11 Stycznia 2016

Nasze śledztwa
SLiMM.jpg
autor: Sylwester Latkowski, Michał Majewski

Najważniejszy warszawski stręczyciel pod ochroną policji

  • warszawa.jpg Foto: PAP/Leszek Szymański

Policjanci osłaniają sutenera i właściciela najważniejszej w Warszawie gejowskiej agencji towarzyskiej. Ten z kolei próbuje nieudolnie szantażować nas, byśmy nie publikowali tekstów o jego działalności.

 

 

Kilka tygodni temu opisaliśmy historię działającej w centrum Warszawy gejowskiej agencji towarzyskiej. Opowiedzieliśmy o tym, że w wyniku wewnętrznego konfliktu lista klientów tego przybytku, wraz z numerami telefonów i adresami domowymi, wydostała się na światło dzienne, a dostęp do niej mają ludzie ze środowisk przestępczych. Tego typu materiały mogą służyć do szantażowania biznesmenów, naukowców, lekarzy, urzędników, których nazwiska były w tym spisie. 

 

Bezkarność stręczyciela

 

W całej tej sprawie jest jeszcze jeden interesujący wątek. Wieloletnia działalność agencji. Bezkarność stręczyciela, znanego jako Witek. Funkcjonariuszka stołecznej policji, zajmująca się problematyką stręczycielstwa: – Od lat próbujemy dobrać się do działalności pana Witka i jego przybytku, ale idzie to jak krew z nosa. 

 

Dlaczego? Z czasem odkryliśmy przyczynę. Dzieje się tak ze względu na patologiczną i niedopuszczalną relację, jaka wytworzyła się między właścicielem agencji a warszawskimi policjantami. Jako opiekun agencji wymieniany jest także prokurator z prokuratury rejonowej Warszawa-Śródmieście, który w zamian korzysta bezpłatnie z jej usług.

 

Policjant pożycza pieniądze sutenerowi

 

Były pracownik agencji: – Witek roztacza obraz swych bardzo dobrych relacji z warszawskimi policjantami. Dlatego ludzie boją się z nim zadrzeć i złożyć przeciw niemu zeznania, bo kończy się to zawsze w podobny sposób. Problemy zaczynają mieć te osoby, a nie stręczyciel i sutener.

Na czym te relacje pana Witka i policjantów polegają? Na przykład policjant X z Komendy Stołecznej Policji, zajmujący się m.in. sprawami sutenerstwa, udzielił 32 tysięcy złotych pożyczki wspomnianemu właścicielowi agencji. Między innymi za te pieniądze pan Witek kupił mercedesa, z którego osobiście korzysta. Auto, będące w posiadaniu sutenera, zostało zarejestrowane na nazwisko policjanta, co miało być swoistą gwarancją spłaty pożyczki. Oczywiście wszystko rozegrało się bez wiedzy i zgody przełożonych funkcjonariusza. Były pracownik agencji: – Nie ma co kryć, że było to dość wygodne. Łamaliśmy przepisy drogowe jak popadnie. Jazda po rondzie przy Rotundzie na czerwonym świetle? Co za problem, skoro auto było zarejestrowane na znanego warszawskiego policjanta? 

 

Łamanie drogowych przepisów to akurat najmniejszy problem. Istota sprawy polegała bowiem na swoistym układzie, na którym korzystały obie strony. Drugi pracownik agencji: – Gdy pojawiały się problemy z policją, na przykład jakaś interwencja związana z agencją, padała ksywka owego funkcjonariusza i sprawa była załatwiona. Funkcjonariusze odpuszczali. 

 

Policyjna ochrona

 

Znajomość z policjantami budowała pozycję sutenera. Na przykład wspominany policjant był obecny w trakcie rozmów pana Witka w warszawskim hotelu Marriott z bliskim współpracownikiem nieżyjącego już bossa mafii pruszkowskiej Pershinga. Pan Witek co miesiąc wykonywał przelewy na konto wspomnianej osoby „za ochronę”. Współpracownik właściciela agencji: – Obecność policjanta miała dowodzić temu współpracownikowi Pershinga, że pan Witek jest osobą mającą dobre relacje z organami ścigania. 

 

Funkcjonariusz nie zaprzeczył, że był na takim spotkaniu. Twierdzi jednak, że znalazł się tam przypadkowo, ponieważ na późniejszą godzinę był umówiony z właścicielem agencji towarzyskiej. 

 

Witek informator

 

Ta relacja przynosiła też korzyści drugiej stronie. Pan Witek donosił policjantowi na własnych podopiecznych, którzy stawiali jakieś żądania lub stawali się dla niego niewygodni. Były pracownik agencji: – Szef się chwalił, że w ten sposób załatwia znajomemu policjantowi pagony. 

Inny nasz rozmówca związany niegdyś z agencją podaje przykład: – Kilka lat temu w agencji pracowała męska prostytutka. Chłopak miał na imię Łukasz. Taki światowy był. Elegancki, kulturalny, władał obcymi językami. Witek podsyłał go różnym celebrytom. Kiedyś po pijaku ten Łukasz palnął, że przed laty zabił chłopaka w Gdańsku. Witek postanowił go poświęcić, by budować pozycję policjanta X. Podkablował go temu funkcjonariuszowi. 

Sprawdziliśmy sprawę owego zabójstwa. I rzeczywiście, w 2006 roku na tle seksualnym, w niezwykle brutalny sposób zamordowany został Robert W., a sprawa latami nie mogła doczekać się wyjaśnienia. Po donosie od właściciela agencji do Warszawy zjechała z Gdańska policyjna ekipa, która badała ten trop. W czynnościach, jak ustaliliśmy, brał też udział zaprzyjaźniony z sutenerem warszawski policjant. Trop w końcu wykluczono, uznając, że były pracownik agencji nie zabił Roberta W. 

 

Jeden z byłych męskich prostytutek, pracujący u pana Witka, pamięta tylko jeden nalot policji i to tylko na jedno z mieszkań wynajmowanych przez agencję. Okazało się, że wśród legitymowanych był nieletni.

 

Dwóch naszych rozmówców wskazuje na bliskie związki pana Witka z funkcjonariuszami warszawskiego Biura Spraw Wewnętrznych Policji. To właśnie dlatego policjanci niechętnie mają zabierać się za najważniejszego warszawskiego stręczyciela. – Tam gdzie są koledzy z Biura (BSW) lepiej schodzić z drogi. Jeden lewy anonim wystarczy i ląduje się potem na bramie, miesiącami wisi się w policyjnej próżni.

 

Policjant pracujący w śródmieściu Warszawy: – Warto sprawdzić, kto bardziej korzysta na tej współpracy – policja czy pan Witek. Wygląda na to, że stręczyciel  może sobie spokojnie robić swoje i to on jest tutaj górą. 

 

 

Inne korzyści policjanta

 

Dla wspomnianego policjanta X relacja z właścicielem agencji była korzystna również z prozaicznych powodów. Były pracownik męskiego domu publicznego: – Kierowcy agencji byli jego taksówkarzami. Wozili go bezpłatnie do domu z roboty czy z imprez. Priorytetowo. 

 

Wskazany adres się zgadza. Policjant istotnie mieszka dokładnie tam, gdzie wskazał nam dawny współpracownik pana Witka. Funkcjonariusz tłumaczy, że takie sytuacje miały miejsce incydentalnie i tylko kilka razy. I rzecz ostatnia, która ma związek z całym tym uwikłaniem. Anonimowo opisywany przez nas funkcjonariusz jest gejem. Dwóch byłych pracowników agencji wskazywało nam, że bezpłatnie korzystał z usług podopiecznych podsyłanych mu przez pana Witka. Policjant zaprzecza, żeby utrzymywał intymne relacje z podopiecznymi sutenera.

       

Wystarczył telefon od Plebana i chłopak był wypuszczany

 

Policjant X to nie jedyny „dobry kontakt” właściciela burdelu. Nie mniej ważny był policjant o ksywie Pleban, który robił karierę w mokotowskiej komendzie przy Malczewskiego, dziś przeniesiony do innej warszawskiej komendy. Z nim układ był prostszy. – Pleban lubił wypić i mieszkał dość daleko, już poza Warszawą. Chłopcy, którzy byli kierowcami agencji, odwozili go do domu nawalonego do granic możliwości. Robili zakupy, załatwiali sprawunki – opisuje nasz rozmówca. Policjant odwdzięczał się, gdy pracownicy agencji wpadali w tarapaty. 

 

Były podwładny pana Witka: – Prosty przykład. Policja zatrzymuje naszego chłopaka. Kręci się przy jakichś autach w nocy. Przy sobie ma cztery telefony, jest bez dokumentów. Normalnie to pewny policyjny dołek. Ale wystarczył telefon do Plebana i chłopak był puszczany. Tego typu interwencji było sporo. 

 

Wakacje i laptop na koszt sutenera

 

Takie relacje między szefem agencji i policjantami trwają od lat. Kilka lat temu „Życie Warszawy” opisało, że wspomniany pan Witek skorumpował dwóch funkcjonariuszy wydziału kryminalnego stołecznej policji, którzy potem przeszli do CBŚ. Policjanci zlikwidowali agencję, która była konkurencją dla przybytku opisywanego sutenera. Za to pan Witek zafundował im i ich rodzinom urlopy w pensjonacie w Bukowinie Tatrzańskiej. Jeden z policjantów dostał od sutenera komputer w prezencie. Sprawa trafiła do sądu i nadal nie jest zamknięta prawomocnym wyrokiem. 

 

Groźby pana Witka

 

Gdy zwróciliśmy się do policjanta X (tego, którego autem jeździł sutener) z prośbą o kontakt, natychmiast odezwał się do nas pan Witek, czyli właściciel gejowskiej agencji. Zaczął nam grozić i szantażować nas marnymi pogróżkami. Bełkotliwie i niegramatycznie napisał, że jeśli opublikujemy tekst, to on ujawni nasze gejowskie skłonności, a dowodami mają tu być opowieści jego podopiecznych z agencji. – Nie tylko ja mam w tym cel – pogroził powiązany z policjantami sutener.

 

Wszyscy wymienieni w artykule funkcjonariusze nadal pracują w policji.

Tagi: stręczyciel, agencja towarzyska, geje, ochrona, witek, bezkarność, policjanci, prokuratorzy, sylwester latkowski, michał majewski

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone