31 Grudnia 2015

Polityka
K48l.jpg
autor: Redakcja

Alfabet 2015 roku

  • alfabet1.jpg

Uchodźcy, Trybunał, podwójna wygrana PiS, Macierewicz, Ogórek, Kukiz – oto nasze, nie ma co kryć, nieco złośliwe, spojrzenie na mijający 2015 rok. 

 

 

Andrzej Duda

 

Człowiek wymyślony przez Jarosława Kaczyńskiego jako kandydat na prezydenta. Miał „ładnie przegrać” z Komorowskim i być kandydatem na ministra sprawiedliwości w rządzie PiS. Podobno średnio mu się podobało. Posada ministra jest ciągle dużo gorzej płatna niż apanaże europosłów. A Andrzej Duda jest w końcu z Krakowa. Zasuwał, walczył, wygrał. Pewnie też dzięki totalnej słabości Komorowskiego. Znamy tylko jedną osobę, która na początku kampanii wierzyła, że Duda jest w stanie wygrać wybory. I tą osobą był redaktor Cezary Gmyz. Z prezydenturą Andrzeja Dudy jest pewien problem. Problem z niezależnością od biura przy Nowogrodzkiej. Konkretnie z tym biurem, którego sekretariatem kieruje legendarna pani Basia.     

 

Beata Szydło 

 

Osoba mało widoczna w rewolucji, którą przeprowadza PiS. Obecnie szefuje rządowi Rzeczpospolitej. Kiedyś, jako samorządowiec, rozważała, czy bardziej opłaca się jej przystąpić do Platformy, czy do PiS. Wybór padł na drugą partię. Pokazała się jako bardzo sprawna organizatorka prezydenckiej kampanii Andrzeja Dudy. Beata Szydło mówi monotonnie i bez przerwy używa zwrotów „Damy Radę” oraz „Dobra Zmiana”. Nie dajemy sobie uciąć palca, że „Dobra Zmiana” na stanowisku szefa rządu nastąpi w 2016 roku. 

 

Centrum zarządzania Polską

 

Czyli ulica Nowogrodzka i siedziba Prawa i Sprawiedliwości. Budynek niepozorny, o estetyce – delikatnie mówiąc – siermiężnej. Na pierwszym piętrze urzęduje prezes Jarosław Kaczyński. Na parkingu tłok. Sporo limuzyn rządowych. Jedni ministrowie przyjeżdżają, inni odjeżdżają. Największy ruch zaobserwowano po posiedzeniach rządu, które odbywają się tradycyjnie we wtorki w dość odległej Kancelarii Premiera. Pierwsza zaparkowana limuzyna to znak, że rząd pod kierunkiem Beaty Szydło zakończył obrady. To również sygnał, że na Nowogrodzkiej rozpocznie się maraton spotkań z ministrami. Politycy PiS pielgrzymują do siedziby partii czasami tylko dlatego, aby prezes zanotował, że są. Gdy nie mają pewności, czy aby na pewno Kaczyński będzie w swoim gabinecie, najpierw dzwonią. Gdy upewnią się, że jest obecny, decyzja jest szybka: warto jechać. W dni, kiedy obraduje parlament, centrum dowodzenia przenosi się do sejmowego gabinetu szefa klubu PiS. 

 

Dziabąg 

 

Czyli Michał Kamiński. Lato 2015. Rządowy samolot. Ewa Kopacz wraz z delegacją wraca z zagranicznej podróży. Kamiński jest widocznie podenerwowany. W końcu wypala: – Pani premier, od rana jestem na nogach, po przylocie nie mam już żadnych obowiązków. Czy mógłbym sobie coś dziabągnąć? – pyta. Chodzi o procentowe uzupełnienie soku porzeczkowego. Kamiński dostaje zgodę i zyskuje przezwisko Dziabąg. W Kancelarii Premiera kreuje się na wielkiego stratega. Podczas przemówień Kopacz, równocześnie z premier szepcze tekst. Wszyscy mają wiedzieć, że występ szefowej rządu jest jego genialnym dziełem. Dla Kamińskiego wszystko, co robi on sam, jest genialne. Gdy widmo porażki wyborczej jest coraz większe, tradycyjnie zaczyna znikać. Ostatnim akordem pracy dla Kopacz jest gorące namawianie jej na start w wyborach na szefa klubu PO przeciwko Sławomirowi Neumannowi. Przegrane. Obecnie jako poseł PO siedzi w przedostatnim rzędzie na sejmowej sali. Czas spędza raczej samotnie. 

 

Ewa Kopacz

 

Koronny dowód na to, że Donald Tusk nie jest geniuszem polityki. Tusk ją zachwalał, przekonywał, że będzie świetna i się sprawdzi. Może gdyby na swego następcę namaścił Siemoniaka albo Trzaskowskiego, partia rządziłaby dalej. Ale wybrał Kopacz, której wyobraźnia polityczna zatrzymała się na smacznych kotlecikach w Pendolino i „na granicy syryjsko-węgierskiej”, którą zna tylko ona.   

 

Forum Ekonomiczne w Krynicy

 

Człowiekiem Roku 2014 wybrano tam Jarosława Kaczyńskiego. Dla tych, którzy nie interesują się polityką, wytłumaczmy, że w 2014 roku żadnych wielkich sukcesów prezes PiS-u nie miał. Nagroda była czołobitnym pokłonem państwowego biznesu dla człowieka, który za chwilę ma objąć pełnię władzy. Zapewne szefowie zależnych od władzy firm wymyślili sobie, że jak uhonorują Kaczyńskiego, to ten będzie dla nich dobry. Choć panowie wydają setki tysięcy złotych z państwowej kasy na polityczne analizy, to jednak prezesa nie znają. I nie rozumieją, że prezes i tak ich sczyści. Dlatego ów wybór był żenadą i lizusostwem roku. 

 

Giertych 

 

Autor niebywałego sukcesu. Wszechpolak, który rozkochał w sobie Monikę Olejnik, „Gazetę Wyborczą” i Tomasza Lisa. Temu ostatniemu kilka lat temu przyboczny Giertycha wyrzucał żonę z TVP. Mecenas najwyraźniej jest posiadaczem urządzenia do resetu pamięci, jakie mieli bohaterowie filmu „Men in Black”. Tydzień bez Giertycha w „Kropce nad I” jest tygodniem nieważnym i straconym. Giertych się stara. Skacze na marszach KOD-u, część liberałów i lewicy niestety jeszcze gwiżdże tam na niego. Giertych przychodzi tam z własnym megafonem, żeby jakoś sobie dawać radę z tym lewactwem.

 

Harmonogram obrad Sejmu

 

To hit ostatnich tygodni. Zmienia się tyle razy w ciągu dnia, że posłowie nie nadążają z odświeżaniem sejmowej strony internetowej. – Są głosowania? – Chyba są. – A o której? – Nie wiem. – Ale chociaż dziś czy jutro? – Nie wiadomo. Takie dialogi najczęściej można usłyszeć na sejmowych korytarzach. Bałagan w parlamencie jest związany oczywiście z rozmachem partii rządzącej, jeśli chodzi o liczbę projektów, i niewielką większością, jaką dysponuje Prawo i Sprawiedliwość na sali plenarnej. Aby uniknąć porażki w głosowaniach, w budynku muszą być premier, wszyscy ministrowie i wiceministrowie, którzy jednocześnie są parlamentarzystami. I tak w oczekiwaniu na kolejne zmiany w harmonogramie posłowie i ministrowie krążą po kuluarach. Zmieniający się co chwilę harmonogram głosowań jest bowiem świętością, dla której odwołuje się nawet wizyty zagraniczne.

 

Inwigilacja

 

Z zagrożeniem inwigilowania obywateli przez PiS walczy dziś Platforma Obywatelska. Tak, tak. Walczy też o wolność mediów i niezależność Trybunału Konstytucyjnego. To ta sama partia, która wtykała wbrew prawu swoich nominatów do Trybunału i do spółki z PSL zagarnęła na ostatnie 8 lat media publiczne. Argument walki przeciw inwigilacji ze strony PO trafia do nas szczególnie. Chodzi nam o zakulisową, bezprawną operację tropienia dziesiątek osób, w tym dziennikarzy, którzy ujawnili aferę taśmową. Rozumiemy jednak, że to była taka bardziej światła i dobra bezprawna inwigilacja niż ta, którą planuje PiS.  

 

Janek Bury

 

Jednoosobowa firma headhunterska. Człowiek, który potrafił załatwić pracę w NIK, i gdyby się do niego nie przyczepiono, obsadziłby znajomymi całą Agencję Kosmiczną. Buremu zarzucono załatwianie posad, co w kodeksie honorowym PSL nie jest przecież żadnym przestępstwem, lecz zasługą. Dlatego zapewne ludowcy nie chcieli się z nim rozstać i umieścili go na listach wyborczych. O dziwo, nie zostało to dobrze zrozumiane przez ludowy elektorat, Bury nie dostał się do Sejmu, a PSL zgarnął w wyborach tylko 5% poparcia. Już po wyborach CBA postanowiło zatrzymać Burego w środku nocy. Podobno agencja obawiała się, że może uciec. To oczywiście całkowita bzdura, bo Bury ma zbyt wielu znajomych, by dawać nogę z Polski. 

 

Kijowski

 

Ładnie zaczął, ale wpadł w pułapkę. Wyciągnął na ulice dziesiątki tysięcy ludzi w walce o praworządność. Problem w tym, że uzbierało mu się kilkadziesiąt tysięcy złotych alimentów, których nie zapłacił swoim dzieciom. I jakoś to wszystko słabo wygląda w zestawieniu z modnymi okularami, drogą kurtką i motorem. Jacek Żakowski ostatnio próbował trochę bronić lidera KOD-u. Mówił, że jak się idzie na wojnę, to dzieci na tym tracą. Rzecz w tym, że Kijowski jest na wojnie z władzą od kilku tygodni, a alimentów nie opłaca od lat. 

 

Lej po Bronku

 

– Wciąga nas lej po Bronku. Próbujemy przebierać rękami i nogami i wspinać się po tym sypiącym się z góry piasku, ale Bronek nas pogrzebał – tak jeden z uczestników narady w KPRM ocenia we wrześniu sytuację PO. Politycy Platformy wciąż analizują, jakim cudem Komorowski, który po pijaku nie przejechał na pasach zakonnicy w ciąży, mógł przegrać wybory z Dudą. Wniosek jest jeden: były prezydent to obciążenie i przyczyna sondażowych spadków. Dochodzi nawet do sytuacji, kiedy Komorowski proponuje, iż może zaangażować się w kampanię PO, a partia matka niezbyt delikatnie dziękuje za pomoc. Były prezydent oferuje swoją obecność kandydatom na posłów podczas walki w terenie. Niewielu korzysta z oferty. Potem była już tylko historia z wynoszeniem sprzętów z Pałacu Prezydenckiego i wyjazd z firmą Cinkciarz do Ameryki. Na pociesznie została nagroda Człowieka Roku „Gazety Wyborczej”. 

 

Łapanka

 

– Mamy pełne projekty ustaw i długą ławę świetnych specjalistów, którzy z ochotą będą pracować dla Polski – tak twierdzi każda partia w trakcie kampanii wyborczej. Z pewnością wielu ekspertów z ochotą pracowałoby dla Polski, tylko pytanie za ile. I tak ci, którzy drwili ze słów Elżbiety Bieńkowskiej, że za 6 tysięcy można zatrudnić na stanowisku wiceministra albo idiotę, albo złodzieja, sami przekonali się, iż łatwo nie jest. Obsada stanowisk wiceministerialnych przypominała prawdziwą łapankę. Braki najczęściej uzupełniano, sięgając po posłów. Dlaczego? Bo poseł może uzupełnić swoje zarobki dietą poselską. 

 

Macierewicz

 

Człowiek w wieku emerytalnym, który witalnością przypomina 40-letniego Władysława Bartoszewskiego. Tu pojawi się na koncercie w Gorzowie, za chwilę jest na promocji książki w Warszawie, a następnego dnia w Afganistanie (swoją drogą znakomicie wygląda w polowym mundurze). Niektórzy uważają, że w tzw. międzyczasie przeczyta jeszcze siedem teczek personalnych generałów kierujących armią. Przez chwilę PiS żartował, że nie zrobi go ministrem obrony i na wabia wystawiał Gowina. Niektórzy Macierewicza bardzo się boją. Uważają, że z blogerami „Gazety Polskiej” i pracownikami apteki w Łomiankach może napaść na Rosję. Teza jest przeszarżowana. Blogerzy i pracownicy apteki nie dotrzymaliby mu kroku. 

 

Nowoczesna

 

W sumie partia przypadek. Petru chciał się przytulić do Platformy, ale kilku prominentów – w tym Jacek Rostowski – nie chcieli zgodzić się, by wziął on posadę w rządzie Tuska, a potem Kopacz. O programie Nowoczesnej – jak wynika z ujawnionych w kampanii maili tej partii – mówić nie można, bo wtedy odpłyną wyborcy. Petru ma szczęście, bo Platforma w ostatnich miesiącach głównie zajęta jest sobą. Petru ma chyba jeszcze jedno. Kawalerki przy placu Powstańców, na Wiertniczej i Ostrobramskiej. Inaczej nie da się wytłumaczyć tego, że dosłownie nie wychodzi ze studiów TVP, TVN i Polsatu. 

 

Ogórek

 

Grudzień 2014. W gabinecie Leszka Millera pojawia się Leszek Aleksandrzak, parlamentarzysta SLD. – A może byśmy wzięli tą małą, która u nas pracowała? – rzuca. Małą, czyli Magdalenę Ogórek. Tak zapada decyzja o kandydatce na najwyższy urząd w państwie. Przewodniczący Sojuszu jest zmęczony poszukiwaniem lepszej kandydatury. Wszak odmówili mu wcześniej Małgorzata Szmajdzińska, Katarzyna Piekarska i Wojciech Olejniczak. „Leszku ja bym się zgodził/zgodziła, ale to nie ma sensu, i tak wygra Komorowski. Za pięć lat możesz na mnie liczyć” powtarzali Millerowi. Na Ryszarda Kalisza nie zgodzili się z kolei partyjni działacze. Tak zaczęła się najbardziej nowatorska kampania, w której głównym zadaniem kandydatki było: dobrze wyglądać, reklamować sukienki jednej firmy i nie odzywać się. Wynik wyborczy był katastrofą, zwiastującą porażkę w wyborach parlamentarnych.

 

Piotrowicz

 

Był prokuratorem w stanie wojennym, należał do PZPR i ma w komodzie brązowy krzyż zasługi PRL, ale podobno pomagał opozycji. Problem polega na tym, że nikt tego nie pamięta. Zrobienie Piotrowicza twarzą zmian w Trybunale Konstytucyjnym to najlepszy dowód, że Jarosław Kaczyński musi być fanem czarnego humoru. Z Piotrowiczem jest tylko jeden problem. Taki, że nie oduczył się przemawiać jak na zebraniach PRON w 1985 roku. 

 

Referenda Kukiza  

 

Bardzo ciekawa postać. Często Paweł jest za, a Kukiz przeciw. Ma klub w Sejmie, w którym są ludzie od narodowców do Liroya. Kukiz nie lubi SB-eków i chętnie się powołuje na swą przyjaźń ze Sławomirem Petelickim, byłym funkcjonariuszem wydziału XI departamentu pierwszego MSW, który zajmował się zwalczaniem „Solidarności”. Kukiz, jak wiemy, jest przeciw „partiokracji” oraz za tym, by wszystko przegłosowywać w referendach. Ostatnie referendum okazało się nieważne. Wzięło w nim udział 7,8% obywateli. Kosztowało kilkadziesiąt milionów złotych. 

 

Schetyna

 

Grzegorz no mercy Schetyna. Nazywany również nosorożcem. Półtora roku temu był w sytuacji polityka leżącego w trumnie, który nadsłuchuje, czy nie nadchodzi ktoś z gwoździami, aby zabić wieko. Ktoś, czyli Donald Tusk. Zamiast byłego premiera zjawia się jednak Ewa Kopacz i wyciąga Schetynę, dając mu stanowisko ministra spraw zagranicznych. Schet (tak mówią o nim koledzy) nie traci czasu. Mozolnie odbudowuje wpływy i zjednuje niedawnych przeciwników. Po przegranych wyborach na jego stronę przechodzą niemal wszyscy baronowie, którzy popierali szefową rządu. Ostatecznie nakłania do rezygnacji ze startu w wyborach na szefa PO Tomasza Siemoniaka, kusząc go stanowiskiem pierwszego wiceprzewodniczącego partii. – Władzy się nie przekazuje, władzę się bierze – mawiał Donald Tusk. Schetyna może dziś otworzyć szampana i powtarzać te słowa z lubością. I z charakterystycznym uśmiechem.

 

Trybunał Konstytucyjny

 

Chyba nikt się tej wielkiej potyczki nie spodziewał, a powinniśmy. Jarosław Kaczyński uznał, że sędziowie będą mu torpedować ustawy o mediach czy prokuraturze i dlatego postanowił zrobić z trybunałem „porządek”. Zrobił to po swojemu, czyli na siłę. Naprzeciw prezesa stanął jego kolega ze studiów, Andrzej Rzepliński. Problem z profesorem jest jeden. Jego ego jest tylko odrobinę mniejsze od ego Radka Sikorskiego lub Bartłomieja Sienkiewicza. Nie potrafił na przykład docenić, że Kaczyński nie zdecydował się na wypchnięcie trybunału do Rzeszowa lub Radomia. A przecież mógł. Poseł Piotrowicz czekał już z długopisem, by dopisać to do projektu ustawy.

 

Uchodźcy 

 

Temat roku. Prawica rozpostarła wizję, że będziemy mieć całe dzielnice islamskie w Grudziądzu albo Legnicy. Liberałowie i lewicowcy byli za tym, byśmy pokazali naszą otwartość i przyjmowali jak największą liczbę uciekinierów. Cała sprawa jest dla Polski przykra. A to dlatego, że jak pojawiają się u nas uciekinierzy to większość momentalnie chce, stąd uciec do Niemiec albo do Holandii.  

 

Wyjazdowe posiedzenia rządu

 

Czyli eskapady całej Rady Ministrów w różne regiony Polski. Kosztowały niemało bo ponad ćwierć miliona złotych. Nie ma się co dziwić, wszak Kancelaria płaciła nie tylko za bilety kolejowe i hotele ale również za przewóz mebli. Do Wrocławia za Ewą Kopacz i limuzynami wiozącymi ministrów pomknęła także ciężarówka wypełniona stołami. Po co? - Dlatego, że nasze stoły nie podobały się szefowej rządu. Widać było nogi - opowiada jeden z terenowych działaczy PO. Wyjazdy Rady Ministrów w teren nazywane po cichu przez samych ministrów cyrkiem miały pokazać, że rząd jest blisko ludzi. Kończyło się zazwyczaj na dramatycznym poszukiwaniu redakcji chętnych do obsłużenia briefingów prasowych urządzanych przez kolejnych członków Rady Ministrów w dziwnych miejscach. Kwitła za to darmowa reklama PKP i Pendolino w stacjach informacyjnych. Transmisje niemal na żywo z wizyty premier i ministrów w barach Wars biły rekordy oglądalności.

 

Zandberg 

 

Człowiek ze śladowym poparciem przyszedł do telewizyjnego studia i, jak rzecze internet, zaorał debatę liderów przed wyborami. Dzięki Zandbergowi do Sejmu nie weszło SLD i powstawały jedne z najlepszych memów internetowych roku. O komunistach, przez których Leszke Miller nie dostał się do Sejmu. Gdyby SLD weszło PiS nie miałby dziś samodzielnej większości. Krótko mówiąc w ramach podziękowań Kaczyński powinien przez całą kadencję wysyłać Zandbergowi paczki z koszulkami Che Guevary. 

Tagi: alfabet, przegląd, wydarzenia, polityka, 2015

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone