19 Lutego 2017

Nasze śledztwa
luka2.png
autor: Łukasz Pawelski

Pogotowie specjalnej troski

  • lpr.png

Lotnicze Pogotowie Ratunkowe jest pod ogniem krytyki od kilku miesięcy. Dotychczasowy dyrektor Robert Gałązkowski próbuje na każdy możliwy sposób utrzymać się przy władzy. Jest człowiekiem, który dobrze żyje z każdym obozem politycznym. Pracownicy LPR żartują w kuluarach, że rządy przychodzą i odchodzą, ale Gałązkowski jest wieczny. W czasach rządów SLD był w gabinecie politycznym Krzysztofa Janika. W latach 2007-2015 był pupilem Ewy Kopacz. Obecnie nawrócił się na „dobrą zmianę” i wprowadził do LPR element religijny – sztandar LPR został poświęcony i ucałowany przez samego dyrektora. Mimo starań coraz częściej pojawiają się głosy, że Gałązkowski bardziej LPR szkodzi niż pomaga. Dobitnym tego przykładem są fatalne z ekonomicznego punktu widzenia decyzje i działania.

 

Za ciężkie by latać

W 2007 roku rozpisano i rozstrzygnięto przetarg na śmigłowce dla Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Nowe śmigłowce miały zastąpić stare wysłużone maszyny jeszcze produkcji radzieckiej. W trakcie procedury przetargowej Ministerstwo Zdrowia wyeliminowało z przetargu głównego konkurenta Eurocoptera, czyli PZL Świdnik. W rozmowach z dziennikarzem „Gazety Finansowej” pracownik LPR przyznaje, że otwarcie lobbował na rzecz wyboru helikoptera EC 135, który miał być lepszy od innych ofert. Udzielał się też Robert Gałązkowski, który w mediach podkreślał wady innych ofert. O śmigłowcu oferowanym przez firmę AgustaWestland mówił: „doskonale się nadaje, ale tylko do transportu stabilnego pacjenta z jednego szpitala do drugiego, ponieważ na pokładzie tej maszyny nie można wykonywać masażu serca”.Jak się okazało EC135 przez swoją konstrukcję wirnika i napędu ma ograniczoną moc. W baku Eurocoptera EC 135, które latają w LPR jest miejsce na 710 litrów paliwa. Zasięg tej maszyny „na papierze” wynosi około 635 km. Teoretycznie śmigłowce LPR powinny być w stanie przetransportować pacjenta z Bieszczad do Trójmiasta. Tymczasem śmigłowiec z Premier Beatą Szydło na pokładzie nie mógł pokonać na jednym tankowaniu trasy niemal trzy razy krótszej i musiał dotankować paliwo w Masłowie pod Kielcami. Jak to możliwe? Polskie Eurocoptery są tankowane zaledwie trochę ponad połowę pojemności baku. Ciężar sprzętu i załogi sprawia, że maszyny LPR mają problem z poderwaniem się do lotu. Jak tłumaczy nasz rozmówca „ciężki sprzęt, kilku rosłych chłopów w środku i maszyna po prostu nie lata.”. Chociaż brzmi to jak dowcip, to Lotnicze Pogotowie Ratunkowe oferuje swoim pracownikom program odchudzania. Wszystko w poszukiwaniu wolnych kilogramów. Ponieważ nie przyniosło to pożądanych efektów podobnie zresztą jak usunięcie drogich, ale ciężkich elementów ze śmigłowców, postanowiono wolnych kilogramów poszukać w baku. Mniej paliwa to w istocie mniej kilogramów. Niestety w ten sposób skrócono o połowę zasięg EC 135, który lecąc na dalszą akcję czy w ramach transportu medycznego musi ponownie zatankować paliwo.

 

Było to widoczne na przykładzie transportu rannej premier Beaty Szydło. Helikopter najprawdopodobniej zatankowany w Bazie LPR na warszawskim Bemowie z mniejszą ilością paliwa wystartował w kierunku Oświęcimia. Zakładając, ze maszyna została zatankowana 460 litrami paliwa mogła pokonać prawie 411 km. Odległość z Warszawy do Oświęcimia to w linii prostej około 273 km. Helikopter startując z Oświęcimia miał paliwa na około 138 km lotu. Czyli w sam raz tyle, aby dolecieć do bazy LPR w pobliżu Kielc i tam dotankować. Jak ryzykowna to była operacja świadczy fakt, że Oświęcim od Kielc dzieli w linii prostej dystans około 135 km. Dyrektor LPR zapytany o to, dlaczego śmigłowiec z Beatą Szydło musiał przymusowo lądować w Masłowie stwierdził, że taki wymóg wynika z przepisów prawa zaś przepisy dotyczące lotów nocnych są „dużo bardziej restrykcyjne”.Gdy tymczasem doskonale wie on, że polskie śmigłowce ratunkowe celowo nie tankują do pełna tylko po to, żeby mniej ważyć. Jak twierdzi Urząd Lotnictwa Cywilnego przepisy prawa nie różnicują sytuacji lotu w nocy a lotu w dzień.„Przepisy europejskie dotyczące tankowania są jednolite, nie różnicują operacji ze względu na porę doby, zatem śmigłowiec zawsze powinien taki zapas posiadać, jednak nie jest to dodatkowy zapas.”.W obu wypadkach śmigłowiec powinien posiadać taką samą ilość dodatkowego paliwa.Tak, więc za setki milionów złotych kupiliśmy maszyny, które nie są w stanie przetransportować pacjentów bez śródlądowania, po 150 km lotu. Niby nic złego się nie stało, ale jak to wyjaśnić premier, która na lotnisku w Kielcach musiała czekać około 10 min. aż helikopter zostanie dotankowany? Nie wiadomo też, w jakiej temperaturze spędziła tą chwilę premier. To, co wiadomo to fakt, że śmigłowce LPR nie mają ogrzewania postojowego. Kontrowersje budzi fakt, że jedna z najważniejszych osób w państwie była najprawdopodobniej transportowana bez odpowiedniej ochrony BOR. W tej sprawie interpelację poselską wystosował do szefa MSW Mariusza Błaszczaka poseł PO Marcin Kierwiński. Jest to prawdopodobne, ponieważ funkcjonariusz BOR na pokładzie to by były kolejne kilogramy, które zmniejszałyby zasięg śmigłowca LPR wiozącego premier. Jak twierdzi samo LPR lądowisko w Masłowie było zabezpieczone przez Straż Pożarną. Nigdzie nie wspomniano o zabezpieczeniu przez BOR.

 

LPR-Beata-Szydlo.jpgŚmigłowiec LPR z ranną Premier Beatą Szydło.

Uff jak gorąco, uff jak zimno.

Śmigłowce LPR EC 135 nie posiadają klimatyzacji. Jak donoszą piloci LPR i członkowie załóg w lato w kabinie panuje temperatura sięgająca nawet 47 stopni Celsjusza. Ukrop jest tak duży, że piloci śmigłowców wbrew przepisom prawa lotniczego zdejmują hełmy. Oczywiście odbija się to, na jakości pracy. Wszystkiemu winny jest niski poziom zasilania helikoptera EC 135. Aparatura medyczna oraz chłodzenie silników zabiera moc, która wymagana jest do zasilania klimatyzacji. Rzecznik LPR twierdzi, że temperatura 40 stopni Celsjusza nie wpływa negatywnie na bezpieczeństwo operacji lotniczych, bowiem jest to temperatura tylko o kilka stopni wyższa od temperatury ciała. Przez pewien czas śmigłowce LPR były wyposażone w termometry. Gdy sprawa wysokich temperatur stała się głośna wśród pilotów dyrekcja LPR postanowiła je usunąć z kabin EC 135 latających w barwach LPR. Brak klimatyzacji odczuła najprawdopodobniej Pani Premier Beata Szydło, która na własnej skórze przekonała się, że temperatura w kabinie śmigłowca LPR zależy od temperatury panującej poza nią i pracy silnika. Ponieważ śmigłowiec LPR transportujący ją ze szpitala w Oświęcimiu do Warszawy nie posiada ogrzewania podczas postoju temperatura w kabinie mogła drastycznie spaść.

 

Latający złom

LPR ma olbrzymi problem, którym są dwa samoloty Piaggio P. 180 Avanti. Samoloty od kilku miesięcy znajdują się w trakcie przeglądu technicznego. Pierwszy samolot pozostaje w obsłudze od 10 października 2016 roku, druga maszyna trafiła do remontu miesiąc później. Standardowy przegląd maszyny powinien trwać maksymalnie 4 tygodnie. W przypadku maszyn należących do LPR nie widać końca naprawy. Warto odnotować fakt, że już ponad rok temu piloci zwracali uwagę na to, że daty remontu dwóch maszyn zbiegają się w czasie.  Dodatkowo, podczas przeglądów obu maszyn odkryto uszkodzenia korozyjne. Samoloty należące do LPR są po prostu zżerane przez rdzę. Wszystko przez zaniedbania. Rdza miała być wykryta wcześniej, ale była konserwowana zwykłą farbą. Takimi maszynami LPR chciało wejść na rynek transportu medycznego w całej Europie. Zapytaliśmy LPR czy Ministerstwo Zdrowia wydało zgodę na jednoczesną naprawę samolotów należących do LPR. W odpowiedzi na to pytanie rzeczniczka LPR stwierdziła, że Ministerstwo Zdrowia nie powinno zajmować się oceną stanu korozyjnego statków powietrznych i wydawaniem zgód na większy lub mniejszy zakres uszkodzeń korozyjnych. To fakt, ale niewątpliwie Ministerstwo nie ma świadomości, że dwie maszyny są remontowane w tym samym czasie, a zastępstwo śmigłowców nie gwarantuje 100 proc. efektywności, ze względu na ograniczenia pogodowe.LPR wydało na zardzewiałe samoloty w przeciągu 7 lat ponad 35 milionów złotych. Nabycie prawa do ich użytkowania wyniosło prawie 40 milionów złotych. Jaki finał będzie miała sprawa dwóch odrzutowców należących do LPR do końca nie wiadomo. Z ostatnich doniesień wynika, że Lotnicze Pogotowie Ratunkowe planuje wydzierżawienie od Wojska Polskiego samolotów typu CASA C-295.Póki, co samoloty, którymi chwaliło się LPR rdzewieją w bazie przeglądowej w Niemczech. Powodem jest brak części zamiennych do maszyn Piaggio P 180.

 

Piaggio-LPR.jpgSamolot Piaggio Avanti

 

Tagi: robert gałązkowski, ewa kopacz, lotnicze pogotowie ratunkowe, ratownictwo medyczne, EC 135, beata szydło, BOR, ABW, wypadek

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone