06 Sierpnia 2015

Nasze śledztwa
MiA.jpg
autor: Agnieszka Burzyńska, Michał Majewski

Tajemnice akcji pomocy dla syryjskich chrześcijan

  • pap201507101YL.jpg Warszawa, 10.07.2015. Pastor Moner Shaded (2L) z fundacji Estera i jej prezes Miriam Shaded (L) z przyjezdnymi. Grupa 50 rodzin syryjskich chrześcijan na lotnisku Okęcie w Warszawie po przylocie wyczarterownym samolotem z Bejrutu. PAP/Marcin Obara

Niejasności i tajemnice. Firmowana przez polski rząd operacja sprowadzenia Syryjczyków do naszego kraju jest daleka od wzruszających obrazków, które pokazywano w telewizjach. Dziś opowiemy o kulisach tej akcji.

 

Jesteśmy za tym, żeby pomagać ludziom z rejonów zagrożonych wojną, konfliktami, działaniami reżimów. Pytanie, czy powinno się to odbywać w sposób, w jaki zrobiła to Fundacja Estera i Miriam Shaded, która stała się „medialną twarzą” polskiej pomocy dla Syrii.

 

Trzy kwadranse

 

Z Miriam Shaded nie jest łatwo się umówić. To zabiegana, młoda i atrakcyjna bizneswoman, córka pastora Kościoła Dobrego Pasterza w Warszawie. Rzecznik pani Miriam chce, by telefoniczną prośbę o spotkanie potwierdzać mailem, potem oczekuje autoryzacji całego tekstu, co w polskich warunkach jest niespotykane i na co się nie godzimy. Po wielu zabiegach pani Miriam znajduje dla nas trzy kwadranse. Nie w biurze Fundacji Estera, lecz w Galerii Mokotów. Czasu jest mało, bo sprawą zajmujemy się od kilku tygodni i mamy mnóstwo pytań. Nasza rozmówczyni cały czas patrzy na zegarek. Jest jednak uśmiechnięta. Sprawia wrażenie osoby szczerej. Nawet gdy bardzo daleko mija się z faktami. 

 

Miliony w obozach uchodźców

 

Dwa słowa wstępu potrzebne do tego, by zrozumieć sytuację panującą w Syrii. W związku z toczącą się tam wojną, do sąsiednich krajów zbiegły miliony ludzi. W obozach w Turcji jest 1,8 miliona uchodźców, w Libanie 1,1 miliona, w Jordanii ponad 600 tysięcy, w Iraku ćwierć miliona, w Egipcie ponad 130 tysięcy. Do tego dochodzą jeszcze uciekinierzy, którzy przedostali się do Europy, głównie do Włoch i Grecji. To ci ludzie oraz państwa, które zmagają się z falą uchodźców, oczekują pomocy. Polska też ma pomóc. Zobowiązaliśmy się, że przyjmiemy 2 tys. uciekinierów. Ale będą musieli jeszcze poczekać. Pierwsi z nich pojawią się u nas dopiero w 2016 roku.

 

Miriam Shaded, która nigdy nie była w Syrii, okazała się sprawniejsza niż ociężała machina unijnej biurokracji. Jak to zrobiła? Po pierwsze napisała na Facebooku do znanego dziennikarza telewizyjnego, który zajmuje się sprawami międzynarodowymi. Przyszło jedno zaproszenie do telewizji, potem następne i kolejne. Potem, jak sama mówi, zaistniała w prime time, czyli w wieczornych wiadomościach i na głównych stronach najważniejszych portali w polskim internecie. Dalej śnieżna kula potoczyła się sama. I doszło do tego, że Bronisław Komorowski i Andrzej Duda w prezydenckiej debacie odpowiadali na pytanie, czy są za tym, by do Polski sprowadzić „prześladowanych chrześcijan z Syrii”. Oczywiście byli za tym. Sprawę przyklepała Ewa Kopacz, która zapowiedziała sprowadzenie 60 rodzin. Zapanował entuzjazm. Nikt nie pytał, skąd są ci ludzie, kto ich sprowadza i za czyje pieniądze. I czy rzeczywiście oni najbardziej potrzebują pomocy.

 

Trzeba wierzyć. Na słowo

 

Syryjczycy, których sprowadziła Miriam Shaded i Fundacja Estera, przybyli ze stolicy Syrii – Damaszku, miasta, które jest kontrolowane przez reżim Baszara el-Asada. I stosunkowo bezpieczne. – Dostałam sygnał od ludzi ze służb, że będzie atak na Damaszek i dlatego chciałam jak najszybciej uratować cywilów – tłumaczy pani Miriam. Co to za służby? O to już trudniej się dowiedzieć. Jak wytypowano ludzi? Tu zaczynają się prawdziwe schody. Miriam Shaded tłumaczy, że sprowadzeni chrześcijanie pochodzą z rejonów najcięższych walk, czyli na przykład z Aleppo. Kłóci się to z tym, co mówili przedstawiciele Fundacji Estera zaraz po przylocie Syryjczyków. Urszula Gryczyńska z Estery tłumaczyła: – To rodziny z różnych wspólnot z Damaszku. Dlaczego akurat z Damaszku? Dlatego, że z nimi mamy akurat kontakt.

 

Zresztą nieliczni sprowadzeni, którzy występują teraz w lokalnych mediach, opowiadają o swym życiu w stolicy Syrii. Niektórzy ze sprowadzonych musieli porzucić pracę urzędników, restauratorów, jubilera, geodety, lekarzy, a ich dzieci zmuszone były opuścić szkoły, studia i przyjaciół.

 

Przedstawiciel uznanej organizacji zajmującej się od wielu lat pomocą dla uchodźców, który nie chce, byśmy publikowali jego nazwisko, bo chodzi o sprawę delikatną: – Ci ludzie nie są uchodźcami. Zrobiono z nich uchodźców.

 

Samer Masri z Fundacji Wolna Syria: – To ludzie poleceni przez dwa zbory protestanckie z Damaszku.

To samo mówi Kamil Kamiński z Fundacji Przestrzeń Wspólna.

 

Miriam Shaded zaprzecza i twierdzi, że wśród sprowadzonych do Polski to po jednej trzeciej: protestanci, katolicy i prawosławni.

Trzeba wierzyć na słowo, bo do większości Syryjczyków, którzy za sprawą Estery przylecieli do Warszawy, nie ma dostępu.

– Dlaczego tak jest? – pytamy Miriam Shaded.

– Decydują względy bezpieczeństwa – ucina wątek.

 

Niektórzy już wrócili

 

Shaded szczyci się tym, że udało się jej uratować 158 osób z ogarniętej wojną Syrii. Chwilę się głowi, liczy i wychodzi jej, że uratowanych jest już 164, bo jeszcze kilkoro doleciało w ostatnich dniach. Opowiada, że wszyscy są w Polsce rozlokowani w parafiach i u rodzin. Wracamy do tego wątku po kilkunastu minutach, pytając, czy przypadkiem jednak część z tych ludzi już nie wróciła do libańskiego Bejrutu, skąd, po otrzymaniu polskich wiz, przylecieli do Warszawy?

 

Shaded niezrażona i bez mrugnięcia okiem przyznaje, że trzy rodziny (w sumie 17 osób) rzeczywiście spakowały się i wróciły do Libanu.

– Na pewno nie chodziło o warunki, bo ulokowaliśmy ich w czterogwiazdkowym hotelu w Warszawie – mówi i, co ciekawe, dodaje, że wśród tych ludzi przeważyła obawa. Obawa, że starając się w Polsce o status uchodźców, nie będą mogli wrócić do Syrii, z której uciekali przecież przed kulami i śmiercią. Po chwili jednak znajduje inne wytłumaczenie. Takie, iż duchowni w Damaszku musieli naobiecywać ludziom złote góry, których w Polsce jednak nie było. Kilkanaście minut później okazuje się, że z Polski ubyły jeszcze dwie osoby. – Małżeństwo zniknęło z hotelu. Przyjechał po nich syn z Niemiec i ich zabrał – przyznaje szefowa Estery.

 

Dzieci? Dużo, to znaczy mało

 

Pytamy o dzieci. Zaraz po przylocie media podawały, że w grupie 158 przybyłych jest ich 12. To mało na syryjski model rodziny. Miriam Shaded robi wielkie oczy i twierdzi, że to medialne przekłamanie. Przekonuje, że ktoś policzył tylko dzieci w wieku do 3 lat. – 60 procent tych, którzy przylecieli z Bejrutu to osoby do 18 roku życia – Shaded mówi to z całkowitą pewnością. 

 

Zaraz po spotkaniu telefonujemy do Nadwiślańskiej Jednostki Straży Granicznej.

- Ile jest dzieci w grupie sprowadzonej przez fundację Estera?

- 44

- Ale w wieku od niemowlaka do trzech lat?

- Nie, od zera do 18.

44 to co prawda więcej niż podawana w mediach liczba 12, ale to wciąż mało. Tylko 28 procent całej grupy to nieletni, a nie – jak mówiła z całkowitym przekonaniem szefowa Estery – 60 procent.

Co ciekawe, w mediach pojawiają się głównie rodziny z dziećmi na rękach.

 

Tajemnice sponsorów

 

Nie mniej tajemnicza jest sprawa pieniędzy. Szefowa Estery zapewnia, że sprowadzeni z Damaszku Syryjczycy nie wnosili żadnych opłat. Fundacja zapłaciła za samolot, za miesięczny pobyt przesiedleńców w Libanie, wreszcie za utrzymanie ich w Polsce. Pieniądze są gigantyczne. Tylko jeden dzień obecności w Bejrucie dla jednej osoby, jak mówi Shaded, kosztował 140 dolarów. Szybko mnożymy. Razem wychodzi 2,5 mln złotych za sam pobyt w Bejrucie. Nasza rozmówczyni utyskuje, że przewiezienie trzech rodzin, które szybko wróciły do Libanu, kosztowało 100 tysięcy złotych. W Polsce wydatków też nie brakuje. Trzeba wynająć mieszkania i sfinansować życie Syryjczyków. Shaded twierdzi, że płaci rodzinom dwa razy tyle, ile dałoby im polskie państwo. Skąd pieniądze? Szefowa Estery mówi o darczyńcach, w tym dwóch dużych sponsorach. O jednym nie chce powiedzieć, drugim jest międzynarodowa fundacja Barnabas, która wspiera chrześcijan prześladowanych w różnych rejonach świata. W ostatnich tygodniach w mediach pojawiła się informacja, że całą akcję wspiera George Weidenfeld, 95-letni brytyjski lord żydowskiego pochodzenia. Miriam Shaded nie chce na ten temat rozmawiać. Twierdzi, że nie wie, kto i na jakie akcje wpłaca pieniądze dla fundacji Barnabas. Po chwili okazuje się jednak, że problemem jest pochodzenie lorda. Izrael, jak tłumaczy, jest wrogiem Baszar el-Asada. A zarówno nasza rozmówczyni, jak i sprowadzeni Syryjczycy są zwolennikami reżimu el-Asada. Dlatego zresztą, co przyznaje sama Shaded, nie chcą pokazywać twarzy i nie chcą rozmawiać z mediami, poza kilkoma osobami, które też się pilnują, by nie mówić na żadne tematy polityczne. – Boją się, że powiedzą coś dobrego o el-Asadzie, a potem radykalni islamiści zemszczą się na ich rodzinach – słyszymy od szefowej Estery.

 

Kreml i ubrudzony Kościół

 

Chrześcijanie w Damaszku, co nie jest tajemnicą, żyli w dobrych relacjach z el-Asadem, przywódcą znanym nie tylko z okrucieństwa, ale i z bardzo dobrych relacji z Kremlem.

 

Fragment niedawnego wywiadu profesora Aouila Bassam z Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy dla Gazety Wyborczej:

– Kościoły syryjski i libański zachowują się fatalnie wobec konfliktu ludności z el-Asadem i niestety trzymają stronę reżimu, mimo że to reżim bombardował nasze kościoły, m.in. w Homs. Były nawet przypadki, że duchowni nie pozwalali na pogrzeby chrześcijan aktywistów, którzy zginęli z rąk wojsk el-Asada. Mamy wśród opozycjonistów sporo chrześcijan aresztowanych i porwanych przez siły bezpieczeństwa i ani razu Kościół nie upomniał się o nich.

– Dlaczego Kościół wspiera reżim?

– Jest przez niego wyhodowany. Przez kilkadziesiąt lat reżim korumpował duchownych pieniędzmi, samochodami i przywilejami, odbierając Kościołowi samodzielność i tożsamość. Każdy w Syrii wie, że kazania w kościołach i meczetach są napisane lub cenzurowane przez służby. Stąd moje wątpliwości co do akcji, którą w Polsce rozpoczęła Fundacja Estera. (...)

Kościół, jak wspominałem, jest proreżimowy. Istnieje ryzyko, że wyjadą osoby, które do tej pory współpracowały z reżimem el-Asada lub go popierały. W Niemczech czy Szwecji działają już opozycyjni prawnicy i identyfikują osoby, które współpracowały, a teraz podszywają się pod uchodźców. Chociażby dlatego, że niektórzy z nich współpracują ze służbami i wysyłają do Syrii informacje o emigrantach.

 

Miriam mówi, że el-Asad jest OK

 

Pytamy Miriam Shaded, czy jej samej nie przeszkadza to, iż el-Asad używał broni chemicznej, od której ginęli cywile, w tym dzieci?

 

W odpowiedzi słyszymy, że to nieprawda. Shaded widzi el-Asada jako liberalnego muzułmanina, który respektuje prawa kobiet, a ostrzejszych metod używał w sposób usprawiedliwiony, jedynie wobec radykałów. Wracamy do pytania o używanie broni chemicznej? – To nie on. Tak uważam. To byłaby głupota z jego strony.

– Kto w takim razie?

– Akurat tego nie mogę powiedzieć ze względu na ewentualnego fundatora.

– Żydzi?

Miriam Shaded kiwa potakująco głową.

– Barak Obama powiedział, że wkroczy do Syrii wtedy, gdy zostanie użyta broń chemiczna. I zaraz została użyta. Komuś wyraźnie zależało na sprowokowaniu tej sytuacji – opowiada.

Teza, iż to Żydzi użyli broni chemicznej w Syrii jest absurdalna. Podobnie absurdalna i spiskowa, jak na przykład stwierdzenie, że to Amerykanie organizowali samobójcze ataki na WTC w Nowym Jorku w 2001 roku. 

Nasz rozmówczyni ma bardzo wyraziste poglądy, nie tylko w sprawie el-Asada, ale i muzułmanów. To już nawet nie jest niechęć, lecz agresywna wrogość.

 

Kamil Kamiński z Fundacji Przestrzeń Wspólna: – Wypowiedzi pani Shaded są dewastujące dla pracy, którą przez 25 lat wykonały organizacje pomagające uchodźcom w Polsce. Są pełne przekłamań i sieją nienawiść.

 

Samer Masri z Fundacji Wolna Syria: – Jej poglądy to czysta ksenofobia, pełna uproszczeń, manipulacji i przekłamań.

 

Sama Shaded w rozmowie z nami mówi, że jest absolutnie przeciwna sprowadzaniu muzułmanów do Polski, bo to ryzyko sprowadzania terrorystów. Lekką ręką rzuca dość szokujące opinie: – Dlaczego jestem krytykowana przez część muzułmanów w Polsce? Bo zabieram muzułmanom chrześcijan do mordowania.

Takie wypowiedzi są fatalne. Tym bardziej, że Polska ma pomóc dwóm tysiącom uchodźców z Syrii i w większości będą to właśnie muzułmanie.

Bo nie było willi z basenem

 

Shaded zamierza prowadzić swą akcję dalej. Jest zahartowana w boju. Nie przerażają jej podsłuchy, o których jest przekonana.

– A kto panią podsłuchuje?

– Polskie służby, oczywiście!

– Skąd pani wie?

– Zdarza się, że siedząc w restauracji słyszę w swoim aparacie, co właśnie mówi gość siedzący kilka stolików dalej. Tak zwany błąd systemu.

 

Wrażenia nie robi na niej również konieczność stawiania się w Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

– Nazywam to takimi ploteczkami w ABW.

 

Cel jej akcji? Sprowadzenie, przy przychylności polskich władz, tysięcy Syryjczyków. Najlepiej 4 tysięcy rodzin. Miriam Shaded zapowiada tylko lepszy dobór przybyszy, bo, jak sama przyznaje, niektórzy mają zbyt wygórowane oczekiwania.

– Spodziewają się, że będzie na nich czekała willa z basenem.

Tagi: syryjczycy, fundacja estera, miriam shaded, uchodźcy, urszula gryczyńska, chrześcijanie, samer masri, fundacja wolna syria, kamil kamiński, fundacja ocalenie, fundacja barnabas, george weidenfeld, aouil bassam

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone