25 Marca 2017

Nasze śledztwa
luka2.png
autor: Łukasz Pawelski

Pogotowie na swoim

  • LPR.jpg

Władze LPR czują się tak swobodnie podczas wydawania publicznych pieniędzy, że całkiem niedawno chciały zakupić 3000 miniaturek śmigłowca EC 135 w barwach LPR. Przetarg miał pochłonąć ponad 135 tysięcy złotych. Przez ostatnie trzy lata na upominki i akcesoria pamiątkowe LPR wydało 37 tysięcy złotych. O wszystkim wiedziało Ministerstwo Zdrowia. Lotnisko na warszawskim Bemowie to siedziba Lotniczego Pogotowia Ratunkowego [dalej LPR]. Władzę w nim sprawuje niepodzielnie od kilku lat dyrektor Robert Gałązkowski. To między innymi on podejmuje decyzję o wydatkowaniu środków uzyskiwanych bezpośrednio z Ministerstwa Zdrowia. LPR dysponuje milionowym budżetem, który nie zawsze jest wydatkowany w sposób niebudzący kontrowersji.

 

Helikopterki dla LPR

LPR lubi przechwalać się swoją flotą. Dyrekcja lubi to tak bardzo, że planowała zakupić 3000 nowych EC-135. Oczywiście chodziło jedynie o modele śmigłowców Eurocopter EC 135 w barwach Lotniczego Pogotowia Ratunkowego w skali 1:43. Z informacji, jakimi dysponuje nasza redakcja, LPR na zakup śmigłowców planowało przeznaczyć około 100 tys. złotych. Pogotowie pod wodzą dyrektora Gałązkowskiego planowało zarabiać na sprzedaży upominków. Brzmi jak żart, ale nim nie jest. Przetarg ostatecznie nie doszedł do skutku. Wkrótce po tym rynek został niemalże zalany miniaturkami śmigłowców EC 135 w barwach LPR. Można je kupić na stacjach benzynowych czy nawet w sieci popularnych sklepów z produktami dla dzieci. Złośliwi twierdzą, że ktoś się przeliczył - wyprodukował śmigłowce i nie mógł ich sprzedać. Tak repliki trafiły na wolny rynek. Ta historia jak mało która pokazuje, że łatwo stracić szacunek do pieniędzy, jeżeli mamy dostęp do nieograniczonego strumienia cudzych środków. Zadaliśmy pytanie rzecznik LPR czy Dyrektor Gałązkowski był inicjatorem rozpisania przetargu na miniatury śmigłowców. Otrzymaliśmy odpowiedź, że ta informacja wykracza poza zakres informacji publicznej. Sprawa helikopterów ma też drugie dno, o którym mało kto w LPR zdaje sobie sprawę. Jedynym prawnym dysponentem wizerunku i barw LPR ma być samo pogotowie. Natomiast przetarg obejmował dostawę miniatur śmigłowców w barwach LPR. Zatem pogotowie mogło mieć realny wpływ na wynik postępowania przetargowego. Każdy wykonawca, który chciał przystąpić do przetargu musiał mieć możliwość jego wykonania. Prawo do użycia wizerunku i barw LPR powinno być wcześniej nabyte, a to już bezpośrednio sprowadziłoby podejrzenie o zmowę przetargową. Rozpisany przetarg ostatecznie nie doszedł do skutku. Jak twierdzą nasi informatorzy: „po prostu, ktoś w centrali poszedł po rozum i wycofali się z pomysłu”. Na rynku można kupić modele śmigłowców w barwach LPR, jak można zrozumieć odpowiedź rzecznika LPR, pogotowie zawarło z producentem stosowną umowę.

 

To nie jedyne przejawy rozrzutności. Jak twierdzi samo Lotnicze Pogotowie Ratunkowe, przez ostatnie 3 lata wydało 37 tysięcy złotych na materiały reklamowe, upominki i akcesoria. LPR tłumaczy, że są to akcesoria przekazywane osobom, z którymi LPR pracuje, jak również stanowiące pewną formę podziękowania. Tylko co to za breloczki za ponad 12 tysięcy złotych rocznie? Zapytaliśmy LPR czy informuje Ministerstwo Zdrowia o swoich wydatkach wizerunkowych. W odpowiedzi uzyskaliśmy informację, że jako organ nadzoru, ministerstwo ma pełną wiedzę na temat wydatków LPR.

 

LPR zdaje się być przefinansowane. Zakupy gogli noktowizyjnych, bony towarowe dla pracowników, których wartość idzie w miliony czy kupno śmigłowców bez radarów pogodowych. To tylko nieliczne przykłady nie do końca trafnych z ekonomicznego punktu widzenia wydatków LPR. W barwach LPR latają także samoloty Piaggio 180 Avanti. W związku z ich użytkowaniem LPR wydał przez ostatnie lata kilkadziesiąt milionów złotych. Tymczasem okazało się, że samoloty te są tak zjedzone przez rdzę, że nie nadają się do bezpiecznej eksploatacji. Samoloty obecnie czekają na remont. Sprawa jest o tyle bulwersująca, że jeszcze w 2012 roku wiadomo było, że z Piaggio dzieje się coś złego. Mimo to inwestowano środki w korzystanie przez LPR z tych samolotów. Szkolono załogi, dokonywano remontów itp.. Wszystko po to, żeby po naszych publikacjach przekonać się, że Piaggio 180 Avanti w barwach LPR to tak naprawdę lotniczy złom.

 

Latające taksówki

LPR w ramach swoich zadań świadczy usługi transportu medycznego pomiędzy szpitalami. Gdy z jakiegoś powodu bardziej celowe jest skorzystanie z transportu powietrznego, szpital zamawia taki lot w LPR. Załoga LPR startuje z najbliższej bazy, przylatuje do szpitala, następnie transportuje pacjenta do wskazanej placówki medycznej. Po zakończonym locie wraca do macierzystej bazy. To tylko założenie, bowiem przykład transportu medycznego Premier Beaty Szydło pokazał, że podróż śmigłowcami LPR może być pełna wrażeń. Śmigłowce muszą lądować i dotankowywać paliwo. Zdarza się, że transportują chorych w skrajnych i niebezpiecznych dla zdrowia temperaturach. Jednak największe kontrowersje wiążą się z ceną, jaką płacą szpitale za transport chorych przez LPR. Według naszych informatorów z samej centrali LPR cena godziny lotu jest zaniżona. Rzeczywiste koszty lotu śmigłowcem LPR są kilkukrotnie wyższe niż wynagrodzenie, które pobiera. Stawka za godzinę lotu jest tak niska, że nawet transport tradycyjną karetką wychodzi drożej. Bardziej opłaca się przelecieć śmigłowcem LPR jak przejechać tradycyjną „karetką”. Lotnicze Pogotowie Ratunkowe utrzymuje, że opłata za transport jest ustalana na podstawie ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych. Gdy jednak zapytaliśmy się o rzeczywiste koszty, jakie ponosi LPR w związku z transportem medycznym uzyskaliśmy odpowiedź, że jest to tajemnica przedsiębiorstwa. Przypomnijmy przedsiębiorstwa, którego właścicielem po trochu jest każdy obywatel RP.

 

I tu zaczynają pojawiać się poważny zarzuty. Środki, którymi dysponuje LPR pochodzą z Ministerstwa Zdrowia. LPR funkcjonuje na podstawie umowy zawartej z tym urzędem centralnym. W przeciwieństwie od szpitali czy innych placówek medycznych nie funkcjonuje w oparciu o refundację kosztów z NFZ. Jeżeli LPR pobiera niższe ceny transportu medycznego niż rzeczywiste koszty to działa na szkodę własną a także Ministerstwa Zdrowia i w konsekwencji Skarbu Państwa. Nie wiadomo też czy Ministerstwo Zdrowia zajęło się sprawą wykorzystania przez Roberta Gałązkowskiego – dyrektora LPR - śmigłowca LPR do transportu na miejsce katastrofy kolejowej w Babach Premier Ewy Kopacz. Wiadomo, że koszty transportu liderki Platformy Obywatelskiej, która chciała pokazać się, jako sprawna Minister Zdrowia pokryło LPR z własnej kieszeni. Oczywiście zrobiło to z dotacji otrzymanej z Ministerstwa Zdrowia, czyli de facto z budżetu Skarbu Państwa.

 

Lekarze vs. Ratownicy - cicha wojna w karetkach

Dyrektor LPR - Robert Gałązkowski do całkiem niedawna kreował się na zwolennika likwidacji z zespołów ratowniczych lekarzy. W obliczu fali krytyki zrewidował swój pogląd. Gałązkowski jest kojarzony silnie ze środowiskiem ratowników medycznych, ponieważ sam nim jest. Chce, aby ratownicy medyczni mieli większe uprawnienia oraz uważa, że powinni zająć odpowiednie, czyli prawie równorzędne miejsce w systemie opieki zdrowotnej. Ponieważ w LPR pracują lekarze i ratownicy medyczni, szef który sprzyja ratownikom wywołał tarcia pomiędzy tymi dwiema grupami zawodowymi. Według naszych informatorów, w LPR dochodzi do patologicznych sytuacji, w których osoby z tej samej załogi są silnie skonfliktowane. Lekarze bywają zastraszani, a także grozi im się nawet pobiciem. Wszystko to negatywnie wpływa, na jakość opieki medycznej świadczonej przez LPR. Dlatego zwróciliśmy się do Naczelnej Izby Lekarskiej oraz Okręgowej Izby Lekarskiej w Łodzi, czy znana jest im sytuacja panującą w LPR. Według przedstawicieli samorządu lekarskiego wstępne rozmowy z innymi lekarzami potwierdzają nieprawidłowe relacje między nimi a ratownikami medycznymi w Lotniczym Pogotowiu Ratunkowym. Lekarze LPR, którzy zwrócili się do władz samorządowych wskazują, że grupa zawodowa ratowników medycznych buduje swoją wartość, nie tyle o lepszą organizację własnej pracy, ale w oparciu o obniżenie rangi zawodów medycznych współpracujących z nimi. Chodzi głównie o lekarzy. Według władz samorządu lekarskiego, ratownicy medyczni niezwykle ważni w systemie ratownictwa medycznego, są wspierani w swoich destrukcyjnych działaniach przez Dyrektora Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, który sam jest ratownikiem medycznym. Jak stwierdził rzecznik prasowy OIL w Łodzi „Grupa zawodowa ratowników medycznych uważa się za grupę preferowaną w systemie ochrony zdrowia, a pragnę podkreślić, że kompetencje ratowników medycznych są różne od kompetencji lekarzy. Obydwa zawody mają swoje miejsce w systemie.”. Ceną, którą płaci LPR za ambicję swoich władz jest właśnie skonfliktowanie dwóch bardzo ważnych z punktu widzenia pacjentów środowisk.

 

Robert Gałązkowski jest postrzegany przez część środowiska ratowniczego jako „mesjasz”. Uważają go za rzecznika wspólnej sprawy. Gdy w serii artykułów obnażyliśmy wewnętrzne kulisy pracy LPR i jego kierownictwa, grupa zawodowa ratowników medycznych nie szczędziła aktów poparcia dla Roberta Gałązkowskiego. Jedna z zakładowych organizacji związkowych wystosowała nawet oficjalne pismo do Premier Beaty Szydło biorąc w obronę dyrekcję LPR. Poszczególne oddziały i bazy LPR przygotowały też lojalki oczekując, że wszyscy pracownicy Pogotowia poprą dyrekcję w jednej słusznej sprawie. To na pewno podbudowało dyrekcję. Szkoda tylko, że szeregowi pracownicy LPR nie mogą liczyć na takie wsparcie. Ostatni tydzień wśród ratowników medycznych upłynął pod znakiem protestów tego środowiska. Ratownicy słusznie zauważają, że zarabiają za mało w sposób nieodpowiadający powadze ich pracy. Zwróciliśmy się z serią pytań do dyrektora LPR, czy popiera postulaty strajkujących ratowników oraz czy uważa, że ratownicy medyczni zarabiają za mało. Gałązkowski odmówił udzielenia odpowiedzi. Zatem pozostaje zadać retoryczne pytanie, czy tego spodziewali się po swoim szefie ratownicy medyczni z LPR?

 

Za ciężkie by latać

Jak donosiliśmy w poprzednich publikacjach, śmigłowce LPR są przeładowane sprzętem, mają za małą moc silnika i po prostu mają problem z uniesieniem się w powietrze. Tak, kupiliśmy za setki milionów złotych śmigłowce, które mają problem z wystartowaniem. Dlatego śmigłowce nie są dotankowywane do końca, a LPR wprowadziło nawet urządzenia do ćwiczeń fizycznych w swoich bazach. Wszystko po to, żeby znaleźć wolne kilogramy. Mniej paliwa to mniejsza masa śmigłowca. Chudsi ratownicy to kolejna ulga dla silników EC 135. Tak więc LPR ma olbrzymi problem, który próbuje ukryć. Dyrekcja pogotowia natychmiast zaprzeczyła, aby śmigłowce LPR nie posiadały dostatecznej mocy. Jak twierdzą ustami rzecznik LPR, nie przypominają sobie takiej sytuacji. Sprawa małej mocy wyszła na jaw podczas transportu Premier Beaty Szydło po wypadku, w którym ucierpiała. Wówczas śmigłowiec LPR niedotankowany do pełna musiał przymusowo lądować pod Kielcami, żeby uzupełnić zapas paliwa. Na pokład nie wpuszczono też funkcjonariusza BOR. I znowu dyrekcja LPR zapewniała, że nie miało to nic wspólnego z małą mocą silników śmigłowca i maszyny LPR nie miały i nie mają problemów ze startem. Jeszcze raz zwróciliśmy się z pytaniem, czy zdarzyło się, aby śmigłowiec EC-135 miał problemy ze startem. Rzecznik pogotowia, Pani Justyna Sochacka stwierdziła, że nie przypomina sobie takiej sytuacji. Tymczasem 19 marca 2012 roku doszło do incydentu ze śmigłowcem EC 135 latającym w barwach pogotowia lotniczego. Maszyna z inkubatorem, dzieckiem na pokładzie oraz zatankowana do pełna nie wystartowała. Sprawę opisywało czasopismo „Skrzydlata Polska”. Artykuł ten już w 2012 roku poruszał kwestię samolotów Piaggio 180 Avanti i problemów z nimi. Żeby do końca wyjaśnić sprawę zapytaliśmy LPR ile maksymalnie może ważyć pacjent transportowany śmigłowcami LPR. Uzyskaliśmy informację, że maksymalna waga pacjenta to 150 kilogramów. Dlatego wszystkim osobom z nadwagą odradzamy liczenie na pomoc LPR.

Tagi: robert gałązkowski, ewa kopacz, lotnicze pogotowie ratunkowe, konstanty radziwiłł, ratownictwo medyczne, ratownik medyczny, pogotowie

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone