28 Listopada 2015

Nasze śledztwa
SLiMM.jpg
autor: Sylwester Latkowski, Michał Majewski

Lista klientów gejowskiej agencji

  • Agencja (2).jpg

Na światło wydostała się baza danych klientów warszawskiej gejowskiej agencji towarzyskiej. Na liście są znane osoby, ich telefony i adresy. Są wiadomości, czyje usługi kupowali i ile razy.  Dostęp do danych mają ludzie ze świata przestępczego. Czy te informacje służą do szantażowania znanych osobistości?

 

 

Kulisy24.com są w posiadaniu informacji na temat klientów popularnej i działającej w Śródmieściu Warszawy gejowskiej agencji towarzyskiej. Chodzi o blisko setkę kluczowych, najlepiej płacących klientów. Są nazwiska lub pseudonimy, domowe adresy, numery telefonów komórkowych. Na liście znajdują się przedsiębiorcy, artyści, księża, lekarze, naukowcy, dziennikarze, zagraniczny dyplomata, człowiek pełniący ważne stanowiska w wielkiej spółce Skarbu Państwa. Nie zidentyfikowaliśmy polityków, choć jeden z naszych informatorów mówi, że i oni byli klientami tej agencji. Na liście tej są dziesiątki telefonów i adresów. Nie można wykluczyć, że są tam również dane działaczy politycznych. Znaleźliśmy jednego kandydata na polityka, który nie dostał się do parlamentu i często korzystał z usług tej agencji w warszawskich hotelach – przy Placu Zawiszy i w Alejach Jerozolimskich.  

 

Lista w posiadaniu człowieka Pershinga

 

W tej historii nie chodzi tylko o osoby z Warszawy, również z Rzeszowa, Gdańska, Katowic, Łodzi, Poznania. Dane – jak udało nam się dowiedzieć – są w posiadaniu ludzi, których nazwiska są silnie kojarzone z przestępczością. Dostęp do nich ma na przykład człowiek blisko kiedyś współpracujący z nieżyjącym już szefem mafii pruszkowskiej Andrzejem K., Pershingiem. 

 

Niepokojące SMS-y i głuche telefony

 

Czy te informacje mogą służyć do wywierania presji i szantaży? Bez wątpienia mogą. Przynajmniej dwie osoby z listy, pytane przez nas, przyznały, że odbierały dziwne telefony i SMS-y z nieznanych im numerów. Nie było w nich żądań czy gróźb. Były sugestie dotyczące orientacji seksualnej, propozycje spotkań. Menedżer bardzo znanej gwiazdy polskiego showbiznesu: – Dziwne natarczywe wiadomości i jakieś głuche telefony. Lekceważyłem to. Być może ma to związek z historią, o której odpowiadacie. 

 

Warszawski przedsiębiorca: – Wyprowadziłem się z wynajmowanego mieszkania pod adresem, który podajecie. Były jakieś dziwne anonimy, wiadomości, dzwonienie domofonem po nocy. Chyba dobrze zrobiłem. 

 

Konflikt w agencji

 

Lista powstała i wydostała się na światło dzienne w wyniku wewnętrznego konfliktu w gejowskiej agencji. Nie mamy najmniejszej wątpliwości, że jest prawdziwa. Skąd wiemy? Po pierwsze, mamy „dzienniki wyjazdowe” agencji. Są w nich daty, zgadzają się auta, z których korzystał dom publiczny, zgadzają się pseudonimy męskich prostytutek wysyłanych do klientów. Po drugie, mamy listę klientów agencji. Rozmawialiśmy z kilkunastoma osobami, które na niej są. Pięciu rozmówców przyznało nam nieoficjalnie, że korzystali z usług gejowskiego domu publicznego. Zgadzają się też prywatne adresy i przypisane do nich numery telefonów. Jesteśmy w posiadaniu wydruków bilingów telefonicznych jednego z telefonów używanych przez pracowników wspomnianego domu publicznego. Są w nich informacje o SMS-ach i rozmowach odbywanych z klientami. Numery się zgadzają. Mamy również detaliczną, udokumentowaną relację z wewnątrz agencji, potwierdzającą autentyczność danych.

 

Jestem wstrząśnięty

 

Wielu klientów agencji, z którymi rozmawialiśmy była zszokowanych. Biznesmen z branży medycznej, który przyjeżdżał z północy Polski do warszawskiego hotelu spotykać się z męskimi prostytutkami: – Co mam wam powiedzieć? Jestem wstrząśnięty! Przecież to wszystko miało się dziać w warunkach dyskrecji. Teraz okazuje się, że moje nazwisko i telefon krążą po mieście. Na szczęście nie byłem przez nikogo szantażowany, ale po tym, co mówicie, zaczynam rozważać zmianę numeru telefonu. Tyle mogę zrobić na szybko. 

 

Niektórzy klienci są na tyle zamożni, że chłopcy do towarzystwa latali do nich samolotami. Bardzo znany lekarz z wojewódzkiego miasta na południu Polski: – Zatkało mnie. Nie wiem, co powiedzieć. Na szczęście od dwóch, trzech lat nie mam z nimi kontaktu. Mam nadzieję, że ta historia nie będzie miała ciągu dalszego. 

 

Ksiądz i pastylki

 

Na liście znaleźliśmy dwóch księży. Jeden to znany duszpasterz ze Śląska. Opowiada były pracownik agencji: – Chłopaki jeździli do niego. Potem weszliśmy z księdzem w takie ciche porozumienie. Jemu zależało na tym, by zdobyć takie proszki, które można dosypać do piwa. Takie rozluźniające, usypiające. Załatwiliśmy to. Wysłaliśmy pociągiem do Katowic. Ksiądz zapłacił za te pastylki 5 tysięcy złotych.  

Zadzwoniliśmy do duchownego pod numer, który znaleźliśmy w zestawieniu. Gdy opisaliśmy mu sprawę i spytaliśmy, czy nikt go nie szantażował, nerwowo powtarzał tylko: – Nie wiem, o co chodzi. Po pytaniu, gdzie dziś pełni posługę duszpasterską, ksiądz się rozłączył. Potem jego telefon zamilkł na dobre.  

Drugi duchowny pełnił posługę na jednym z wielkich warszawskich osiedli. Były pracownik domu publicznego: – Dyskretny. Wchodziło się do niego przez garaż. Lubił podróże, wcześniej pracował na północy Polski. Z tym księdzem nie udało nam się skontaktować. Numer z listy nie odpowiadał.  

 

Jak mam z tym walczyć?

 

W zestawieniu jest też numer do znanego lekarza, ordynatora jednego z warszawskich szpitali. – Do niego to się jeździło wieczorem, do tej kliniki. Tam przyjmował chłopaków – słyszymy od rozmówcy zatrudnionego w agencji. Ordynator nie był skory do rozmowy z nami: – Nie rozmawiam o takich sprawach. 

 

Na liście jest wskazany numer komórkowy i dokładny adres przy krótkiej i jednej z najbardziej ekskluzywnych ulic w Warszawie. Przy adnotacji nie ma nazwiska. Rozmówca pod wspomnianym numerem nie zaprzeczył, że korzystał z usług agencji. – I ten adres jest na liście? Fatalna wiadomość, bo ja teraz wynajmuję komuś to mieszkanie – usłyszeliśmy w słuchawce.    

 

Natrafiliśmy na telefon i adres znanego wykładowcy uniwersyteckiego. – Nie, na razie nikt niczego ode mnie nie chciał. Ja mam 70 lat, jestem schorowany i mam to już w nosie. Jak mam z tym walczyć? Co mam z tym teraz zrobić? – powiedział nam. 

 

Na liście jest też członek władz jednej ze spółek Skarbu Państwa. – Z nim spotkania odbywały się w hotelu poza Warszawą – opisuje rozmówca z agencji. Nie udało się nam skontaktować z tą osobą. Nie odpisywała na wiadomości. 

 

Dziennikarz udaje Pawła

 

W zestawieniu pojawia się nazwisko znanego telewizyjnego dziennikarza: – On wzywał chłopaków na spotkania, które organizował w mieszkaniu w Warszawie. To były większe imprezy z udziałem prostytutek. Zabawny facet. Cała Polska wie, jak się nazywa i wygląda, a on się przedstawiał fałszywym imieniem „Paweł”. Czysta komedia – mówi nasz informator.

 

Są również na liście dane oraz telefon znanego, zamożnego przedsiębiorcy, który do niedawna był właścicielem popularnego warszawskiego klubu nocnego. 

Były pracownik domu publicznego: – Mieszka przy ulicy (…) i jeździł białym (…). Kokaina u niego zsypywała się ze stołu na dywan. Po tym ćpaniu był niezdolny do czegokolwiek, więc siedzieliśmy u niego i graliśmy w Need for Speed na konsoli. 

– Owszem, mieszkam tu. Jeździłem takim samochodem jak pan mówi. Kokaina? Nic nie wiem – powiedział biznesmen i pożegnał się. 

 

Właściciel agencji i jego sejf

 

Z dwóch źródeł związanych z agencją dowiedzieliśmy się, że jej właściciel miał w swym mieszkaniu sejf z filmami i zdjęciami. Jeden z rozmówców wskazywał nam, że na materiałach tych byli uwiecznieni klienci, korzystający z usług.

 

Z naszych informacji wynika, że policja nie wie o sprawie wypłynięcia listy na światło dzienne. Agencja towarzyska funkcjonuje nadal, choć w ostatnim czasie zmieniła siedzibę.  

 

Wkrótce opiszemy kolejne wątki związane z tą sprawą.

Tagi: agencja towarzyska, geje, baza, lista, sylwester latkowski, michał majewski

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone