28 Września 2015

Gospodarka
DSC1066.jpg
autor: Olga Wasilewska

Urzędnik nasz wszechmogący. Cud w Wałbrzychu

  • lody1.jpg

W Polsce prowadzenie firmy to prawdziwa ruletka. Przekonał się o tym Aleksander Kowalczyk ze Starych Bogaczowic. Wałbrzyski urząd skarbowy zamienił produkowane przez niego lody w wodę. Skarbowy cud kosztował przedsiębiorcę niemal milion złotych i utratę rodzinnej, prowadzonej od kilkunastu lat firmy. Czy to odosobniony przypadek? Nie. Podobnych „cudów” w Wałbrzychu było znacznie więcej...

 


Olga Wasilewska: Trwająca od kilku lat batalia. Opinie specjalistów. Kontrole. Co trzeba produkować, by wzbudzić aż takie zainteresowanie państwa? Środki masowego rażenia?

 

Aleksander Kowalczyk: W Polsce wystarczy cokolwiek. Ja produkowałem lody.

 

Z podejrzanych składników?

 

Sok, woda i składniki ułatwiające zamrażanie, których nie używa się do produkcji napojów, i które powodują że produkt nabiera cech i właściwości lodowych. Wszystko pakowane próżniowo. Lody z koncentratów smakowo-aromatycznych. Zupełnie zwyczajne. Tylko nazwa, jak widać, może niektórych zmylić...


 

Urząd skarbowy zmyliła...

 

Pierwsza kontrola wpadła do firmy w 2012 roku. Od tego momentu trwało postępowanie. Dwa lata urzędnicy sprawdzali czy lody to lody, a potem orzekli, że tak naprawdę nie sprzedaję lodów...

 

Skoro nie lody, to co?

 

Napój. Firmę założyłem w 1997 roku. To była firma rodzinna. Przez 17 lat produkowałem lody. Nikt nie miał zastrzeżeń.

 

Po 17 latach urzędnicy zamienili lody w napój. Cud. Jak w Kanie Galilejskiej...

 

Tylko tam od zamienionej w wino wody nikt nie musiał odprowadzać podatku. Mnie ten skarbowy cud kosztował prawie milion złotych. Prawie milion domniemanego, zaległego podatku. Dlaczego? Dla lodów stawka VAT to 5% a dla napojów już 23%... Domniemane zaległości policzono kilka lat wstecz.

 

Jak zamienia się lody w napój?

 

Zaczęło się od podejrzenia, że nie produkuję lodów... bo nie używam mleka. Mam to w protokole. Tłumaczyłem, że lody powstają nie tylko z mleka. Po jakimś czasie, ze wstydem w oczach, uznali to. Wtedy może nie zauważyłem, że ten wstyd w ich oczach był jednocześnie zapowiedzią dalszych kłopotów. Pojawił się problem formy, w jakiej produkt opuszcza fabrykę. Urzędnicy dowodzili, że coś, co produkowane jest jako płyn, a dopiero potem zamrażane, nie jest lodem. Udowodnienie, że każdy lód przed zamrożeniem ma postać płynną, zajęło mi kilka lat i kosztowało utratę firmy.

 

Klienci kupowali lody w płynie?


 

Nie. Przed sprzedażą produkt był zamrażany i sprzedawany z zamrażarki. Jak wszystkie lody. Firma funkcjonowała kilkanaście lat. Zatrudniałem wiele osób, mozolnie budowałem prestiż firmy, kreowałem markę, pozyskiwałem kontrahentów i co? Wszystko zniszczone, przez jedną absurdalną decyzję urzędnika.

 

Były próby odwołania się od decyzji urzędu?


 

Część pism pozostawała bez odpowiedzi, część nie była brana pod uwagę, wracał do mnie jedynie bełkot o tym, że mają rację. Jeżeli urzędnik wyda decyzję, nic nie da się zrobić. Podobnie jak z urzędnikiem, który za błędne decyzje nie ponosi odpowiedzialności. Tak się w tym kraju postępuje z przedsiębiorcami. Decyzja urzędu – i do drzwi puka komornik.

 

Do pana zapukał...

 

Bardzo szybko. Chciał się spotkać. Powiedział, że zna składniki mojego majątku i chce ustalić szczegóły co do tego, jak mam zamiar spłacać zaległy podatek.

 

Próbował pan spłacać?

 

Nie miałem z czego. Urzędnicy skarbowi zwrócili się do moich kontrahentów z pytaniami. O mnie, o dostawy... Wie pani, jak to jest, gdy w środowisku rozejdzie się wiadomość, że kimś interesuje się urząd skarbowy? Ludzie się odsuwają. Natychmiast. Byli też tacy, którym sugerowano, iż jeśli ja zapłaciłem za małą sumę podatku, to zaległa różnica może być wymagana także od nich. Za kilka lat wstecz! Za okres, gdy pobierali ode mnie towar. Kontrahenci, zaczęli się wycofywać. W latach 2012–2014 obroty firmy spadły niemal do zera.


 

Kontrahenci mówili wprost, że dlatego rezygnują ze współpracy?

 

Tak. Przepraszali, ale nie chcieli kłopotów. Straciłem źródło utrzymania. Dziś część przedsiębiorstwa utrzymuję tylko po to, żeby można było toczyć spór z urzędem skarbowym. Gdy zamknę firmę, wszystko przepadnie.

 

Batalia sądowa. Ze skarbówką można wygrać?

 

Pierwszy sukces jest. Tydzień temu Sąd Administracyjny we Wrocławiu przyznał mi rację. Urzędnik popełnił błąd. Mają zwrócić nadpłacony podatek w kwocie kilkuset tysięcy, koszty sądowe etc. Mogę walczyć o odszkodowanie.

 

Firma wróci na rynek?

 

Tak, ale nie w Polsce. Wciąż chcę produkować lody, ale firmę przeniosę do Niemiec. Wolę płacić podatek Niemcom. Tam urzędnik jest dla obywatela, a nie na odwrót. Tu za doprowadzenie mnie do ruiny nikt nawet nie przeprosił.

 

Urzędnicy byli na sali podczas ogłoszenia wyroku?

 

Nie. Był jakiś prawnik wysłany przez Izbę Skarbową we Wrocławiu który wnosił o oddalenie naszego zaskarżenia ich decyzji. Jak pracują urzędnicy, o ich cynizmie, bezczelności, a przede wszystkim o ich demoralizacji niech świadczy fakt, że w czasie przesłuchania w prokuraturze jeden z nich na pytanie, jak ocenia swoją pracę, odpowiedział, że jest inspektorem od 15 lat i że średnio co trzy lata podejmuje błędną decyzję, w wyniku której stworzona od podstaw firma zostaje zniszczona do cna. Powiedział to ot tak, po prostu...

 

Zadziwiająca szczerość

 

Chyba zaskoczenie. Sam nie mogłem uwierzyć, ale to jest udokumentowane. Zresztą, czemu miałby tego nie powiedzieć – i tak nie poniesie konsekwencji. Żyjemy w kraju, który jest krzyżówką Mongolii i Korei.

 

Firm, które upadły, jest więcej?

 

Jest wiele podobnych firm. Wielu przedsiębiorców, którzy zostali potraktowani przez urzędników skarbowych z Wałbrzycha bardzo niesprawiedliwie. Integrujemy się. Wyszukujemy pokrzywdzonych. Winnych błędów urzędników postawimy przed wymiarem sprawiedliwości. Jest nas już kilkunastu. Wkrótce pierwsze pozwy.


 

Wałbrzyski ruch oporu...

 

A co możemy zrobić? W Polsce, gdy machina fiskalna ruszy, trudno ją zatrzymać. Nawet po decyzji sądu, który przyzna, że to urzędnik popełnił błąd. Sam byłem zaskoczony. Myślałem, że korzystny wyrok zamyka sprawę. Okazuje się, że to dopiero początek. Mimo wyroku, sami musimy dalej sądzić się z syndykiem, z poborcą podatkowym. To trwa latami, a wyprzedaż majątku trwa...

Tagi: Wałbrzych, Aleksander Kowalczyk, urząd skarbowy, bankructwo, podatek wstecz, wyrok, wyprzedaż majątku, komornik, Olga Wasilewska

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone