02 Września 2015

Gospodarka
AiO.jpg
autor: Agnieszka Burzyńska, Olga Wasilewska

Pigułkowy biznes

  • A3.JPG Dlaczego droższy środek sprzedaje się jak świeże bułeczki? (fot. O.Wasilewska)

 

W styczniu niecałe 15% udziałów w rynku. W czerwcu ponad 77%. O takim wzroście sprzedaży marzy niejedna firma. Reklama? Promocja? Nie. Przychylność UE i decyzja MZ.

 

Co, jeśli podczas stosunku pęknie prezerwatywa, albo jeśli przydarzy nam się stosunek bez zabezpieczenia? Do kwietnia tego roku środki tzw. antykoncepcji awaryjnej dostępne były jedynie na receptę. Pacjentkom zapisywano Escapelle lub EllaOne. Częściej tę pierwszą. Powód? Mniejsza dawka hormonów, a więc i niższe ryzyko skutków ubocznych, poza tym cena. Escapelle kosztuje 40–50 złotych. EllaOne ponad 120.

 

Z danych, do których dotarliśmy, wynika, że w styczniu 2015 roku sprzedano jedynie nieco ponad 2 tysiące opakowań EllaOne. W maju już ponad 16 tysięcy. Dlaczego droższy środek sprzedaje się jak świeże bułeczki? W połowie kwietnia zapadła decyzja: EllaOne dostępna bez recepty.

 

Antykoncepcja awaryjna? Dwukrotny wzrost sprzedaży

Sprzedaż EllaOne bez recepty to efekt decyzji, którą na początku stycznia podjęła Komisja Europejska. Ministerstwo Zdrowia przyznało, że „nie miało wyboru”. Polskie prawo dostosowano do norm europejskich.

 

Wraz ze sprzedażą EllaOne, znacząco wzrosła też popularność antykoncepcji awaryjnej. Od stycznia do kwietnia sprzedano 17 tysięcy opakowań tego typu środków. W ciągu trzech miesięcy dostępności bez recepty z aptek zniknęło prawie 36 tysięcy opakowań samego tylko EllaOne.

 

– Wcześniej odbierałem kilka telefonów w miesiącu. Kobiety prosiły o receptę. Teraz nie dzwonią. Wiedzą, że nie potrzebują recepty – mówi ginekolog Jacek Tulimowski.

 

Taka sytuacja ma swoje plusy i minusy. Plus to niewątpliwie fakt większej dostępności do takich środków. Właścicielka apteki na warszawskim Ursynowie mówi, że wcześniej zdarzały jej się wizyty zapłakanych dziewczyn, proszących o pomoc. Albo nie było ich stać na wizytę u ginekologa, albo ten odmówił wydania recepty. – Dziś, jeśli dziewczyna ma skończone 15 lat, podobnych kłopotów nie ma – słyszymy.

Minusy?

 

Cztery dawki w miesiącu

W ulotce EllaOne zapisano, by w przypadku wątpliwości związanych ze stosowaniem leku zwrócić się do lekarza.
– Nie przypominam sobie, żeby którakolwiek z pacjentek konsultowała się, choćby telefonicznie – mówi dr Tulimowski.

– Wydawanie tego typu środków powinno być monitorowane przez lekarzy – twierdzi Marek Jędrzejczak, wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej. Przekonuje, że EllaOne powinna być dostępna, ale tylko na receptę. Dlaczego? – Znamy wpływ tego rodzaju medykamentów na organizm kobiet. Przykładem mogą być NRD-owskie pływaczki, którym podawano podobne środki w latach osiemdziesiątych. Panie m.in. wcześnie przekwitały, środki hormonalne zmieniały ich ciała i przyśpieszały proces starzenia – tłumaczy.

Problemem nie jest jednorazowe zażycie tabletki. Lekarze martwią się o kobiety, głównie nastolatki, które mogą używać antykoncepcji awaryjnej cyklicznie. Jeden z farmaceutów mówi nam o klientce, która po tabletkę przychodziła cztery razy w ciągu jednego tylko miesiąca.

 

Bunt aptekarzy
– Zdarzyło mi się potrzebować tabletki. Młoda farmaceutka z miłej kobiety natychmiast zmieniła się w nieprzyjemną hydrę o lodowatym głosie. Ewidentnie nie podobały jej się moje potrzeby. Poprosiła o dowód (mam 30 lat), który skrupulatnie sprawdzała przez ok. 4 min. Czułam się zdecydowanie jak kryminalistka – napisała do redakcji jedna z czytelniczek po publikacji naszego pierwszego tekstu na temat tabletek po.

 

 

Niechęć, z jaką spotykają się w aptekach kobiety próbujące nabyć legalnie dostępny środek, to problem. Jednak, jak donoszą nasi czytelnicy, w wielu aptekach tabletek po prostu nie ma. Część farmaceutów, już na etapie dyskusji o dopuszczeniu do sprzedaży, zapowiadała bojkot tego typu środków. Powoływano się na klauzulę sumienia.

 

 W ilu aptekach nie kupimy tabletki? Z danych, do których dotarliśmy, wynika, że 40% aptek w Polsce „na stanie” ma przynajmniej jedno opakowanie.

Co z resztą? – Nie ma i nie będzie – usłyszeli w wielu aptekach reporterzy „Gazety Wrocławskiej”, gdy sprawdzali dostępność środka na terenie swojego miasta. Aptekarze tłumaczyli, że tabletka to „więcej szkody niż pożytku” i że nie sprzedają EllaOne, tak jak wcześniej nie sprzedawali Escapelle. 
 

– Farmaceuta nie ma prawa odmówić sprzedaży tabletki – tłumaczy ginekolog Jacek Tulimowski. –Jednak w praktyce, gdy nie będzie chciał tego zrobić, sprawa jest nie do wygrania – dodaje. W prawie farmaceutycznym nie zapisano obowiązku posiadania tego typu medykamentów „na stanie”. Aptekarz niechętny tym środkom może nie zamawiać EllaOne. W takich aptekach tabletki nie ma i nie będzie.
 

 

Dostęp ograniczony

Jak wynika z danych, do których dotarliśmy, 40% aptek w Polsce ma na stanie przynajmniej jedno opakowanie EllaOne.

– To wcale nie oznacza, że to opakowanie jest na sprzedaż – słyszymy.

Jak tłumaczy dr Tulimowski, farmaceuci mogą potrzebować jednego opakowania jako swoistego listka figowego. Środek w aptece jest, więc nikt nie zarzuci im, że go nie zamawiają. Jednak gdy ktoś o tabletkę zapyta, usłyszy, że tabletki właśnie się skończyły.

Kobieta, której zależy na czasie, nie będzie podejmować polemik. Poszuka apteki, w której środek będzie. Ten luksus mają jednak tylko mieszkanki dużych miast. Dla pozostałych dostęp do tej metody antykoncepcji jest mocno ograniczony.

 

Tagi: ellaone, antykoncepcja awaryjna, zdrowie, apteki, tabletka, agnieszka burzynska, olga wasilewska

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone