15 Lipca 2015

Nasze śledztwa
MiA.jpg
autor: Agnieszka Burzyńska, Michał Majewski

Kasa z europarlamentu na promocję syna Ryszarda Czarneckiego

  • Czarneckib1.jpg
  • zdjecie1 (1).JPG
  • zdjecie2 (1).JPG
  • zdjecie3 (1).JPG
  • CzarneckiFB (1).jpg

Ryszard Czarnecki za pieniądze europarlamentu finansuje kampanię polityczną swego syna. Moralnie i finansowo sprawa jest bulwersująca. 

 

Wrocław. Po wyborach prezydenckich w mieście pojawiło się mnóstwo billboardów i citylightów z napisami: „Dziękujemy za chęć zmian. Poseł Czarnecki”, „Przyszłość w młodych rękach. Poseł Czarnecki” albo samo „Poseł Czarnecki”. Nie ma na nich zdjęć i imion. Częściowo tę historię opisały: lokalna „Gazeta Wyborcza” i „Gazeta Wrocławska". Ale sprawa jest dużo poważniejsza. 

 

Poseł Czarnecki i Facebook

 

Część z tych billboardów ma logo frakcji Konserwatystów i Reformatorów w Europarlamencie, do którego należy Prawo i Sprawiedliwość oraz Ryszard Czarnecki. Co więcej, na niektórych, opatrzonych frakcyjnym znakiem, pojawia się tekst: „Znajdź mnie na Facebooku. Poseł Czarnecki”. Wpisaliśmy w Facebooku frazę „poseł Czarnecki”. Znaleźliśmy: syna Ryszarda Czarneckiego, Przemysława, który jest wrocławskim parlamentarzystą PiS-u od ubiegłego roku. I który chce znaleźć się w Sejmie w następnej kadencji. 

 

Czy Wrocław jest w Wielkopolsce?

 

Jego tata Ryszard nie kandydował ostatnio z Wrocławia, a z Wielkopolski, a wcześniej jeszcze z okręgu kujawsko-pomorskiego. Tym bardziej zadziwiająca jest zmasowana billboardowa akcja akurat w stolicy Dolnego Śląska za którą płaci europarlament. Żeby oddać sprawiedliwość, należy zaznaczyć, że za część promocji „posła Czarneckiego” zapłacił syn europarlamentarzysty. Za te billboardy bez loga Konserwatystów i Reformatorów. Na resztę pieniądze poszły z europarlamentu. Jak to możliwe? 

 

10 tysięcy euro na promocję

 

Rozmawiamy z jednym z europarlamentarzystów PiS: – Każdy poseł może skorzystać z pieniędzy na promocję swojej pracy i frakcji. Z tego, co pamiętam, to 10 tysięcy euro na głowę rocznie. Wystarczy uzyskać akceptację szefostwa frakcji. Czarneckiego we władzach frakcji nie ma, ale jako wiceszef parlamentu europejskiego pozostaje osobą wpływową.  

Najczęściej europosłowie wydają broszury, gdzie chwalą się swoją aktywnością, organizują konferencje, by się promować. Jednak chyba nikt dotąd nie zorganizował z tych pieniędzy politycznej kampanii dla syna.

 

Co na to europoseł Czarnecki?

 

Zadzwoniliśmy do Ryszarda Czarneckiego, by wyjaśnił nam tę sprawę.  

– Jaki jest cel tej akcji?

– To moja akcja i moją akcję finansuje oczywiście frakcja Konserwatystów i Reformatorów. Ze środków, które każdy poseł ma do dyspozycji, i każdy poseł te środki w ten czy inny sposób wykorzystuje.

– Na niektórych plakatach jest napisane: „Znajdź mnie na Facebooku. Poseł Czarnecki”. Gdy się wpisze do okienka na Facebooku frazę „poseł Czarnecki”, pojawia się strona pańskiego syna.

– Przed chwilą panu powiedziałem. Niech pan uważnie słucha – za moje billboardy płaci frakcja. A za billboardy syna płaci…

– Nie, to pan mnie źle zrozumiał. To jest billboard, na którym jest logo frakcji.

– To aż się wydaje nieprawdopodobne. To bardzo proszę o przysłanie mi tego, bo to jest niemożliwe. 

– Ale co jest niemożliwe? Mamy zdjęcie zrobione we Wrocławiu.

– To bardzo proszę o przysłanie mi tego. To oczywiście jest jakieś zupełne nieporozumienie. 

– Dlaczego pan się promuje w ten sposób we Wrocławiu? Przecież startuje pan z zupełnie innego okręgu wyborczego?

– Mam prawo promować się we Wrocławiu. I z tego prawa korzystam. Na pewno nie będzie pan ani pani Agnieszka Burzyńska mówić mi, w jakim okręgu mogę się promować.

– Ile kosztowała ta akcja?

– To są sprawy techniczne. To wie administracja naszej frakcji. I proszę do niej się zwrócić. 

– Kto panu zaakceptował ten wydatek? Profesor Ryszard Legutko, wiceszef frakcji, czy ktoś inny?

– Oczywiście, administracja frakcji. Ludzie, którzy się tym zajmują na co dzień.

– Ale ktoś konkretny z imienia i nazwiska? 

– Są osoby, które się tym zajmują, które to akceptują.

– To komu przedstawił pan ten projekt?

– Nie ja, tylko mój staff i staffowi frakcji.

– Ile pan wykupił tych citylightów i billboardów we Wrocławiu?

– Musiałbym sprawdzić, w tej chwili z głowy nie powiem. Sprawdzę.

 

Co ustalił Ryszard Czarnecki

 

Zgodnie z prośbą Ryszarda Czarneckiego wysłaliśmy mu zdjęcia. 

Oddzwonił po kilkudziesięciu minutach, wyraźnie zdenerwowany, ale próbował przekonywać, że wszystko jest w porządku.

– Chodzi o Ryszarda Czarneckiego! – oznajmił nam.

– Jeszcze raz. Jak się wpisuje frazę „poseł Czarnecki” do Facebooka, to pojawia się fanpage pańskiego syna.

– Ja mam Facebooka. Myślę, że póki co, to jeszcze bardziej znanego niż poseł Czarnecki.

– Chwileczkę. Jeśli się wpisze frazę, którą się proponuje na pańskim billboardzie czyli „poseł Czarnecki” to pojawia się pański syn, nie pan.

– Wiadomo, że jak na Facebooku to chodzi o Facebooka mojego.

– No właśnie nie. Zupełnie nie wiadomo.

– Wiadomo, że chodzi o mnie, o moje billboardy. Logo frakcji jest absolutnie uprawnione. Nie ma żadnego problemu ani formalnoprawnego, ani innego. O taki billboard właśnie chodziło.

 

Rzeczywiście. Wydaje się, że właśnie o to chodziło. Billboardy i citylighty to droga impreza. Miesiąc reklamy na jednym tylko billboardzie to koszt przynajmniej ok. 350 złotych, a na citylighcie ok. 400 złotych. W tej sytuacji wsparcie Unii dla „posła Czarneckiego” jest cenne. Nawet bardzo.   

Tagi: ryszard czarneci, przemysław czarnecki, europarlament, kampania, finansowanie

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone