12 Stycznia 2016

Nasze śledztwa
SLiMM.jpg
autor: Sylwester Latkowski, Michał Majewski

Nowe fakty z inwigilacji dziennikarzy w aferze taśmowej

  • latkowski-grand-press-afera-podsluchowa.jpg Warszawa, 11.12.2014. Zespół

Kulisy24.com poznały nowe informacje dotyczące inwigilacji, której dopuszczało się Biuro Spraw Wewnętrznych Policji przy okazji afery taśmowej.

 

 

Dwa tygodnie temu ujawniliśmy, że specjalna jednostka policji, odpowiedzialna za dbanie o czystość jej szeregów, dopuszczała się nielegalnego inwigilowania dziennikarzy po wybuchu afery taśmowej. Wcześniej „Gazeta Wyborcza” pisała, że Biuro Spraw Wewnętrznych podsłuchiwało wysokich rangą funkcjonariuszy służb specjalnych. Minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz miał w 2014 roku podejrzewać, że stali oni za aferą, która wstrząsnęła rządem Donalda Tuska. Po naszych doniesieniach w Komendzie Głównej Policji został zarządzony audyt. Trwa on nadal, są już jednak pierwsze szczegóły. Oto one.

 

Afera taśmowa wybuchła w czerwcu 2014 roku. Jej początkiem były teksty, które opublikowaliśmy w tygodniku „Wprost”. Niedługo potem podpisane zostało porozumienie między policją, Biurem Ochrony Rządu i Agencją Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Na jego podstawie powołana została kilkunastoosobowa grupa specjalna, która miała pomóc prokuratorom w wyjaśnieniu afery taśmowej. Ekipa korzystała z uprawnień operacyjnych, które przysługują tajnym służbom. Po miesiącu, w lipcu 2014, zdarzyło się jednak coś dziwnego.

 

Specjalna grupa w BSW

 

W Biurze Spraw Wewnętrznych Komendy Policji powołana została osobna, 7-osobowa komórka pod bezpośrednim kierownictwem inspektora Ryszarda Walczuka, czyli szefa BSW. W zachowanych dokumentach nie ma wiarygodnego uzasadnienia dla powołania tego zespołu. Co ciekawe, zespół pod dowództwem inspektora Walczuka działał przez jedenaście miesięcy – do czerwca ubiegłego roku – i w dokumentach pochwalić się może tylko jednym drobnym sukcesem. Nakrył „płotkę”, policjanta z komendy stołecznej, który robił wydruki z systemów informatycznych i przekazywał je prywatnemu detektywowi. Czym więc faktycznie zajmowała się wspomniana ekipa? Aferą taśmową.

 

Najwyraźniej kierownictwo MSW nie miało zaufania do służb takich, jak BOR, ABW, CBŚ i dlatego sięgnięto po Biuro Spraw Wewnętrznych. Skąd wiadomo, że ekipa z BSW zajmowała się aferą taśmową? Bo jeden ze śladów tej działalności nie został zatarty. W policyjnej analizie pojawiła się informacja, że w operacyjnym zainteresowaniu pozostają trzy osoby, które policjantami nie są. Po pierwsze Piotr Nisztor, współautor tekstów we „Wprost” o aferze taśmowej, konkubina biznesmena Marka Falenty oraz żona ówczesnego naczelnego „Wprost” Sylwestra Latkowskiego, Ewa.

 

Bałagan w rejestrach

 

Kontrolerzy w Komendzie Głównej Policji skupili się na razie na analizie dokumentacji BSW. Okazuje się, że w rejestrach techniki operacyjnej panuje bałagan, co uniemożliwia kontrolowanie, kogo sprawdzano i dlaczego. W związku z tym wobec siedmiu funkcjonariuszy, w tym członków tajnej grupy w BSW, wszczęto postępowania dyscyplinarne.

 

Kontrolerzy podejrzewają, że materiały były niszczone. – Dokumentacja była prowadzona skandalicznie. De facto przy takim jej robieniu można było non stop wychodzić poza reguły prawa – opisuje nasz rozmówca.

 

W obu grupach pracowało 29 funkcjonariuszy. W toku prowadzonej kontroli ujawniono błędy w dokumentowaniu pracy operacyjnej i w prowadzeniu rejestru kontroli operacyjnej. W zgromadzonych dokumentach kontrolerzy natrafili na materiały, które świadczą, że w zainteresowaniu śledczych pojawiają się dziennikarze i ich rodziny. Z analizy kontrolowanych dokumentów wynika, że przeprowadzono kilkadziesiąt kontroli operacyjnych (zastosowano podsłuchy) wobec NN osób (nieznane dane personalne podsłuchiwanych osób). Z powodu upływu czasu i zgodnie z prawem prowadzona dokumentacja (w tym nagrania) została zniszczona. Czynności kontrolne za względu na dużą ilość zgromadzonej dokumentacji jeszcze trwają.

 

 

Podsłuch „na skróty”

 

Z rozmów audytorów z pracownikami BSW wynika, że stosowano metody „na skróty”. BSW miało zakładać „krótką technikę operacyjną” (2–4-dniowy podsłuch) dziennikarzom i prawnikom, których nazwiska pojawiały się przy okazji afery taśmowej. Po odsłuchaniu materiał był niszczony. Potem wznawiano inwigilację. Sprawa miała być jeszcze łatwiejsza, jeśli telefon nie był zarejestrowany na konkretnego abonenta, ale na wydawnictwo lub inną firmę. Stwarzano pozory, że nie wiadomo, kto korzysta z telefonu, choć tak naprawdę doskonale zdawano sobie z tego sprawę.

 

Ze wstępnych rozmów kontrolerów z policjantami wynika, że stosowano jeszcze jeden zakamuflowany sposób inwigilowania. Korzystano z tzw. jaskółek. „Jaskółka” czyli IMSI-Catcher, to nadajnik komórkowy, zazwyczaj umieszczany w samochodach. Zagłusza on sygnał prawdziwej stacji bazowej telefonii komórkowej. Nadaje identyczny sygnał, tyle że mocniejszy. Wszystkie telefony znajdujące się w jego zasięgu zgłaszają się do niego, a nie do prawdziwej stacji BTS. Rozmowy są przechwytywane. Auto można postawić pod blokiem, domem, biurem. Antena kierunkowa „jaskółki” pozwala wychwycić wszystkie aktywne telefony w danym pomieszczeniu. Używanie nawet kilku aparatów telefonicznych nie zapobiega tej metodzie inwigilacji, która odbywa się dyskretnie i poza wiedzą operatora komórkowego. Ta metoda miała być stosowana do nielegalnej inwigilacji przy aferze taśmowej.

 

Zacieranie śladów

 

Wedle naszych informacji (podawały je również „Gazeta Wyborcza” oraz Radio Zet), część podsłuchów – w tym prawników i dziennikarzy – została wyprowadzona do policyjnych śledztw kryminalnych, by zatrzeć tropy nielegalnej inwigilacji. Chodzić ma między innymi o policyjną operację przeciw skinheadom, którzy terroryzowali imigrantów w Białymstoku. I ta odnoga inwigilacyjnej akcji będzie badana przez Komendę Główną Policji. Do tej pory się to nie stało. Podane wyżej fakty nie są więc końcem dochodzenia. Kontrolerzy liczą na to, że więcej dowiedzą się między innymi w toku postępowań dyscyplinarnych, wszczętych wobec funkcjonariuszy Biura Spraw Wewnętrznych.

 

Były szef tej jednostki, wspominany inspektor Ryszard Walczuk, 28 grudnia rano napisał raport o odejście ze służby. Dzień wcześniej Kulisy24.com opublikowały artykuł, że Biuro Spraw Wewnętrznych dopuszczało się inwigilowania dziennikarzy przy okazji afery taśmowej.

Tagi: afera taśmowa, inwigilacja, dziennikarze, prawnicy, piotr nisztor, sylwester latkowski, michał majewski, biuro spraw wewnętrznych, śledztwo, policja

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone