18 Kwietnia 2017

Nasze śledztwa
luka2.png
autor: Łukasz Pawelski

Kto zabił Roberta?

  • Robert-Rogojski-2.jpeg
  • Robert-Rogojski.jpeg

Ciało Roberta Rogójskiego znaleziono w mieszkaniu wynajmowanym przez policjanta, który bawił się razem z nim. Na miejscu znaleziono znaczne ilości narkotyków, buteleczki z niezidentyfikowaną substancją a także policyjny mundur noszący ślady krwi. Oficjalną przyczyną zgonu jest ostra niewydolność krążeniowo-oddechowa. Rodzina i znajomi zmarłego są pewni, że Robert zmarł w wyniku podania mu wbrew jego woli GBL czyli popularnej tabletki gwałtu. Mimo to policja i prokuratura prowadzą postępowanie z tezą nieumyślnego spowodowania śmierci. Zdrowy, uprawiający sport chłopak został okrzyknięty narkomanem i ćpunem. Policjant, który był obecny na imprezie, we własnym domu w czasie gdy miało dochodzić do spożywania narkotyków nadal pełni służbę. Rodzina nie ma wątpliwości, że są osoby które chcą zatuszować całą sprawę i winą za śmierć Roberta obarczyć jego samego.

 

Czy to było morderstwo?

 

Robert Rogójski był pracowitym mężczyzną z marzeniami oraz perspektywami. Gdy zmarł miał zaledwie 25 lat. Uprawiał sport. Miał dwie pasję. Jedną z nich był tenis. Grał tak świetnie, że regularnie wygrywał lokalne turnieje. Drugą jego pasją były podróże zagraniczne. Jak twierdzą jego znajomi i rodzina każdy zarobiony grosz odkładał na podróże. Nie zarabiał wiele, ale każdy uciułany grosz  Przed śmiercią rozmawiał z siostrą i opowiadał o planach podróży do Dubaju. Nie wiedział nawet jak szybko jego marzenia mogą się skończyć

 

19 marca bieżącego roku Robert był na imprezie w Warszawskim klubie „Glam”. Zjawił się tam około godziny 2: 00 w nocy, gdyż do późnych godzin pracował, jako kelner w  jednej z warszawskich restauracji - . Około godziny 4:00 – 5:00 udał się na tzw. after do swoich znajomych mieszkających na ulicy Pokornej. Następnie został zwabiony na drugą domówkę, czyli imprezę w mieszkaniu znajomych, na tej samej ulicy. Była to jego ostatnia domówka w życiu. Tym razem z Robertem na imprezie bawił się między innymi Marcin G., Damian K. oraz Daniel U.. Wszyscy trzej panowie mają byli lub są ze sobą w bliskich relacjach. Robert był homoseksualistą i tego nie krył. Jak twierdzi siostra zmarłego z jednym z mężczyzn (Damianem K.) coś go w przeszłości łączyło. Damian K. jest według rodziny i znajomych czynnym funkcjonariuszem policji.

 

Finał imprezy dla Roberta okazał się tragiczny. Uczestnicy wezwali na miejsce pogotowie, które na miejscu stwierdziło zgon Roberta. Oficjalnym powodem śmierci była ostra niewydolność krążeniowo-oddechowa.

 

Ponieważ Robert był znany w warszawskim środowisku informacja o jego śmierci szybko rozeszła się po mediach społecznościowych. Niestety niemal natychmiast okrzyknięto go narkomanem, który przedawkował. Jak twierdzi siostra zmarłego jej brat taki nie był. Był ciężko pracującym młodym mężczyzną, który lubił się bawić, ale nie sięgał po narkotyki. Wersja o przedawkowaniu zdaje się być zaakceptowana nawet przez śledczych, którzy nie specjalnie chcą zastanawiać się nad prawdziwym przebiegiem zdarzeń.

 

Nieoficjalnie na miejscu zdarzenia znaleziono spore ilości plastikowych słomek, strzykawki, nieznanego pochodzenia białe proszki. Na miejscu zabezpieczono też 8 buteleczek z nieznanym płynem. Gdy wezwano pogotowie na miejscu był właśnie Marcin G., Damian K. oraz Daniel U. Do zgonu doszło w mieszkaniu wynajmowanym przez czynnego funkcjonariusza policji. Już samo to powinno wywołać poważną aferę. Do tego na miejscu znaleziono narkotyki oraz środki służące ich spożyciu. Czy to normalne, aby w mieszkaniach policjantów dochodziło do spożywania narkotyków? Gdy na miejsce przyjechało wezwane pogotowie Robert był rozebrany. Pozostali panowie byli ubrani. Na miejscu zabezpieczono też 4 telefony i tylko 3 karty SIM. Ciało Roberta nosiło na sobie też oznaki odbycia stosunku seksualnego, ale jak twierdzi jeden z uczestników imprezy odbyło się to za zgodą zmarłego. Nie wiadomo jak funkcjonariusze chcą ustalić, że stosunek odbył się za zgodą zmarłego i dlaczego w jego ciele znaleziono ślady pigułki gwałtu.

 

Kontrowersje dotyczą także osoby Damiana K., który w środowisku homoseksualistów jest znany jako osoba rozprowadzająca narkotyki. Udało nam się też dotrzeć do osoby, która potwierdziła, że feralnej nocy Damian K. miał przyjmować narkotyki jednak dziwnym trafem w jego moczu nie wykryto śladów zakazanych substancji. Śledczy zignorowali też pierwszą domówkę na której bawił się Robert nie prowadząc czynności wobec osób na niej zgromadzonych.

 

 

Robert-Rogojski-5.jpgRobert z powodzeniem występował w turniejach tenisowych.

 

Według siostry zmarłego całe postępowanie jest prowadzone tak, aby winą za śmierć obciążyć samego denata. Jest tak pomimo tego, że w jego ciele znaleziono ślady GBL, czyli popularnej tabletki gwałtu. Co więcej na mundurze policyjnym należącym do Damiana K. w okolicach pasa znaleziono ślady krwi. Według naszej wiedzy policja prowadząca te postępowanie kompletnie ignoruje wnioski dowodowe składane przez siostrę Roberta. Sprawę prowadzi komenda policji przy ulicy Wilczej w Warszawie. Najbardziej bulwersujący jest fakt, że Damian K. ma dalej pracować, jako policjant, chociaż w jego domu znaleziono narkotyki - winą za ich sprowadzenie wszyscy trzej panowie obciążyli zmarłego. Damian K. miał też użyczać swojego munduru policyjnego Danielowi U., który zamieścił swoje zdjęcie w mundurze na swoim oficjalnym profilu na Facebooku.

 

Kto znał Roberta wie, że on taki po prostu nie był. Był mi najbliższą osobą, którą znałam od urodzenia. Wiem, że sam by nie sięgnął po GBL, jak i po inne narkotyki – mówi siostra zmarłego. Teraz, gdy policja prowadzi tak a nie inaczej postępowanie jeszcze tylko upewniam się w przekonaniu, że jego celem nie jest ustalenie mordercy mojego brata, ale zamiecenie sprawy pod dywan. Sama zgłaszam się z wnioskami, przedstawiam nowe tropy i wskazuję potencjalnych świadków imprezy. Funkcjonariusz prowadzący postępowanie jakoś nie specjalnie jest zainteresowany moimi wskazówkami. Do tej pory nie wiem, czy Damian K. Daniel U. oraz Marcin G. byli przebadani na obecność narkotyków. Sam fakt, że policjant dopuścił, aby na jego domówce były narkotyki jest nie do pomyślenia. Wiem, że darzył mojego brata uczuciem, czego brat nie odwzajemniał. Być może ktoś podał mu na imprezie GBL tylko po to żeby go zgwałcić. Wiem, że na Daniela K. padło w jego środowisku podejrzenie odpowiedzialności za śmierć brata. Gdy ktoś zaczyna go wypytywać o przebieg wydarzeń nie dość, że robi się agresywny to zaczyna wymachiwać odznaką policyjną. Czy ktoś taki powinien być czynnym funkcjonariuszem? – pyta siostra zmarłego. Gdy takie wątki jak ślady krwi na mundurze policyjnym są ignorowane, jak mam wierzyć w obiektywność prowadzonego postępowania?

 

Wiemy, że prokurator prowadzący postępowanie z Prokuratury Rejonowej Warszawa Śródmieście-Północ – Jerzy Mierzejewski, który w przeszłości prowadził sprawy mafii pruszkowskiej, unika spotkania z adwokatem siostry Roberta. I to pomimo faktu, że specjalny nadzór nad postępowaniem podjęła Prokuratura Generalna na polecenie Zbigniewa Ziobro. Z serią pytań zwróciliśmy się do prokuratury oraz KRP I w Warszawie na ulicy Wilczej, której funkcjonariusze prowadzą poszczególne czynności. Oficer prasowy odesłał nas z pytaniami do prokuratury, która jest "gospodarzem postępowania".

 

Obiecujemy, że będziemy na bieżąco informować o wynikach naszego dziennikarskiego śledztwa w tej sprawie. Jednocześnie prosimy wszystkich, którzy mogą mieć wiedzę na temat wydarzeń feralnego dnia prosimy o kontakt z naszymi dziennikarzami.

Tagi: robert rogójski, śmierć, gbl, policja, narkotyki

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone