11 Czerwca 2017

Nasze śledztwa
autor: Łukasz Pawelski

Pogotowie w ogniu… krytyki

  • LPR.png

Szefem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego jest 40-letni Robert Gałązkowski. Stoi on na jego czele już od kilku lat. To człowiek, który na swoim stanowisku przetrwał większą liczbę premierów niż przeciętny Kowalski papieży. Jak twierdzi współpracował z każdą ekipą rządzącą dla dobra Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Tuż przed wyborami parlamentarnymi nazwał Premier Ewę Kopacz matką ratowników medycznych, chociaż sam się tego zapiera. Dyrektor LPR w oficjalnych pismach stwierdził, że nie nazwał byłej liderki PO tak tylko stwierdził „żeby zachowała się jak matka ratowników medycznych”. Złośliwi pytają, skoro Kopacz to matka, to gdzie jest ojciec tej grupy zawodowej? Pojawiły się jednak głosy, że Gałązkowski bardziej szkodzi pogotowiu i ratownictwu medycznemu niż pomaga. Dyrektor LPR doskonale wie, że jego siła to dobra opinia wśród ratowników, którzy w pocie czoła pomagają Polakom każdego dnia. Często lewaruje się strojem ratownika medycznego, chociaż z racji pełnionej funkcji częściej bywa na ważnych wydarzeniach i konferencjach, a już zwłaszcza na nieformalnych spotkaniach po nich niż ratuje ludzkie życie. Niewiele to ma wspólnego z pracą, jaką na co dzień wykonują ratownicy medyczni w pocie czoła pracujący w LPR. Dosłownie w pocie czoła, bo zakupione przez LPR, przy jawnej aprobacie Gałązkowskiego śmigłowce EC 135 nie posiadają klimatyzacji. Gdy dyrektor LPR zaszczyca swoją obecnością wysokich urzędników państwowych jego podwładni i pacjenci latają w przegrzanych śmigłowcach. Oczywiście Lotnicze Pogotowie Ratunkowe nie widzi w tym nic złego bo jak twierdzi jego rzeczniczka temperatura ponad 40 stopni Celsjusza, która może panować w kabinie śmigłowca LPR to zaledwie kilka stopni więcej niż biologiczna temperatura naszego ciała (sic!). Co ciekawe Innego zdania był i nadal chyba jest dział zarządzania bezpieczeństwem LPR, który w oficjalnym piśmie z roku 2013 informuje personel latający o skutkach przegrzania. Cała pociecha dla personelu w tym, że jak jest naprawdę gorąco, to śmigłowiec LPR z inkubatorem nie może się wznieść w powietrze. Z pisma tego wypływają smutne wnioski, że to pilot powinien ocenić czy nie jest za gorąco, żeby polecieć śmigłowcem. Czyli w przypadku winy cała wina na pilota. Dyrekcja szybko zasłoni się kwitkiem a prokuratura zajmie się pilotem, który albo poleci i narazi na niebezpieczeństwo siebie załogę i pacjenta albo stanie przed widmem utraty pracy.

 

We wcześniejszych publikacjach opisywaliśmy, jak Gałązkowski uczynił z Lotniczego Pogotowia Ratunkowego poletko do realizacji swoich własnych interesów i widzimisię. Chcąc poprawić swoją popularność wśród załóg, skłócił ze sobą dwa główne środowiska medyczne. Chodzi o lekarzy i ratowników medycznych. Wywołało to oburzenie samorządu lekarskiego ale według naszych informacji Gałązkowski jakoś nie specjalnie się tym przejął. Ale dyrekcja LPR ma znacznie więcej na sumieniu. Opłakany stan samolotów Piaggio P 180 Avanti znajdujących się na wyposażeniu LPR, zakup czterech nowych śmigłowców na gorszych warunkach cenowych i wyposażeniowych niż poprzednie, czy wreszcie wydawanie lekką ręką dziesiątek tysięcy złotych na gadżety reklamowe LPR. Nasze dziennikarskie śledztwo przyniosło owoce i wszystko wskazuje na to, że Dyrekcja LPR na czele z Robertem Gałązkowskim świadomie lub nieświadomie działa od lat na niekorzyść finansową Lotniczego Pogotowia Ratunkowego i przyzwala na łamanie standardów NFZ dotyczących transportu noworodków.

 

Wolność Tomku w swoim pogotowiu

 

Największe kontrowersje budzi fakt, w jaki sposób LPR podchodzi do kwestii transportu noworodków. Transport medyczny noworodków to skomplikowana sprawa. Między innymi dlatego, że w zespole transportowym muszą znaleźć się osoby o określonym doświadczeniu zawodowym oraz kwalifikacjach. Dzienny koszt funkcjonowania karetki przeznaczonej do przewozu noworodków waha się w granicach  7 tysięcy złotych. Są to więc potężne pieniądze. Wszystko przez sztywne wymogi NFZ, które mają na celu zapewnić najmłodszym pacjentom najlepszą opiekę i gwarancję powodzenia ich leczenia. Tymczasem Lotnicze Pogotowie Ratunkowe według naszych informacji nie spełnia wymogów stawianych przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Dlaczego? Otóż stwierdziło, że skoro jest finansowane ze środków Ministerstwa Zdrowia to wymogi NFZ nie znajdują zastosowania. Rzeczniczka LPR udzielając odpowiedzi stwierdziła: „Lotnicze Pogotowie Ratunkowe prowadzi działalność na podstawie umowy z MZ i na zasadach określonych w Ustawie o PRM. Wymogi NFZ dotyczą podmiotów, z którymi NFZ ma podpisane umowy.”. To trochę tak jakby prywatny podmiot świadczący usługi medyczne stwierdził „Ja utrzymuję się sam z opłat wnoszonych przez moich pacjentów, więc mnie wymogi i standardy NFZ określające poziom bezpieczeństwa pacjentów nie dotyczą. Za tak frywolną polityką Lotniczego Pogotowia Ratunkowego stoją oczywiście koszty transportu. Zatrudnienie osób z odpowiednimi kwalifikacjami oznaczałoby gwałtowny wzrost kosztów działalności lub fakt, że LPR po prostu nie mogłoby wykonywać lotów z noworodkami. A tak, przelot śmigłowcem kosztuje mniej niż transport naziemny (sic!). Można by zadać pytanie czy gdyby Ministerstwo Zdrowia pokusiło stworzyć specjalną (naziemną) instytucję transportu sanitarnego noworodków i finansowało je bezpośrednio z własnych środków ta mogłaby podobnie jak LPR zasłaniać się tym, że jej wymogi transportu noworodków stawiane przez NFZ nie dotyczą?

 

Nietrudno zgadnąć, że taka sytuacja może powodować zagrożenie życia i zdrowia naszych najmłodszych. Wymagania stawiane zespołom transportu noworodka „N” są powszechnie dostępne w formie zarządzenia prezesa NFZ na stronie www.nfz.gov.pl. Powinien to być lekarz „specjalista w zakresie anestezjologii i intensywnej terapii lub neonatologii lub lekarz w trakcie specjalizacji w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii lub neonatologii mający przynajmniej dwuletni staż pracy w oddziale intensywnej terapii lub neonatologii lub specjalista pediatra mający przynajmniej roczny staż pracy w Oddziale Intensywnej Terapii Noworodków (OITN)”. Ostre wymogi obowiązują również ratowników medycznych, którzy powinni mieć kompetencje pielęgniarki/pielęgniarza lub położnej „posiadających specjalizację w dziedzinie pielęgniarstwa anestezjologicznego i intensywnej opieki oraz posiadający co najmniej dwuletni staż pracy w OITN lub oddziale patologii noworodka lub pielęgniarka/pielęgniarz mający co najmniej trzyletnie doświadczenie w pracy w OITN lub oddziale patologii noworodka, położna mająca co najmniej trzyletnie doświadczenie w pracy na OITN lub oddziale patologii noworodka”. Według naszych informacji LPR nie dysponuje takimi kadrami.

 

W związku z powyższym zadaliśmy pytanie czy jeżeli LPR nie realizuje wymogów NFZ, to na jakich standardach wyszkolenia personelu i wyposażenia oparte są misje transportu noworodków przez śmigłowce LPR? LPR poprzez swoją rzeczniczkę odpowiedziało, że „kompetencje fachowe personelu określone są w programach uzyskania uprawnień zawodowych dla lekarzy, ratowników medycznych i pielęgniarek.”. Dla zwykłego Kowalskiego taka odpowiedź brzmi raczej niezrozumiale. Dlatego aby podsumować wywody Pani rzecznik zadaliśmy pytanie czy w takim razie to LPR ma lepsze standardy czy wyższy poziom bezpieczeństwa oferują standardy NFZ. Uzyskaliśmy wymijającą odpowiedź, że „LPR nie opiniuje poziomu wyszkolenia innych podmiotów ratownictwa medycznego”. To ciekawe, że instytucja, która lubi się przechwalać, jaka jest skuteczna i na jakim światowym poziomie operuje nagle nabiera wody w usta.

 

Inne korzyści

 

Na rynku można zakupić miniaturki śmigłowców EC 135 w barwach Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Dyrekcja LPR w przeszłości rozpisała nawet przetarg na zakup kilku tysięcy takich właśnie miniaturek. Chciała na to przeznaczyć grubo ponad 100 tysięcy złotych. Ostatecznie przetarg nie doszedł do skutku, ale niesmak pozostał. Gdy inne ośrodki medyczne walczą tak naprawdę o każdy gazik czy strzykawkę Lotnicze Pogotowie Ratunkowe, ze środków otrzymywanych z Ministerstwa Zdrowia lekką ręką chciało zakupić plastikowe miniaturki śmigłowca w swoich barwach. Pytanie po co?  Takie zakupy przez LPR oficjalnie są komentowane, jako służące poprawie świadomości i bezpieczeństwa Polaków. Tak jak zawieszki z napisem „Remove Before Flight”. Jak twierdzi, rzeczniczka LPR takie zawieszki mają pomagać ratownikom medycznym w otworzeniu plecaka czy oznaczeniu kluczy… Według naszych informacji takie zawieszki trafiły nie tylko do załóg, ale również do pracowników LPR niemających nawet pozwolenia na pracę na wysokości powyżej 1 metra. Jak nietrudno się domyślić były i są one używane dla tzw. „szpanu” bo przecież chyba Dyrekcja LPR nie twierdzi, że jej ratownicy medyczni nie potrafią rozsunąć zamka torby bez zawieszki.

 

W tym wszystkim łatwo zgubić wątek, który tak naprawdę dotyczy tego jak to możliwe, że istnieje firma, która do prywatnych celów wykorzystała barwy i wizerunek Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Jedna taka miniaturka to koszt kilkudziesięciu złotych. Zapytaliśmy się Dyrekcji na jakiej podstawie prawnej firma ta używa barw i logo LPR. Otrzymaliśmy informację od pani rzecznik, że pomiędzy tą firma ta otrzymała od LPR prawa do wykorzystania barw i wizerunku LPR. Gdy spytaliśmy o to ile na umowie zarobiło Lotnicze Pogotowie Ratunkowe odpowiedź przeszła nasze najśmielsze obawy. Otóż LPR z tytułu użyczenia prywatnemu podmiotowi swojego wizerunku zarobiło całe 0 złotych i 0 groszy. Gdy spytaliśmy na jakie warunki musi spełnić każda inny prywatny podmiot aby zyskać prawo do wizerunku LPR i jego barw dostaliśmy odpowiedź, że musi to być zysk finansowy lub inna korzyść. Niestety trudno w działaniu LPR dopatrzeć się jakiegokolwiek sensu, przynajmniej w tym zakresie. Nie podano też, jaką inną korzyść odniosło LPR z tytułu udostępnienia swojego wizerunku prywatnej firmie. W związku z tym należy zastanowić się na pytaniem czy działanie Dyrekcji LPR nie nosiło znamion działania na szkodę Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Według Pani rzecznik LPR nigdy nie poniosło strat w związku z bezpłatnym udostępnieniem swoich barw prywatnej firmie, pytanie tylko ile na barwach LPR zarobiła prywatna firma.

 

Z tym, że Dyrekcja LPR i jego rzeczniczka ma twardy orzech do zgryzienia. Nie dalej jak na początku 2015 roku, pojawił się na łamach jednego z portalu artykuł, w którym rzeczniczka LPR przedstawiała pomysł uruchomienia sklepu z gadżetami sygnowanymi logo i barwami LPR. A oto fragment wypowiedzi Pani rzecznik, który został upubliczniony: „Myślimy nad uruchomieniem czegoś na kształt sklepiku internetowego. (…) Chcemy, żeby to były gotowe modele, których nie trzeba będzie kleić.”. Lotnicze Pogotowie Ratunkowe miało zarabiać na swoim wizerunku. Z informacji, którymi dysponujemy wynika, że prawem do używania barw dysponowała tylko jedna firma. Jak zatem chciano przeprowadzić przetarg skoro oferent mógł być tylko jeden? Ostatecznie sklepik LPR nie wystartował. Za to na rynku można kupić modele śmigłowca w barwach LPR? Czy rzeczniczka LPR i jego dyrekcja rzeczywiście nie widzi szkody jaką poniosło pogotowie z tego tytułu? A będzie jeszcze śmieszniej, gdy nowo powstała Krajowa Administracja Skarbowa zapuka do drzwi tego przedsiębiorcy i sama policzy zysk, jaki uzyskał dzięki darmowym prawom do barw LPR.

 

Rodzina na swoim?

 

W trakcie śledztwa dziennikarskiego udało nam się ustalić, że osoba o imieniu Edyta Gałązkowska była zatrudniona w LPR. Świadczy o tym min. profil tej osoby na ogólnodostępnych portalach zawodowych. Osoba ta miała być zatrudniona na stanowisku „głównego specjalisty” w Lotniczym Pogotowiu Ratunkowym. Tak się składa, że podobnie nazywa się żona Dyrektora Gałązkowskiego. Z serią pytań zwróciliśmy się do Pani rzecznik LPR – Justyny Sochackiej, która uznała, że część zadanych przez nas pytań nie dotyczy informacji publicznych i nie udzieliła na nie odpowiedzi. Pytaliśmy o to czym zajmuje się „Główny Specjalista” w LPR, Ile wynosi jego pensja, czy żona Dyrektora Gałązkowskiego kiedykolwiek pracowała w LPR oraz, kto podpisał z nią umowę o pracę w imieniu LPR. Niestety i tym razem Lotnicze Pogotowie Ratunkowe wybrało milczenie i atmosferę tajemnicy zamiast pełnej transparencji. Co prawda dowiedzieliśmy się czym zajmuje się w LPR „Główny Specjalista. Według Pani rzecznik: „Zakres obowiązków Głównego Specjalisty w poszczególnych działach LPR wynika z indywidualnie powierzonych merytorycznych zadań. Główny Specjalista wypełnia obowiązki zarówno eksperta, jak i pracownika o niższych kwalifikacjach.”. Czyli przekładając to na polski może to być światowej klasy profesor lub zwykły cieć. Gdy zadaliśmy pytanie o to czy Edyta Gałązkowska jest zatrudniona w LPR, rzeczniczka pogotowia uznała, że może udzielić odpowiedzi na to pytanie. Akurat w dacie zadawania pytania żadna Edyta Gałązkowska nie pracowała w LPR. Gdy zadaliśmy pytanie o to czy kiedykolwiek pracowała w LPR, nie uzyskaliśmy stanowiska w tej sprawie. Czy zatem Lotnicze Pogotowie Ratunkowe jest transparentne w swoich działaniach? Odpowiedzi na to pytanie musi udzielić sobie każdy z nas. Dodamy tylko, że po zadaniu przez nas pytań profil na portalu zawodowym identyfikowany, jako Edyta Gałązkowska nie jest możliwy do wyszukania. Nie przesądzamy, że żona dyrektora LPR była zatrudniona w tej instytucji, ale zachowanie dyrekcji i rzeczniczki samo w sobie nasuwa wątpliwości.

 

Więcej w najnowszym wydaniu "Gazety Finansowej".

 

 

 

 

Tagi: robert gałązkowski, lotnicze pogotowie ratunkowe, lpr, dymitr książek, justyna sochacka, edyta gałązkowska

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone