Już zaraz, za moment, zapewne w przyszłym tygodniu. Te plotki powodują, że nagrani wpadają w stan rozedrgania, niekiedy histerii. W zeszłym roku w tygodniku „Wprost” ujawniliśmy sześć nagrań. W tym roku tygodnik „Do Rzeczy” dołożył do tego taśmę Bieńkowska–Wojtunik, a Telewizja Republika nagranie spotkania szefa NIK Krzysztofa Kwiatkowskiego ze wspomnianą wicepremier Bieńkowską. Nagrań ma być w sumie sto. W środowisku dziennikarzy i polityków trwają spekulacje, czy taśmy zagrają jeszcze w tej kampanii wyborczej, czyli w najbliższych pięciu tygodniach. Jasnej odpowiedzi na to pytanie nie ma. 

 

I. Interesy

Oficjalnie biznesmeni, tak jak i politycy, mówią gładko i na okrągło. Na taśmach mówią wprost, dosadnie i właśnie o interesach. Opisywane na taśmach interesy są rozmaite. Radosław Sikorski miał interes, by Jan Vincent Rostowski popierał go w walce o fotel unijnego komisarza. Bartłomiej Sienkiewicz miał interes, by Narodowy Bank Polski pomógł Platformie w wygraniu wyborów. Sławomir Nowak miał interes, by służby skarbowe odczepiły się od jego żony. W sumie taśmy są jedną wielką rozmową o interesach. Głównie własnych oczywiście. Do tej pory nie ukazały się nagrania mówiące wprost o interesach korupcyjnych, choć podobno i takie taśmy w „Amber Roomie” oraz u „Sowy & Przyjaciół” nagrano. 

 

J. Jan

A właściwie Doktor Jan. Kluczyk. Taśmy z jego udziałem nie ujrzały światła dziennego, ale najbogatszy Polak był, i pośmiertnie pozostaje, jedną z głównych postaci tej historii. Chodzi o to, że Kulczyk został nagrany wielokrotnie, i to z wpływowymi postaciami, takimi jak szef NIK Krzysztof Kwiatkowski, minister Paweł Graś, czy z najbliższym doradcą premiera Janem Krzysztofem Bieleckim. I nie były to raczej towarzyskie pogawędki, bo Kulczyk miał w tamtym czasie realne interesy do zrobienia. Chodziło między innymi o sprawę prywatyzacji Ciechu. Dodatkowy ból głowy wypływał stąd, że oprócz Kulczyka nagrany został Piotr Wawrzynowicz, który w 2014 roku dla niego pracował. A ten były działacz Platformy, który u „Sowy” spotykał się z ministrami, ma dość bezpośredni, swobodny styl mówienia o interesach. 

 

K. Karty

Część nagranych broniła się, że rozmowy miały charakter prywatny i osobisty. Problem polegał na tym, że bohaterowie taśm raczej nie dyskutowali ze sobą o wakacjach, chorobach i o tym, jak idzie w szkole dzieciom. Rozmowy toczyły się na temat interesów i polityki. I był jeszcze jeden drobny szczegół – najczęściej spotkania były opłacane ze służbowych kart ministerstw czy urzędów. Na przykład za spotkanie Sikorskiego z Rostowskim płacił MSZ, a za biesiadę Sikorski–Belka Narodowy Bank Polski. Można powiedzieć, że prywata była tu mocno wsparta publicznymi pieniędzmi. Dla przykładu: po alkohole dla wiceministra skarbu Rafała Baniaka jeździł szofer ministerialną limuzyną.  

 

L. Laptop

Komputer, którego w redakcji „Wprost” bronił Sylwester Latkowski. Panowie z ABW próbowali mu go wydrzeć siłą, Latkowski oddać go nie chciał, bo miał w nim notatki i korespondencję z informatorami, które dotyczyły dziennikarskich śledztw. 

Ten słynny laptop to 15-calowy MacBook. Do niedawna używaliśmy go w redakcji Kulisy24.com, ale w wakacje przeszedł na emeryturę. Leży dziś na półce w redakcji jako zabytek. Ten egzemplarz stał się bohaterem z przypadku. W trakcie akcji ABW w gabinecie Latkowskiego pod biurkiem w plecaku leżał inny laptop – MacBook Air. I to na niego kilka dni wcześniej z internetowej chmury, wskazanej przez informatora, ściągaliśmy pliki z nagraniami biznesmenów i polityków. 

 

Ł. Łukasz N. 

Kelner z „Sowy & Przyjaciół”. To on miał nagrać większość rozmów z tzw. afery taśmowej. Kelner niezwykły i niesłychanie dobrze zorganizowany. Prowadził na przykład bardzo dokładny kalendarz, w którym oznaczał imieniny, urodziny najważniejszych klientów. Miał kontakty do setek najbardziej wpływowych biznesmenów i polityków. Rozsyłał im nowe menu. Znając ich gusta, przygotowywał indywidualne oferty na wina, koniaki czy whisky. Wedle jednej z hipotez Ł. wcześniej, pracując w innych restauracjach, współpracował ze służbami przy nagrywaniu rozmów. Nie ma jednak twardych dowodów dla potwierdzenia tej tezy. Ł. po wybuchu afery taśmowej był pod opieką służb. Teraz nie ma z nim żadnego kontaktu. Niedawno zadzwoniliśmy do reprezentującej go pani adwokat. Chcieliśmy spytać, czy możliwa jest rozmowa z jej klientem. Prawniczka wpadła w przerażenie, powiedziała, że to wszystko jest objęte tajemnicą i natychmiast się rozłączyła. 

 

M. Minister Sienkiewicz

– Dzwońcie do Sienkiewicza, szybko – krzyczał w redakcji „Wprost” Sylwester Latkowski 13 czerwca 2014 po tym, jak stało się jasne, że nagranych rozmów jest znacznie więcej niż wydawało się początkowo. – Próbowaliśmy już wczoraj. Zero kontaktu – odpowiadaliśmy. – Poruszcie niebo i ziemię. Do skutku – brzmiało polecenie redaktora naczelnego. Poruszyliśmy. Zdobyliśmy wszystkie możliwe numery komórkowe ówczesnego szefa MSW i koordynatora służb specjalnych. Wysyłaliśmy SMS-y, próbowaliśmy skontaktować się przez rzecznika. Nic. W końcu dowiedzieliśmy się, że minister ma o wiele ważniejsze rzeczy do roboty w piątkowe popołudnie i wieczór. Taką informację przekazał rzecznik. Kilka dni później Sienkiewicz, występując w dwuznacznej roli szeryfa i osoby zainteresowanej, bo nagranej, został oddelegowany do wyjaśnienia afery. – Bartek był jak zranione zwierzę. Miotał się – opowiada jeden ze współpracowników szefa MSW. Kilka miesięcy później w „Gazecie Wyborczej” pojawił się artykuł, że na zlecenie Sienkiewicza w MSW powstała specjalna grupa operacyjna. Grupa ta miała zbadać, czy afera taśmowa nie jest spiskiem byłych szefów ABW, SKW i BOR oraz obecnego szefa CBA.  

 

N. Najlepsze cytaty

„Sienkiewicz napisał nową trylogię: Tom pierwszy: „ch…”. tom drugi: „d…”, tom trzeci: „…i kamieni kupa” – takie SMS-y rozsyłali sobie politycy opozycji i rządzącej koalicji po opublikowaniu rozmowy ówczesnego szefa MSW z prezesem NBP Markiem Belką. Cytaty z podsłuchanych przez kelnerów rozmów biły i wciąż biją rekordy popularności. Pomijamy tu słynną „laskę” Sikorskiego czy dowcipy opowiadane przy posiłkach za setki tysięcy złotych. Ważniejsze jest to, co politycy, na co dzień wygłaszający oficjalne formułki, szczerze opowiadali o stanie państwa. Amber Gold? Marek Belka: „Kilka miesięcy przed faktem zadzwoniłem do Donalda i powiedziałem mu, że sprawa Amber Gold jest dość poważna, że jest to piramida finansowa”. Lotnisko w Łodzi? Marek Belka: „Moje lotnisko im. Reymonta, czyli w Łodzi, malutkie lotnisko, ch… wie komu potrzebne, ale jest”. Bartłomiej Sienkiewicz: „Dlatego my ich dotujemy pod stołem, żeby w ogóle był jakiś ruch lotniczy….”. Itd.… Podobnych przykładów w tych rozmowach są setki.

 

O. Ośmiorniczki

Ile jeszcze w sondażach  będziemy płacić za Sikorskiego i resztę? I za te ich ośmiorniczki i pomerole – denerwował się jeden z lokalnych polityków PO podczas lipcowej konwencji tej partii, nie bardzo nawet umiejąc wymówić nazwę drogiego wina.  Ośmiorniczki i drogie wina stały się symbolem afery taśmowej. – Ach, zaszaleję, z dziesięć lat królika nie jadłem – mówił z rozmarzeniem Jacek Rostowski w rozmowie z Radosławem Sikorskim. Panowie do posiłku zamówili Pomerola z 2008 roku, czyli jedno z najdroższych czerwonych win.  Rachunek za kolację wyniósł 1352 zł. Zapłaciło Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Koszt spotkania Bartłomieja Sienkiewicza z Markiem Belką wziął na siebie Narodowy Bank Polski. Kwota? Prawie 1500 zł. W menu: grillowany kozi ser ze szparagami, carpaccio z mlecznej jagnięciny z prażonymi kaparami, oliwkami, kawiorem, anchois i 36-miesięcznym parmezanem, łosoś wędzony dymem z drzew owocowych, policzki wołowe z sosem porto, ogony wołowe i… ośmiorniczka z przegrzebkiem oraz szafranem. Do tego dobre wino i wódka. Na koszt podatnika.  

 

P. Patriota

Tak podpisywał się informator, który przesłał nam link do dysku w tzw. chmurze internetowej. Na dysku, który miał zniknąć po półgodzinie, były nagrania rozmów opisywanych potem przez nas we „Wprost”. Państwo z Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, którzy w czerwcu ubiegłego roku weszli do redakcji „Wprost”, mieli ogromny problem ze zrozumieniem tego zjawiska technicznego. Żądali od nas oryginałów nośników z nagraniami. Nie mogli zrozumieć, że nie mamy żadnych nośników, a jedynie link do dysku w chmurze internetowej. Na kanwie tej sytuacji zrodziło się sporo żartów o ABW, które próbuje aresztować chmury w internecie. Chmura była amerykańska i prokuratura wystąpiła do Stanów Zjednoczonych o pomoc prawną, by ją przechwycić. Na razie nie udało się tego zrobić. 

 

R. Rekonstrukcja

– Nie zrobił jej Donald, Ewa nie miała wyjścia. Ta afera nie miałaby końca. Rekonstrukcja rządu była po prostu konieczną koniecznością – mówił jeden ze współpracowników premier po rządowym trzęsieniu ziemi. Po tym, jak Zbigniew Stonoga zamieścił w internecie kilkadziesiąt tomów akt prokuratorskich ze śledztwa w sprawie afery podsłuchowej, w KPRM wybuchła panika. Po naradach postanowiono, że najskuteczniejszym antidotum będzie rekonstrukcja. Głównym orędownikiem tego rozwiązania był Igor Ostachowicz, były doradca Tuska. Ten sam, który w czerwcu 2014 roku był przeciwny tak drastycznym cięciom. – Wtedy ani Igor, ani nikt inny nie wiedział, co będzie dalej, kto jeszcze został nagrany. Mogło być tak, że jednego dnia zdymisjonujemy jednego ministra, a drugiego będziemy musieli zdymisjonować kolejnego – tłumaczył wtedy współpracownik szefowej rządu. Stanowiska stracili wszyscy ministrowie i wiceministrowie, którzy zostali nagrani. Niezależnie od tego, co mówili w drogich restauracjach. Z kancelarią premiera pożegnał się również Jacek Rostowski, a Bartłomiej Sienkiewicz musiał odejść ze stanowiska szefa Instytutu Obywatelskiego. Największą sensacją była jednak rezygnacja Radosława Sikorskiego z fotela marszałka sejmu. – Jak go zmusiliście do tego? – pytaliśmy wtedy. – Książkę kiedyś o tym napiszę – brzmiała odpowiedź współpracownika Ewy Kopacz. 

 

S. Sommelier

Sommelier, czyli Konrad L. Pomocnik Łukasza N. 23-letni znawca win został wciągnięty w proceder nagrywania właśnie przez Łukasza, którego poznał, gdy razem pracowali w restauracji „Ole”. Szybko zaprzyjaźnili się. Gdy padła propozycja założenia podsłuchów nie tylko w „Sowie i Przyjaciołach”, ale również w „Amber Roomie”, Konrad L zgodził się szybko. „Założenie było takie: nagrywamy rozmowę, przy której np. pada konkretna informacja o sprzedaży lub skupie akcji jakiejś spółki, na której F. może zarobić. My mu przekazujemy tę informację w formie nagrania, on wykorzystuje tę wiedzę, zarabia i jakiś procent nam od tego oddaje” – to fragment zeznań Konrada L. w prokuraturze. Młody sommelier doskonale orientował się, kogo gości. Przesłuchiwany, sypał nazwiskami prezesów spółek, firm, banków i funduszy. Co ciekawe, znał nawet ich asystentów i doradców. Za przyniesione taśmy miał dostawać 2,5 tysiąca złotych miesięcznie. Razem zarobił na tym procederze 22 tysiące. 

 

T. Tomy 

Wszystkie je (poza znajdującymi się w kancelarii tajnej) ujawnił Zbigniew Stonoga. Wcześniej dziennikarze opisywali co ciekawsze fragmenty z kilkudziesięciu tomów akt zebranych w sprawie afery taśmowej. Stonoga ujawnił wszystko bez oglądania się na nic niewnoszące do sprawy szczegóły osobiste. Opublikowane zostały też adresy domowe świadków, w tym ministrów i szefa CBA, Pawła Wojtunika. Po tej zagrywce afera taśmowa wróciła na czołówki gazet, a premier Kopacz zdecydowała się na rekonstrukcję rządu. 

 

U. U „Sowy & Przyjaciół”

Główne miejsce całego nieszczęścia. W PRL był tu sławny lokal „Sielanka”, potem przemianowany na „Karczmę Słupską”. Tuż po wybuchu afery spotkaliśmy się z jednym z „Przyjaciół”, czyli współwłaścicielem restauracji. To biznesmen z branży developerskiej. Nie wyglądał na zdruzgotanego. Mówił, że najwyżej przerobi się ten lokal na miejsce, gdzie można zjeść mielonego i wypić kompot. Panowie developerzy mieli kiedyś ambicję, by restauracja walczyła o gwiazdki Michelin i proponowała na przykład kuchnię molekularną. Trochę to się kłóciło ze stylem Roberta Sowy, który chętnie porozmawia z gośćmi, zrobi sobie zdjęcie, podpisze książkę, ale gotuje tradycyjnie. Wszystko i tak rozbiło się o taśmy. Trudno, żeby VIP-owski klient zaufał takiemu lokalowi. Neon na rogu Gagarina i Czerniakowskiej przygasł, drzwi są zamknięte na cztery spusty. 

 

V. VIP

Dla Łukasza N. liczył się przede wszystkim VIP. Kelner tworzył swoje listy najważniejszych gości, którzy odwiedzali restaurację „Sowa i Przyjaciele”. Dzielił ich na lepszych „super-VIP” i na zwykłych VIP-ów. Niezależnie jednak, na jakiej liście znaleźli się klienci „Sowy i Przyjaciół”, mogli liczyć na specjalne traktowanie. Łukasz N. dawał im prezenty, wysyłał życzenia urodzinowe i świąteczne. Właściwie stworzył cały system uwodzenia VIP-ów. Najpierw skracał dystans, potem poznawał ich gusta. Na przykład te dotyczące ulubionych alkoholi. Biznesmeni, ministrowie, politycy, szefowie spółek Skarbu Państwa dostawali specjalnie dla nich dostosowane oferty zakupu trunków po okazyjnych cenach. Szampany i najdroższe koniaki za kilkaset złotych były zarezerwowane dla prezesów wielkich firm. Drogie wina dla lobbystów. Możliwości ministrów i wiceministrów Lukasz N. oceniał na 20–40 zł za butelkę trunku. W momencie dostawy pod lokal podjeżdżały służbowe samochody. Kierowcy pakowali kartony do bagażników. Klienci rozliczali się zazwyczaj gotówką. I co najważniejsze, wracali do lokalu, wydając tam gigantyczne sumy.  

 

W. Walizka

 Czarna i duża. Z przyborami do zabezpieczania dowodów na miejscu przestępstwa. Funkcjonariusze ABW zostawili ją na biurku Latkowskiego, gdy 18 czerwca pośpiesznie ewakuowali się z redakcji „Wprost”. Walizkę zabrali dziennikarze i następnego dnia przekazali urzędnikom na konferencji premiera Tuska. Pozostawienie sprzętu na miejscu akcji było symbolem nieudanejgo działania tajnych służb w redakcji tygodnika. Na szczęście akurat w tej sprawie ABW zachowała dystans. Przekazała walizkę do fundacji, która miała ją zlicytować i zdobyć w ten sposób pieniądze dla mundurowych walczących ze stresem pourazowym.  

 

Z. Zamach stanu

13 czerwca 2014 roku. Redakcja „Wprost”. Dostaliśmy informację, że oprócz nagrań Sienkiewicz–Belka i Nowak– Parafianowicz–Zawadka istnieją kolejne taśmy. Po pierwsze: Bieńkowska–Wojtunik, po drugie: Graś–Kulczyk, po trzecie Kwiatkowski–Kulczyk. Padły konkretne daty. Gdy spytaliśmy, czy w takich terminach osoby zainteresowane spotkały się, odpowiedzi były twierdzące. Pierwsza myśl? Zamach stanu. Ktoś przecież nagrał najważniejszych polityków w państwie. Potem dziesiątki teorii, domysłów. Premier mówiący o scenariuszu pisanym cyrylicą, politycy spekulujący nieoficjalnie o udziale służb. Po roku i trzech miesiącach śledztwa prokuratura stwierdziła, że jedynymi odpowiedzialnymi są biznesmen i jego współpracownik oraz dwóch kelnerów. 

Tagi: Tusk, Bieńkowska, Sikorski, Sienkiewicz, Baniak, Wojtunik, Graś, Kulczyk, Nowak, taśmy, Sowa&Przyjaciele, CBA, prokuratura, Latkowski, Majewski, Burzyńska

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone