10 Grudnia 2015

Gospodarka
DSC1116.jpg
autor: Agnieszka Burzyńska

Jak w Orlenie stracono półtora miliona dolarów

  • orlen-jacek-krawiec.jpg Płock, 28.04.2015. Prezes Zarządu, Dyrektor Generalny - Jacek Krawiec, podczas Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy PKN Orlen, na temat m.in. rozpatrzenia uchwał w sprawie dywidendy za 2014 r. oraz udzielenia absolutorium dla zarządu spółki, w Płocku. PAP/Marcin Bednarski

Prawie półtora miliona dolarów straty, zakup wątpliwej jakości produktu, czyli historia jednej z ostatnich transakcji Orlenu na Litwie.  

 

16 listopada 2015. Dyrektor zajmujący się zakupami surowców potrzebnych do produkcji paliw w rafinerii w Możejkach otrzymuje maila od firmy Wilkiestone Solutions. Jest to propozycja zakupu 12 tysięcy ton destylatu, czyli w dużym uproszczeniu surowca służącego do produkcji paliw. Mail nie zawiera wymaganych przez koncern informacji o składzie tego produktu. Chodzi przede wszystkim o substancje szkodliwe, obniżające jakość, i takie, które mogą spowodować uszkodzenia instalacji w Możejkach. Firma Wilkiestone przyznaje się jedynie do przekroczonej zawartości wody. Brakuje informacji o zawartości kwasów, rtęci, azotu, ksylenu czy toluenu. Mimo to Orlen rozpoczyna rozmowy o zakupie produktu. Tryb negocjacji jest zadziwiający. Oferta brytyjskiej firmy nie trafia do otwartego, informatycznego systemu Connect, w którym można w każdej chwili porównać oferty. Według wewnętrznych procedur koncernu tak powinno się stać. Zamiast tego rozpoczynają się bezpośrednie negocjacje, choć słowo „negocjacje” to za dużo powiedziane. Orlen po prostu akceptuje wszystkie wstępne warunki. 

 

Wygórowana cena i marna jakość

 

Dzień przed podpisaniem umowy, do tego samego dyrektora przychodzi mail od konkurencyjnej firmy. Brytyjska spółka Emposual oferuje dokładnie ten sam produkt, ale taniej. Na jednej tonie jest to różnica 25 dolarów. Na całej dostawie chodzi już o 300 tysięcy dolarów. Emposual przedstawia także aktualne badania próbek surowca z niezależnego laboratorium. Tu dowiadujemy się tego, co zataiła w swojej ofercie konkurencja z Wilkiestone. Surowiec jest bardzo zanieczyszczony. Przekroczone są poziomy rtęci, kwasów, azotu, ksylenu i toluenu. To oznacza, że towar jest wybrakowany i wart dużo mniej, niż chce uzyskać za niego zarówno jedna, jak i druga spółka. Według wyliczeń pracowników rafinerii cena takiego produktu powinna być niższa o 100 dolarów za tonę niż ta oferowana przez Wilkiestone. Łatwo wyliczyć, że na całej dostawie chodzi o kwotę miliona i dwustu tysięcy dolarów. Kierownictwo Orlenu nie przejmuje się jednak takimi drobiazgami. Zamiast zająć się wygórowaną ceną i marną jakością, zaczyna ustalać, kto ma prawa do oferowanego produktu: czy Wilkiestone czy Emposual. Ostatecznie umowa zostaje podpisana następnego dnia. Z Wilkiestone. 

 

Szybka płatność

 

Co ciekawe, Orlen zazwyczaj wypłaca pieniądze po 30 dniach od zawarcia kontraktu. Tym razem przelew zostaje wykonany już po 5 dniach. – Połowa dostawy jest już w Możejkach. Najbardziej boimy się, że surówka zostanie szybko wlana do systemu i trudno będzie udowodnić tragiczną jakość – mówią informatorzy z rafinerii. Dodają, że sprawą ekspresowo powinien zająć się minister skarbu, prokuratura, a nawet Centralne Biuro Antykorupcyjne. – Ktoś szybko powinien pobrać próbki i przebadać produkt – puentują.

 

Kto skontroluje?

 

Zapytaliśmy centralę Orlenu, czy zostanie zarządzona ekspresowa kontrola jakości. Odpowiedzi na to pytanie nie dostaliśmy. Jedyne zdanie poświęcone temu tematowi brzmi: „Jakość surowca była zgodna z oczekiwaniami”. To fragment maila przesłanego nam przez biuro prasowe Orlenu. 

 

 

Winna zła pogoda na Bałtyku

 

Jak koncern tłumaczy ów zakup? „Zakup 12 tys. ton destylatu ropy naftowej był konieczny ze względu na złe warunki pogodowe na Bałtyku, które uniemożliwiły dostawę podstawowego surowca do rafinerii w Możejkach. Jak wiadomo, odbywają się one drogą morską od czasu wyłączenia prowadzącego na Litwę odcinka ropociągu »Drużba«. Rafinerii groziło zawieszenie produkcji i niewypełnienie zobowiązań z kontraktów na dostawę paliw do jej klientów. W związku z tym, ze względu na wyjątkowe okoliczności i groźbę wyłączenia instalacji, skorzystano z możliwości zakupu destylatu znajdującego się w porcie w Kłajpedzie” – czytamy w mailu. To o tyle dziwne, że oferta została złożona 16 listopada, a sztorm nadszedł 20 dni później. Ani przez chwilę nie było również zagrożenia dla ciągłości produkcji. Co potwierdza uzyskany przez nas wyciąg z systemu Connect. Jeszcze ciekawiej wygląda tłumaczenie Orlenu wobec faktu, że 12 tysięcy ton destylatu wystarcza na zaledwie 18 godzin podtrzymania produkcji. Skład owego produktu grozi za to uszkodzeniem katalizatora. Zakup nowego to koszt co najmniej 3 milionów dolarów. 

 

Na koniec jeszcze jedna ciekawostka. Surowiec z portu w Kłajpedzie leżał tam od ponad półtora roku. Mimo wielu prób sprzedaży, żadna rafineria nie zdecydowała się na jego zakup. Również Orlen w przeszłości odmawiał wydania milionów dolarów na ten destylat. Powód? Zła jakość i niespełnienie wymaganych parametrów.

Tagi: orlen, możejki, litwa, agnieszka burzyńska

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone