29 Lipca 2015

Gospodarka
DSC1007.jpg
autor: Paulina Socha-Jakubowska

Polska? To nie jest kraj dla freelancerów

  • 2608975252cd92bbc6aez.jpg (fot. flickr.com)

Działająca w USA „Unia freelancerów” liczy 300 tysięcy członków, a w ciągu ostatnich siedmiu lat liczba ta zwiększyła się czterokrotnie. Członkowie unii mogą liczyć na ubezpieczenie zdrowotne i ubezpieczenie na życie, darmowe porady prawne, zniżki na zabiegi dentystyczne czy darmowe zajęcia jogi. Ci, którzy mieszkają w Nowym Jorku, mogą korzystać z dwóch przychodni podstawowej opieki zdrowotnej. Dla wolnych strzelców z Polski amerykańskie standardy mogą wydawać się egzotyką. Polskim freelancerom zamiast bezpieczeństwa socjalnego fundowany jest raczej zawodowy survival.

 


Z danych rejestru REGON z maja 2015 roku wynika, że w Polsce zarejestrowanych jest prawie 3 miliony jednoosobowych działalności gospodarczych. Odsetek osób pracujących wyłącznie na umowach cywilnoprawnych, umowach zlecenia i umowach o dzieło jest trudny do oszacowania. Według danych Ministerstwa Finansów w 2012 roku było to 916 tysięcy osób (wobec 580 tys. w roku 2002), wg danych GUS w 2010 roku było to 547 tys. osób, w 2011 roku – 1,01 mln, w 2012 roku – 1,35 mln, a w 2013 – 1,4 mln. Wzrost jest więc bardzo wyraźny.

 

A freelancerów w Polsce może być już nawet kilka milionów.

 

Kim są?

 

Jak przypominają eksperci z Fundacji Kaleckiego, która zajmuje się m.in. badaniem procesów gospodarczych – wyrażenie „freelancerzy”, czy jego spolszczona wersja „wolni strzelcy”, oznacza profesjonalistów, którzy decydują się pracować na własny rachunek i poza tradycyjnym, fabrycznym modelem organizacji pracy. Z założenia mają więc na tyle dobrą sytuację zawodową, że mogą pozwolić sobie na więcej samodzielności i wolności w zarabianiu pieniędzy. Na pewno część profesjonalistów w Polsce jest w takiej sytuacji: menedżerowie pracujący na kontraktach, dobrze opłacani artyści, graficy i programiści etc.

 

– Z danych Global Entrepreneurship Monitor 2014 wiemy jednak, że około 50 proc. przedsiębiorczości w Polsce to przedsiębiorczość z konieczności, tj. rozpoczęta w sytuacji, w której była to dla danej osoby jedyna możliwość zdobycia pracy. Samozatrudnienie w Polsce jest bardzo często wymuszone przez pracodawców i jest dla nich sposobem na unikanie przepisów dotyczących wynagrodzenia minimalnego, higieny i bezpieczeństwa pracy itd. „Freelancerami” w sensie prawnym są więc w Polsce taksówkarze, sprzątaczki i wykonawcy innych zawodów, którzy powinni wykonywać pracę na standardowych umowach o pracę, ale są zmuszeni do bycia „przedsiębiorcami” – zauważają Karol Muszyński i Filip Konopczyński, eksperci z Fundacji Kaleckiego.

 

Etat w cenie

 

Z badań prof. Patricii Leighton z IPAG Business School we Francji, przeprowadzonych dla Europejskiego Forum Wolnych Zawodów (EFIP), wynika bowiem, że 58 proc. ankietowanych ze wszystkich krajów Unii Europejskiej woli pracować na etacie. 37 proc. preferuje samozatrudnienie. Jak odnotowano w raporcie, choć wzrost liczby „independent professionals”, czyli niezależnych specjalistów, nie był równy w całej Unii. Najwidoczniejszy w Holandii, Polsce i Francji.

 


Rzadko jednak w Polsce zwraca się uwagę na problemy, z którymi każdy, kto zawodowo jest sobie sterem, żeglarzem, okrętem – się zetknął.

Bo o ile istnieją organizacje, które w jakiejś formie zrzeszają freelancerów związanych z konkretną branżą, o tyle organizacji skupiających ludzi różnych profesji brakuje. A o tym, że rozwiązanie takie jest możliwe, najlepiej świadczyć może amerykańska „Unia freelancerów”, która z powodzeniem działa od 20 lat. Na jej czele stoi Sara Horowitz, prawniczka specjalizująca się w prawie pracy.

 

Horowitz już w 1995 roku przewidziała, że formy zatrudnienia będą się zmieniać i wypracowanie nowego typu pewnych zabezpieczeń prawnych i społecznych dla wolnych strzelców powinno być priorytetem dla jej organizacji. Szczególnie że dziś wymiar pracy wolnych strzelców przypomina pracę na pełnym etacie, a czasem nawet na dwóch. Dlatego powinny im się należeć pewne profity. I dlatego, jak podkreśla, należy stworzyć jednolity front w walce o prawa wolnych strzelców. Jednolity – czyli niepodlegający politycznym podziałom. Tym bardziej że szeregi freelancerów będą się powiększać. I lobbing zwyczajnie staje się niezbędny.

 

Wolność okupiona ryzykiem

 

Wojciech Wawrzak, prawnik obsługujący branżę kreatywną, przyznaje, że polscy freelancerzy muszą zmagać się z problemami wynikającymi ze specyfiki pracy na własny rachunek. A nie wszyscy decydujący się na taką pracę albo na nią skazywani przez uwalniającego się od etatów pracodawcę – są świadomi zagrożeń.
Jednak każdy freelancer, który podejmuje się współpracy z polskimi firmami i kontrahentami, musi wiedzieć, że ze zmianą formy zatrudnienia ryzyko wzrasta pojawienia się kłopotów.

 

Największy problem w wypadku osób prywatnych, pracujących na podstawie umowy o dzieło – zawsze jest ten sam.  I dotyczy opóźnień w płatnościach za wykonaną pracę albo nawet problemów z wyegzekwowaniem zarobionych pieniędzy.

 

Kolejne wyzwanie, któremu sprostać muszą przedstawiciele branży kreatywnej, jak choćby graficy, to umowy spisywane ze zleceniodawcą. – Klienci zamawiają dzieło bez dokładnej specyfikacji, a gdy freelancer zakończy pracę, zaczyna się wybrzydzanie – mówi ekspert.

 

Dlatego coraz więcej freelancerów, ludzie nauczeni przykrymi doświadczeniami, już na etapie formułowania umowy zabezpieczają się przed kaprysami zleceniodawcy. – Chcą, by w umowach zaznaczano konieczność akceptacji efektów na kolejnych etapach pracy. Oczekują dokładnej specyfikacji, jasno zapisanych oczekiwań – dodaje Wawrzak.

 

W wypadku umów podpisywanych z zagranicznymi kontrahentami, ryzyko pojawienia się takich problemów jest mniejsze. Na Zachodzie rynek freelancerów ma dużo większe tradycje. U nas dopiero się rozwija.

 

Wawrzak zwraca uwagę na jeszcze jeden problem. – Większość moich klientów pracujących w ramach umowy o dzieło nie interesuje się problemami ubezpieczenia społecznego. Albo, gdyby chcieli samodzielnie opłacać składki, rezygnują z nich, jak tylko dowiedzą się, ile to by ich kosztowało – mówi.

 

Niezdrowa konkurencja

 

 

Zdaniem socjologa prawa Karola Muszyńskiego i prawnika Filipa Konopczyńskiego, prawdopodobnie najistotniejszym wyzwaniem stojącym przed freelancerami jest reorganizacja wewnątrzsektorowa. Podjęcie działań, dzięki którym można by zapobiec niezdrowej konkurencji między pracownikami, wymuszającej obniżanie standardów płacowych.

 

– W Polsce niezdrowa konkurencja między pracownikami często powoduje bardzo mocne wzmocnienie pozycji zleceniodawców/pracodawców i w konsekwencji to, że standardem w wielu branżach jest pracowanie za „portfolio” czy „wpis do CV” – zauważają.
Prócz tego, jako najważniejsze problemy freelancerów wymieniają niestabilność zatrudnienia, bo samozatrudnionych nie obejmują przepisy dotyczące okresu wypowiedzenia, życie „od pierwszego do pierwszego”, ryzyko socjalne związane z niższym oskładkowaniem.

 

Rzecznik freelancerów

 

– Połączenie sił freelancerów to wymóg dzisiejszej ekonomii – przyznaje Sara Horowitz w rozmowie z magazynem „The Atlantic”. I dodaje, że zmienia się świadomość innych aktywnych zawodowo. Jej zdaniem do ludzi dociera, że mogą stać się wolnymi strzelcami w jakimś momencie swojego życia.

 

Także dlatego założona przez nią w USA „Unia freelancerów” dziś zrzesza pracowników branży IT, copywriterów, projektantów stron internetowych, artystów wizualnych, konsultantów biznesowo-rozwojowych, dziennikarzy i coachów. Liczba profesji, w których praca na zasadzie freelancingu jest możliwa, stale rośnie.

 

Czy w polskich warunkach taka unia miałaby sens? – Jeśli chodzi o Polskę, warto przypomnieć, że w niedawnym orzeczeniu Trybunał Konstytucyjny uznał za niezgodny z konstytucją i ratyfikowanymi umowami międzynarodowymi zakaz zrzeszania się w związkach zawodowych dla pracowników na umowach cywilnoprawnych i samozatrudnionych. Tym samym taką instytucją „rzecznika freelancerów” mogą zostać po prostu związki zawodowe. Tak byłoby zdecydowanie najlepiej i najprościej. Szczególnie w kontekście słabej pozycji związków w Polsce oraz niewielkiej siły pracowników w negocjowaniu wysokości pensji w rozmowach z pracodawcami w skali całej polskiej gospodarki. Na problem ten zwraca uwagę m.in. prof. Marek Belka. Aby jednak związki zawodowe mogły realizować tę funkcję, potrzebna jest nowelizacja prawa, która w świetle wyroku TK jest koniecznością – podkreślają eksperci Fundacji Kaleckiego.

 

Pytanie o to, czy polscy freelancerzy doczekają się profitów choćby podobnych do tych, na które mogą liczyć ich amerykańscy koledzy – z roku na rok staje się więc coraz bardziej zasadne. Pojawiają się też pierwsze jaskółki zwiastujące odwilż w życiu przynajmniej niektórych freelancerów. Jakiś czas temu Związek Artystów Scen Polskich i Press Club Polska wynegocjowały dostęp do tańszych od standardowych pakietów ubezpieczenia medycznego, ubezpieczenia na życie i opcję asysty prawnej dla ludzi kultury i mediów. Czyli zabezpieczenia, na które od dawna mogą liczyć pracownicy wielu korporacji.

 

Wolni strzelcy działający w innych branżach na zmiany muszą jeszcze poczekać.

Tagi: freelancer, umowa zlecenie, umowa o dzieło, jednoosobowa działalność, samozatrudnienie, unia freelancerów, fundacja kaleckiego

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone