08 Lipca 2015

Gospodarka
DSC1007.jpg
autor: Paulina Socha-Jakubowska

Dobić PIW, czyli jak upadał gigant

  • zdjPIW.jpg Pikieta w obronie PIW (fot. PAP/Jakub Kamiński)

W 2012 roku w obronie Państwowego Instytutu Wydawniczego stanął ówczesny premier, Donald Tusk. Z perspektywy czasu wydaje się to kuriozalne, zwłaszcza że to jego podwładny, minister skarbu Aleksander Grad, podjął decyzję, by postawić PIW w stan likwidacji. Ale absurdów, zakrętów i znaków zapytania w burzliwej historii gaszenia świateł w najstarszym i jedynym wciąż działającym wydawnictwie państwowym, jest o wiele więcej.

 

– Tak, jak Jerzy Waldorff tłumaczył się z przyjmowania orderów w PRL, tak ja powiem, że przyjąłem tytuł likwidatora z lekkim obrzydzeniem. Nie używałem jednak wizytówki z dopiskiem „likwidator”. To był mój rodzaj protestu przeciwko likwidacji – mówi Rafał Skąpski. W latach 2001–2004 był wiceministrem kultury. W 2005 roku objął stanowisko dyrektora Państwowego Instytutu Wydawniczego. W 2012 został jego likwidatorem. Dziś występuje już jako były likwidator, bo w poniedziałek został zwolniony. W poniedziałek był na urlopie, więc o utracie pracy dowiedział się z opóźnieniem.

Już dzień później w siedzibie PIW przy Foksal 17 w Warszawie (o siedzibie będzie później) pojawił się nowy likwidator. Radca prawny Maciej Szudek na pytanie, jakie są wobec niego oczekiwania ministra skarbu, Andrzeja Czerwińskiego, odpowiedział zupełnie naturalnie, że „jest likwidatorem”. Czyli jego plan to gaszenie świateł w PIW-ie. Coś, czego przez trzy lata starał się uniknąć Skąpski. I na czym – jak mówią obrońcy wydawnictwa – się przejechał.

 

Likwidować z obrzydzeniem

 

– Dla mnie to rodzaj wotum nieufności. Za to, że wypełniałem słowa, które usłyszałem od ministra Mikołaja Budzanowskiego. W 2012 roku tłumaczył mi,  że musi podpisać decyzję o likwidacji, bo zostało mu to przygotowane przez ekipę ministra Grada. Ale powiedział, że wierzy, że likwidując zadłużenie PIW-u, nie zlikwiduję samego PIW-u – mówi Skąpski.

Dodaje, że w rządzie Tuska byli ministrowie, którzy widzieli wartość Państwowego Instytutu Wydawniczego. Mówi też, że kiedy w resorcie kultury władzę sprawował minister Zdrojewski, wydawało mu się, że i on widział potrzebę istnienia takiego wydawnictwa. – Zawsze mnie o tym zapewniał. Ale gdybyśmy podliczyli zakres jego działań w tym zakresie, podsumowanie nie byłoby, delikatnie mówiąc, imponujące – przyznaje Skąpski.


Także obecna minister kultury, prof. Małgorzata Omilanowska, sprawę likwidacji PIW zna w zasadzie od początku. W styczniu 2012 roku została przecież podsekretarzem stanu w ministerstwie kultury. Dlaczego więc kilka miesięcy temu w radiowym wywiadzie powiedziała, że PIW jest „bankrutem” i nie można mu pomóc? Były likwidator przedsiębiorstwa, Rafał Skąpski, tego nie wie. Na słowa minister odpowiedział w specjalnym liście. Bo przedsiębiorstwo w likwidacji od bankruta się różni.


On sam regularnie zwracał się do minister kultury. Bo trzeba przyznać, że Skąpski będąc likwidatorem PIW, przez ostatnie trzy lata działał dość niekonwencjonalnie. Tak, jakby razem ze Społecznym Komitetem Ratowania PIW, tysiącami czytelników, którzy podpisali się pod petycją w obronie wydawnictwa i znakomitościami świata nauki, literatury i polityki – walczył o kolejną porcję życiodajnych środków dla kulejącego 70-latka.


Tu warto przypomnieć, że do 1997 roku PIW pozostawał pod nadzorem właścicielskim ministerstwa kultury. W 1997 roku przeszedł pod nadzór ministerstwa skarbu. 15 lat później jego zadłużenie wynosiło ponad 8 milionów złotych.  – Dziś to już tylko 2 miliony – chwali się Skąpski. I zaczyna swoje wyliczenia.

 

Foksal 17

 

Skąpski mówi, że jego „spokojne życie” likwidatora zostało zmącone mniej więcej w chwili, gdy odzyskał prawa do kamienicy przy Foksal 17.
Po pierwsze – jego poprzednik wystawił kamienicę na sprzedaż. Odbyły się dwa przetargi – jeden na dwa piętra i drugi na pozostałe trzy. Oba wygrała, dziś już nieistniejąca, ta sama firma brokerska, związana z Piotrem Raźniewskim i Arturem Mrzygłódem. 


– Zanim objąłem stanowisko dyrektora, podpisano z nimi notarialne przyrzeczenie aktu sprzedaży. Mój poprzednik nie dopełnił jednak pozostałych formalności. Ja zauważyłem wady prawne przetargów i odmówiłem wydania budynku. Zostałem pozwany do sądu. Ostatecznie w stosunku do dwóch pięter sąd przyznał mi rację, a akt notarialny z mocy prawa stał się nieważny – opowiada Skąpski.


Wygrawszy w sądzie, zwrócił zaliczkę i objął dwa górne piętra. Wtedy ludzie, którzy wygrali przetarg, przewidując, że kolejny wyrok sądu może nie być po ich myśli, poprosili o zwrot zaliczki z drugiej umowy. Chodzi o półtora miliona złotych. Pieniądze te nie zostały im jeszcze zwrócone.

Co więcej, ludzie ci oczekują zadośćuczynienia za to, że kwota ta przez 10 lat była we władaniu PIW. Została spożytkowana na spłatę zaległości wobec ZUS-u. – Nie podpisali żadnej klauzuli dotyczącej odsetek, bo nikt nie zakładał, że nie dojdzie do aktu kupna-sprzedaży. Od strony prawnej im się nic nie należy. Od strony moralnej – to kwestia do negocjacji, ile – dodaje Skąpski.

 

Mieszkania po PIW-ie

 

Jest jeszcze jeden problem z zaliczką. Jej część jest zabezpieczona w księdze wieczystej. By PIW przekształcić, trzeba by sprawę doprowadzić do końca i wykreślić z księgi wieczystej zastrzeżenia, pod które to PIW już za rządów Skąpskiego zastawił 434 tysiące złotych. Chodziło mu wówczas o to, by osoby kupujące lokale miały gwarancję, że roszczenia nie zostaną przeniesione na nich.

Bo kolejnym elementem oddłużenia i pozbycia się zbędnych składników majątku PIW-u, za rządów byłego już likwidatora, była sprzedaż mieszkań należących do wydawnictwa. A przez to pozbycie się obowiązku administrowania 29 lokalami mieszkalnymi. – Proszę sobie wyobrazić taki obrazek: rozmawiam w swoim gabinecie na przykład z Józefem Henem o kolejnej edycji jego książki, a wtedy ktoś stuka do drzwi i prosi, bym wezwał hydraulika, bo rura przecieka. Takie też  były moje obowiązki – mówi Skąpski. Połowę tych mieszkań sprzedał więc zgodnie z ustawą o zbywaniu mieszkań pracowniczych. Druga część sprzedana została po cenach wolnorynkowych. A sam PIW stał się członkiem wspólnoty mieszkaniowej. Powołany został zarząd wspólnoty i zatrudniono administratora.

 

Instytut Książki w gotowości

 

16 kwietnia Rafał Skąpski po raz kolejny pisze do minister Omilanowskiej: „Spotykam się z opiniami, że zamiar likwidacji PIW, przejęcie znaku oraz praw dochodowego wydawnictwa przez Instytut Książki nosi znamiona wrogiego przejęcia, a na pewno działania na szkodę przedsiębiorstwa. Wydaje się też, że głównym celem tak opisanego przez panią ratowania PIW jest przejęcie budynku wartego blisko 14 milionów złotych”.


Bo, jak się okazuje, chrapkę na kamienicę przy Foksal mieli nie tylko właściciele firmy brokerskiej, która niegdyś swoją siedzibę miała właśnie w budynku PIW-u. I tu pojawia się nazwisko Grzegorza Gaudena, dyrektora Instytutu Książki, czyli państwowej instytucji kultury, powołanej do życia w 2004 roku. On sam w tej sprawie wypowiadać się nie ma zamiaru i SMS-em informuje mnie, że powinnam kontaktować się z Ministerstwem Skarbu.


Wiosną tego roku dyrektor Gauden był jednak bardziej rozmowny. W jednym z wywiadów powiedział wprost, że kamienica przy Foksal jest dla niego interesująca. Wcześniej, 12 lutego 2015 r., w piśmie do minister kultury Gauden poinformował, że na zlecenie zarządzanego przez niego Instytutu Książki została dokonana analiza „składników majątkowych PIW”. A jednym ze składników jest pięć kondygnacji kamienicy przy ul. Foksal 17 w Warszawie. Gauden informuje dalej, że z analizy przeprowadzonej przez kancelarię Wierciński, Kwieciński, Baehr wynika, że istnieje możliwość nabycia dwóch kondygnacji tejże kamienicy w trybie bezprzetargowym.
Wartość kondygnacji – prawie 4,7 mln zł.


Zatroskany o los PIW-u dyrektor tłumaczy też, że taki zakup pozwoliłby PIW-owi na spłatę zobowiązań, a IK dostałby siedzibę. Dwa zdania niżej Gauden prosi ministerstwo o przyznanie jego instytutowi środków na zakup IV i V kondygnacji kamienicy przy Foksal 17. Dzięki temu IK nie musiałby płacić wysokiego czynszu za wynajem powierzchni w Pałacu Kultury i Nauki.


Skąpski: – Ministerstwo Kultury zamierzało kupić dwa piętra kamienicy przy Foksal, a pozostałe 3 mieli dostać w zarząd. Beneficjentem miał być Instytut Książki. Z biznesowego punktu widzenia, gdyby się to komuś udało – to byłby interes życia. Zadałem więc pytanie ministerstwu, czy jest podstawa prawna, żeby ominąć przetarg. W odpowiedzi zostałem odwołany. Moje pytanie padło w ciągu ostatnich dwóch miesięcy. Zadałem je na piśmie.


Iwaszkiewicz, Białoszewski i inni


Jak wynika z korespondencji dyrektora Instytutu Książki i minister kultury, temu pierwszemu nie zależy jedynie na kamienicy. „W drugiej kolejności powinno dojść do przejęcia przez IK dzieł, licencji, praw autorskich, zbiorów egzemplarzy żelaznych” – napisał w piśmie.

– Chodzi o 8 tysięcy praw autorskich i wydawniczych, całe zbiory biblioteczne – wylicza Przemysław Pawlak, który stoi za akcją „Ratuj PIW” i Społecznym Komitetem Ratowania wydawnictwa.

Ale gdyby nawet plan Gaudena się ziścił, IK wchłonąłby PIW i zaczął dysponować jego spuścizną udostępniając ją – zgodnie z planem – w domenie publicznej, dopiero zaczęłyby się schody. –  Będzie trzeba renegocjować umowy, wycenić prawa i to PIW będzie musiał zapłacić 23 proc. podatku VAT od „podarowania” praw Instytutowi Książki – mówi Skąpski.

Choć wyceną praw akurat już się zajęto. Minister Omilanowska w piśmie wysłanym 18 lutego ministrowi skarbu (jeszcze Włodzimierzowi Karpińskiemu) pisze, że „w 2014 roku Instytut Książki dostał od ministerstwa stosowne środki, które pozwoliły na zatrudnienie znanej, cenionej i doświadczonej w sprawach gospodarczych kancelarii Wierciński, Kwieciński, Baehr. Kancelaria ta dokonała na zlecenie IK i za zgodą Ministerstwa Skarbu Państwa przeglądu aktywów PIW”.

Za dwie opinie prawne dla Instytutu Książki ministerstwo zapłaciło kancelarii WKB prawie 80 tysięcy złotych. To wspomniane przez minister Omilanowską „stosowne środki”. Dane te pochodzą ze sprawozdania IK za rok 2014.

Skąpski kwituje to mówiąc, że w Ministerstwie Kultury funkcjonują chyba trzy departamenty zajmujące się różnymi sprawami prawnymi. Ale – jak zauważa – dość powszechnym zwyczajem jest wynajmowanie zewnętrznych kancelarii do najróżniejszych opinii. – To chyba rodzaj braku zaufania do własnych pracowników. Bo wydaje się, że jak będzie stempel kancelarii prawnej, a jeszcze ze znanymi nazwiskami, to w opinii nie będzie błędu – podkreśla.
Ministerstwo Kultury na pytanie o opinie prawne zlecane kancelarii WKB jeszcze nie odpowiedziało.

 

Po likwidacji

 

Zdaniem Skąpskiego oddłużony PIW mógłby zostać przekształcony w spółkę Skarbu Państwa i mógłby dalej wydawać książki. Wtedy nie byłoby problemu z prawami autorskimi. Bo, jak przekonuje Skąpski, gdyby PIW był przekształcany w spółkę, a później narodowe wydawnictwo – byłoby następstwo prawne.

Bo plan wchłonięcia PIW przez Instytut Książki może mieć jeszcze jeden mankament. Autorzy lub ich spadkobiercy, mogą nie zgadzać się na to, by ich dzieła wydawane były pod innym szyldem. PIW na „likwidacji” stracił chociażby Milana Kunderę. – Dla pisarza z zagranicy hasło „likwidacja” działa jak odstraszacz. Nikt nie będzie wnikał w nasz system prawny, by zgłębić, co likwidacja w praktyce oznacza. Ale Kunderę przejął od razu W.A.B., wydawnictwo, które sąsiaduje z PIW-em w budynku przy Foksal. I którego większościowym udziałowcem jest NFI Empik Media & Fashion – mówi Pawlak.

Jego zdaniem minister Omilanowska i dyrektor IK kierują się bardzo ryzykowną analizą prawną, albo raczej przekłamaniem, jeśli myślą, że tytuły wydawane w PIW będzie można wydawać w Instytucie Książki. Maria Iwaszkiewicz, córka Jarosława Iwaszkiewcza, Henk Proeme, czyli właściciel praw do twórczości Mirona Białoszewskiego do zmian nastawieni są negatywnie. Historyk literatury i witkacolog, prof. Janusz Degler, zapowiedział, że jeśli PIW upadnie, on nie dokończy swojego kolejnego opracowania. Prof. Maria Bokszczanin, która ukończyła edycję listów Sienkiewicza, także nie wyobraża sobie ich wydania poza PIW-em.

 

Rok ze stratą

 

Ministerstwo Skarbu w odpowiedzi na pytania dotyczące PIW, zmiany likwidatora i tego, co czeka instytucję teraz, przesłało komunikat. Czytam w nim: „Do tej pory nie mogliśmy realizować koncepcji przeniesienia znaku PIW i jego dorobku do państwowej instytucji kultury - czyli de facto nie mogliśmy go ratować – z powodu braku współpracy ze strony likwidatora”.

W komunikacie można też znaleźć informacje, że przez ostatnie 9 lat działalność wydawnicza przedsiębiorstwa nie była rentowna i przyniosła ponad 9 mln zł strat z wydawania książek. „Wykazywany corocznie niewielki zysk netto wynikał wyłącznie z regularnej sprzedaży majątku (mieszkań i lokali użytkowych), który się kurczy, oraz z przychodów z wynajmu dużej części powierzchni kamienicy przy ul. Foksal w Warszawie firmom prywatnym”.

– To jak jest z tym zadłużeniem? Pozbył się go pan, czy może wpadł w kolejne długi? – pytam Rafała Skąpskiego.

– Miałem jeden rok ze stratą, która była wynikiem przeszacowania majątku, czyli przeliczeniem jego wartości, obowiązkiem wynikającym z wprowadzenia likwidacji. Poza tym wydawaliśmy książki z pieniędzy pochodzących ze sprzedaży poprzednio wydanych. Staraliśmy się o dotację z Ministerstwa Kultury, tak jak każde inne wydawnictwo. Nasze propozycje zyskiwały wysokie noty,  a dziś mi się stawia zarzut, że minister „dotował” książki z logo PIW. Tak jakby to było wadą, że wydajemy książki, które doceniane były przez komisję ministerstwa – mówi. Dodaje też, że w tym wypadku chodzi o kwotę 580 tysięcy złotych. – Pomoc finansowa z reguły sprowadza się do 20–30 procent ceny wydania. Często budżet państwa, przez Instytut Książki, jest koedytorem. Zyski są wtedy dzielone, a pieniądze wracają do ministerstwa. Część z 580 tysięcy została, zgodnie  treścią umów, zwrócona – dodaje.

– Skąd te rozbieżności w kwestiach finansowych? – dopytuję Skąpskiego.

– Podaję dane zgodne z bilansem, z wykazami – odpowiada były likwidator.

Nowy likwidator zapowiedział, że potrzebuje czasu, by zapoznać się z sytuacją wydawnictwa. Pytany o kompetencje potrzebne na rynku wydawniczym poradził, by z tym pytaniem udać się do ministra skarbu.

W 2015 roku PIW wydał już 30 książek. W 2014 roku jego nakładem ukazało się 65 pozycji. W wydawnictwie na umowie o pracę zatrudnionych jest 6 osób.

Tagi: rafał skąpski, PIW, likwidacja, prawa autorskie, kamienica foksal 17, instytut książki, ratuj PIW, społeczny komitet ratowania PIW

© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone